niedziela, 24 listopada 2013

I. Youth

Jestem. Zawsze tu byłam. Ale czy słusznie? Czy naprawdę miałam się urodzić i w ogóle istnieć? Nikt mi tego nie może powiedzieć, ponieważ to powinno być we mnie. Czemu nie czuje tej świadomości, że jestem komuś potrzebna? Że muszę istnieć bo inaczej druga osoba również się podda? Miałam Matt’a, powiecie pewnie że głupio zrobiłam zostawiając Go, bo w sumie zostawiłam osobę która mimo swojej chamskości naprawdę mnie kochała. Ale liczy się to co ja czuję czy nie tak? A ja nie czułam miłości, tylko pustkę, tą cholerną pustkę, która każdego ranka wypełnia mnie od nowa. Wstaje rano idę na balkon, w ręku ostatni szlug a w głowie setki myśli, nad tym co mogłoby być, co by było gdyby. Czemu gdybamy? Czemu nie możemy być zdecydowani? Jeśli każdy podejmowałby decyzje od razu, nie było by problemów. Moja mama wahała się przy porodzie, mówiła mi. Pierwsza jej myśl była taka żeby usunąć to dziecko, żeby odebrać mi życie. Gdyby się nie zastanawiała nie było by mnie tu, nie sprawiałabym jej problemów. Pewnie nie raz leżąc w łóżku myśli sobie czemu jednak nie wybrała tej pierwszej opcji. Czemu zachciało jej się bachora, który teraz ma na głowie kuratora, psychiatrę i nieskończoną szkołę, na jej miejscu też bym miała takie myśli, to normalne. Wybaczam jej to. Za każdym razem kiedy się z nią kłócę, wypominam jej to czemu mnie w ogóle rodziła, wtedy widzę jej łzy i ten bezwład w oczach, widze że myśli to samo ale nie chce dopuścić do siebie tej myśli. Codziennie rano powtarza mi, że mnie kocha, a wieczorem krzyczy że mnie nienawidzi. To normalne? Czy to na pewno ja tu powinnam być pod względem psychiatry? Nie sądzę, ale ona wie lepiej. Oni wszyscy wiedzą lepiej. Lekarze, psychologowie, myślą że wiedzą co mi jest, że blizny na moich rękach to znak problemów samobójczych, też tak uważasz? To nie jest prawda, nic co oni powiedzą nie jest prawdą, ponieważ nigdy nie przeszli tego co ja. Czemu ludzie, którzy mają pieniądze, duże domy i piękną rodzinę, sądzą że wiedzą co dzieje się u osoby która nie ma nic? Nigdy tego nie rozumiałam, może kiedyś zrozumiem, ale jeszcze nie teraz, nie czas chyba. 

Jest druga w nocy a ja mam ochotę wyjść na zewnątrz, wyjdę, nie powiem jej i wyjdę, niech się martwi, może tej jednej nocy zrozumie że jednak mnie kocha? Moja głupia, naiwna nadzieja, zawsze mnie śmieszyła. 
Kiedy wyszłam na dwór wcale nie poczułam się lepiej.
Nie lubię takiej pogody, kiedy wieje zimny wiatr, a tak naprawdę jest ciepło. Ale nieważne, poszłam przed siebie nie zwracając uwagi na moje dalsze myśli, a było ich dość sporo, więc to było naprawdę trudne. W dłoni jak zwykle fajka, na nogach rozwalone buty a włosy upięte w kok. Szłam swoją uliczką, pod słowem „swoją” myślę ulubioną. Co kilka kroków latarnia i ławeczka, ani jednej żywej duszy, tylko ja, fajka i te ławki. Ale, coś mi nie pasowało, na końcu, w samym rogu ktoś siedział i dopalał peta. Skąd tutaj ta osoba? Nigdy tu nikogo nie było, z reguły ludzie bali się tutaj przychodzić. Czemu akurat on się nie bał? I czemu patrzył w moją stronę? Podejść? Sama nie wiem. Podejdę, usiądę i nie będę się odzywać. Tak zrobiłam, ale nieznajomy dziwnie nie zagregował, dalej patrzył się najpierw na moje buty, potem na twarz, udawałam że nie widzę. 
- Nigdy wcześniej Cię tu nie widziałam.
- Bo nigdy wcześniej mnie tu nie było?
- To czemu dzisiaj jesteś? Czemu siedzisz akurat na tej alei, z reguły ludzie boją się tu przychodzić.
- Uwierz mi, ja się nie boje.
- To jesteśmy podobni.
- W czym?
- Nie boimy się.
- I dlatego jesteśmy podobni?
- No tak.
- Dziwna jesteś.
- Nie pierwszy raz to słyszę.
- Nie dziwi mnie to.
- Wolę usłyszeć „jesteś dziwna” niż „jesteś normalna”.
- Dlaczego?
- Bo normalni ludzie są nudni.
- Patrząc od innej strony, każdy człowiek jest inny, czyli dziwny.
- Każdy jest inny, ale nie każdy o tym wie.
- Trudno jest rozkminić twój tok myślenia. <widziałam jak jego kącik ust podniósł się ku górze> Zapodasz fajkę?
- Swoich nie masz?
- Jak widać? Przed chwilą odpaliłem peta..
- Przykro mi, ale nie jesteś kimś komu byłabym w stanie obstawić szluga za ostatnie pieniądze.
- A mógłbym być?

Wypowiadając to zdanie uśmiechnął się złośliwie, wstał i odszedł. Tak po prostu, bez słowa. Widziałam w jego oczach tą tajemniczość, to nie mógł być zwykły chłopak, wydawało mi się że skądś go kojarzę, skadś kojarzę te oczy. Tak czy siak musi tu wrócić, miliony pytań w mojej głowie, miliony myśli tak po prostu wyjścia nie znajdą. Czułam że muszę z Nim porozmawiać, muszę się o Nim czegoś dowiedzieć. Wróci, na pewno wróci, przecież musi.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz