Muzyka: http://www.youtube.com/watch?v=t1x8DMfbYN4
Całą ostatnią noc myślałam o tym na co się zgodziłam. Przecież ja nie znałam tego człowieka, nie wiedziałam kim jest, skąd pochodzi i czemu akurat trafił na mnie. Idiotka. Pomyślałam. co jeśli Matt miał racje i nie powinnam się zadawać z tym chłopakiem? Czemu zaczynam się tak bardzo martwić? Od zawsze miałam wywalone na wszystko, tłumiłam uczucia gdzieś głęboko w sobie a teraz czułam że zaczynają się dobijać bo za długo siedziały w zamknięciu. Ale czy one są prawdziwe? Czy to nie są jakieś złudzenia? Siedząc na schodach pożarowych odpalałam jedną fajkę za drugą a w mojej głowie pojawiały się nowe przypuszczenia. Obawy przed tym co może się wydarzyć. Co jeśli nie będę w stanie kontrolować swoich uczuć? Ten chłopak ma coś w sobie, coś co sprawia że chce go poznawać, że chciałabym spędzić z nim więcej czasu niż te kilka minut. Pierwszy raz czuję coś takiego i wcale mi się to nie podoba. Czemu on po prostu nie może wyjść z mojej głowy? Wszedł tam tak po prostu i zaczął mi mieszać a wszystko miałam poukładane. Nie mogłam dłużej nad ty myśleć bo czułam się dziwnie bezradna. Położyłam się do łóżka i czekałam aż sen zamknie mi powieki.
Obudziłam się rano, wyjątkowo, gdyż zawsze wstaję przeważnie 11-12 i nie idę na kilka pierwszych lekcji do szkoły, zresztą na ostatnich też mnie rzadko widują. Nie mam po co chodzić do miejsca pełnego fałszywych osób. Nikt kogo tam spotkałam nie był godny ani minuty mojego czasu. Wszyscy patrzyli na mnie z wyrzutem za błędy mojego ojca. Za moje błędy. Ćpunka. Wyrzutek. Moje przydomki. Kiedyś było to czymś ciężkim, kiedyś mój stan był ciężki, ale potem stało się to codziennością. Dlatego z siłą przyzwyczajenia sama zaczęłam o sobie tak myśleć. Jest łatwiej, tak myślę. Albo po prostu tak się oszukuję. Łatwiej jest zaniżyć swoją samoocenę niż płakać po nocach przez to że nie zgadzasz się z opinią innych ludzi. Myśl jak oni, może poczujesz się lepiej.
Tego dnia nie miałam ochoty iść do szkoły, nie chciałam widzieć tych wszystkich ludzi, jeśli wyjdę, matka nawet nie zauważy, pomyśli że nie spałam w domu, albo że znowu siedzę z ćpunami na dworcu. Była tak bardzo bezradna że czasem robiło mi się jej szkoda. Jedyna osoba którą kochałam była już tylko wrakiem człowieka. Funkcjonowała bo czuła że miała taki obowiązek, nie z własnej woli. Tak czy siak, ubrałam się w jeansowe czarne rurki z dziurą na kolanie, moje brązowe martensy, koszulę w kratę i bluzę z kapturem, przemyłam twarz zimną wodą, związałam włosy w niedbały kok, założyłam torbę na ramię i wyszłam. W głowie cały czas miałam słowa, które wypowiedział Bieber przy ostatnim spotkaniu, o ile dobrze usłyszałam to na nazwisko miał Bieber, jego imienia jeszcze nie poznałam, mam nadzieję że dowiem się chociaż z kim się spotykam. Zmienny charakter, śmieszne. Kim będzie dzisiaj? Jaki dzisiaj będzie miał charakter i z jakimi cechami przyjdzie mi się zmierzyć? Chciałabym żeby to były te cechy które mi się podobają, ta tajemniczość, to podobne myślenie, ale mogą być to też te których nienawidzę, ta pewność siebie, ta dająca się wyczuć na kilometr ironia w słowach, tak bardzo tego nienawidzę że mam ochotę coś rozjebać kiedy ktoś się tak zachowuje, coś albo tego kogoś. Tak jak wczoraj, tak i dzisiaj setki myśli i przypuszczeń biegało mi po głowie, nie mogłam ich zatrzymać. Idąc uliczką moje ręce stawały się coraz zimniejsze, powietrze było wyjątkowo ostre, paląc szluga nawet dym nie był taki sam jak zawsze. Idzie zima, pora roku której tak bardzo nienawidzę a jednocześnie tak bardzo kocham. Czemu nienawidzę? Prosta odpowiedź, święta. Sztuczna atmosfera, sztuczne uśmiechy, sztuczna miłość. Każdy się kocha, nawet ludzie którzy wcześniej się nienawidzili, powiedzą ci że taka magia świąt, to cud! Gówno a nie cud, to zasrana tradycja, którą ludzie boją się złamać. Po co masz być miłym dla kogoś kto pluł ci w twarz i miał Cie w dupie? Masz się do niego uśmiechać i życzyć jak najlepiej, kiedy najchętniej nasrałabyś mu na twarz i wepchnęła pod pociąg. Gdzie tu sens? Ludzie są głupi. Powiecie mi że mówię o sobie że jestem głupia bo w końcu też jestem człowiekiem, tak, mówię tez o sobie, ale w przeciwieństwie do niektórych ja nie udaje, żadne moje uczucia nigdy nie były udawane, jeśli kogoś nienawidzę to tak zostanie, nie zmieni się to przez jakieś jebane święta. Czemu ludzie tego nie widzą i nie potrafią tego zrozumieć? Czemu kiedy mówię coś szczerze skreślają mnie za moją "chamskość"? Nie myl chamstwa ze szczerością, taka podpowiedź :) A teraz czemu kocham zimę. Kocham własnie dlatego że gdy wychodzę na dwór nie widzę ludzi z uśmiechami na twarzy, z radością z nowego dnia, przyklejonymi do mordy "bo tak powinno być", widzę wkurwionego człowieka, który musi odśnieżać podjazd, przepalać auto, jechać do tej jebanej pracy chociaż wcale nie ma na to ochoty i jakoś dawać sobie radę bo inaczej dawno mieszkałby już pod mostem, widzę dzieci które narzekają że zamarzają wracając do domu, które marzą o tym żeby z powodu zaśnierzenia zamknęli szkołę chociaż na kilka dni. Czemu to kocham? Sama nie wiem. Może widzę w nich podobieństwo mnie, nie kryją uczuć. W końcu zachowują się tak jak im dyktuje rozum i serce. Wyrażają siebie, nie próbują udawać kogoś kim nie są. Mało spotykam takich ludzi, którzy nie boją się mówić tego co siedzi im w głowie, z reguły wszyscy boją się coś powiedzieć, boją się wyśmiania, odtrącenia, kiedy jesteśmy odtrąceni przez osoby które kochamy, zostajemy sami, bez nikogo. Właśnie to jest przerażające. Ktoś nas znienawidzi i chociaż byliśmy dla niego najważniejsi to zostawi nas bez słowa. Odejdzie bo coś mu w nas nie spasowało. Kiedyś tez się tego bałam, zostawił mnie ojciec, babcia i dziadek nie chcą mnie znać, dla mamy tez już praktycznie jestem obcą osobą. Ale potem pogodziłam się z tym, po co mam udawać kogoś kim nie jestem i trzymać przy sobie osoby które uważają mnie za zupełnie kogoś innego? Bez sensu. Nie lubiłam myśleć o tym. Nienawidziłam myśleć o tacie. O tym jak było kiedyś a jak jest teraz. To przez niego nie ma normalnego życia i normalnej rodziny. To przez niego moja psychika jest tak bardzo zjebana że sama nie wiem kim dokładnie jestem. To przez niego mama płacze co noc, mimo tych wszystkich zdrad i tego co zrobił ona dalej go kocha i dalej się o niego martwi a ja nie potrafię tego pojąć. Czy ona jest naprawdę na tyle ślepa? Żeby nie wiedzieć że ojciec ma nas głęboko w dupie? Nie widziałyśmy go od kilku miesięcy i najwyraźniej nie śpieszy mu się żeby wrócić. Wątpię w to że kiedyś w ogóle go jeszcze zobaczę.
Całą ostatnią noc myślałam o tym na co się zgodziłam. Przecież ja nie znałam tego człowieka, nie wiedziałam kim jest, skąd pochodzi i czemu akurat trafił na mnie. Idiotka. Pomyślałam. co jeśli Matt miał racje i nie powinnam się zadawać z tym chłopakiem? Czemu zaczynam się tak bardzo martwić? Od zawsze miałam wywalone na wszystko, tłumiłam uczucia gdzieś głęboko w sobie a teraz czułam że zaczynają się dobijać bo za długo siedziały w zamknięciu. Ale czy one są prawdziwe? Czy to nie są jakieś złudzenia? Siedząc na schodach pożarowych odpalałam jedną fajkę za drugą a w mojej głowie pojawiały się nowe przypuszczenia. Obawy przed tym co może się wydarzyć. Co jeśli nie będę w stanie kontrolować swoich uczuć? Ten chłopak ma coś w sobie, coś co sprawia że chce go poznawać, że chciałabym spędzić z nim więcej czasu niż te kilka minut. Pierwszy raz czuję coś takiego i wcale mi się to nie podoba. Czemu on po prostu nie może wyjść z mojej głowy? Wszedł tam tak po prostu i zaczął mi mieszać a wszystko miałam poukładane. Nie mogłam dłużej nad ty myśleć bo czułam się dziwnie bezradna. Położyłam się do łóżka i czekałam aż sen zamknie mi powieki.
Obudziłam się rano, wyjątkowo, gdyż zawsze wstaję przeważnie 11-12 i nie idę na kilka pierwszych lekcji do szkoły, zresztą na ostatnich też mnie rzadko widują. Nie mam po co chodzić do miejsca pełnego fałszywych osób. Nikt kogo tam spotkałam nie był godny ani minuty mojego czasu. Wszyscy patrzyli na mnie z wyrzutem za błędy mojego ojca. Za moje błędy. Ćpunka. Wyrzutek. Moje przydomki. Kiedyś było to czymś ciężkim, kiedyś mój stan był ciężki, ale potem stało się to codziennością. Dlatego z siłą przyzwyczajenia sama zaczęłam o sobie tak myśleć. Jest łatwiej, tak myślę. Albo po prostu tak się oszukuję. Łatwiej jest zaniżyć swoją samoocenę niż płakać po nocach przez to że nie zgadzasz się z opinią innych ludzi. Myśl jak oni, może poczujesz się lepiej.
Tego dnia nie miałam ochoty iść do szkoły, nie chciałam widzieć tych wszystkich ludzi, jeśli wyjdę, matka nawet nie zauważy, pomyśli że nie spałam w domu, albo że znowu siedzę z ćpunami na dworcu. Była tak bardzo bezradna że czasem robiło mi się jej szkoda. Jedyna osoba którą kochałam była już tylko wrakiem człowieka. Funkcjonowała bo czuła że miała taki obowiązek, nie z własnej woli. Tak czy siak, ubrałam się w jeansowe czarne rurki z dziurą na kolanie, moje brązowe martensy, koszulę w kratę i bluzę z kapturem, przemyłam twarz zimną wodą, związałam włosy w niedbały kok, założyłam torbę na ramię i wyszłam. W głowie cały czas miałam słowa, które wypowiedział Bieber przy ostatnim spotkaniu, o ile dobrze usłyszałam to na nazwisko miał Bieber, jego imienia jeszcze nie poznałam, mam nadzieję że dowiem się chociaż z kim się spotykam. Zmienny charakter, śmieszne. Kim będzie dzisiaj? Jaki dzisiaj będzie miał charakter i z jakimi cechami przyjdzie mi się zmierzyć? Chciałabym żeby to były te cechy które mi się podobają, ta tajemniczość, to podobne myślenie, ale mogą być to też te których nienawidzę, ta pewność siebie, ta dająca się wyczuć na kilometr ironia w słowach, tak bardzo tego nienawidzę że mam ochotę coś rozjebać kiedy ktoś się tak zachowuje, coś albo tego kogoś. Tak jak wczoraj, tak i dzisiaj setki myśli i przypuszczeń biegało mi po głowie, nie mogłam ich zatrzymać. Idąc uliczką moje ręce stawały się coraz zimniejsze, powietrze było wyjątkowo ostre, paląc szluga nawet dym nie był taki sam jak zawsze. Idzie zima, pora roku której tak bardzo nienawidzę a jednocześnie tak bardzo kocham. Czemu nienawidzę? Prosta odpowiedź, święta. Sztuczna atmosfera, sztuczne uśmiechy, sztuczna miłość. Każdy się kocha, nawet ludzie którzy wcześniej się nienawidzili, powiedzą ci że taka magia świąt, to cud! Gówno a nie cud, to zasrana tradycja, którą ludzie boją się złamać. Po co masz być miłym dla kogoś kto pluł ci w twarz i miał Cie w dupie? Masz się do niego uśmiechać i życzyć jak najlepiej, kiedy najchętniej nasrałabyś mu na twarz i wepchnęła pod pociąg. Gdzie tu sens? Ludzie są głupi. Powiecie mi że mówię o sobie że jestem głupia bo w końcu też jestem człowiekiem, tak, mówię tez o sobie, ale w przeciwieństwie do niektórych ja nie udaje, żadne moje uczucia nigdy nie były udawane, jeśli kogoś nienawidzę to tak zostanie, nie zmieni się to przez jakieś jebane święta. Czemu ludzie tego nie widzą i nie potrafią tego zrozumieć? Czemu kiedy mówię coś szczerze skreślają mnie za moją "chamskość"? Nie myl chamstwa ze szczerością, taka podpowiedź :) A teraz czemu kocham zimę. Kocham własnie dlatego że gdy wychodzę na dwór nie widzę ludzi z uśmiechami na twarzy, z radością z nowego dnia, przyklejonymi do mordy "bo tak powinno być", widzę wkurwionego człowieka, który musi odśnieżać podjazd, przepalać auto, jechać do tej jebanej pracy chociaż wcale nie ma na to ochoty i jakoś dawać sobie radę bo inaczej dawno mieszkałby już pod mostem, widzę dzieci które narzekają że zamarzają wracając do domu, które marzą o tym żeby z powodu zaśnierzenia zamknęli szkołę chociaż na kilka dni. Czemu to kocham? Sama nie wiem. Może widzę w nich podobieństwo mnie, nie kryją uczuć. W końcu zachowują się tak jak im dyktuje rozum i serce. Wyrażają siebie, nie próbują udawać kogoś kim nie są. Mało spotykam takich ludzi, którzy nie boją się mówić tego co siedzi im w głowie, z reguły wszyscy boją się coś powiedzieć, boją się wyśmiania, odtrącenia, kiedy jesteśmy odtrąceni przez osoby które kochamy, zostajemy sami, bez nikogo. Właśnie to jest przerażające. Ktoś nas znienawidzi i chociaż byliśmy dla niego najważniejsi to zostawi nas bez słowa. Odejdzie bo coś mu w nas nie spasowało. Kiedyś tez się tego bałam, zostawił mnie ojciec, babcia i dziadek nie chcą mnie znać, dla mamy tez już praktycznie jestem obcą osobą. Ale potem pogodziłam się z tym, po co mam udawać kogoś kim nie jestem i trzymać przy sobie osoby które uważają mnie za zupełnie kogoś innego? Bez sensu. Nie lubiłam myśleć o tym. Nienawidziłam myśleć o tacie. O tym jak było kiedyś a jak jest teraz. To przez niego nie ma normalnego życia i normalnej rodziny. To przez niego moja psychika jest tak bardzo zjebana że sama nie wiem kim dokładnie jestem. To przez niego mama płacze co noc, mimo tych wszystkich zdrad i tego co zrobił ona dalej go kocha i dalej się o niego martwi a ja nie potrafię tego pojąć. Czy ona jest naprawdę na tyle ślepa? Żeby nie wiedzieć że ojciec ma nas głęboko w dupie? Nie widziałyśmy go od kilku miesięcy i najwyraźniej nie śpieszy mu się żeby wrócić. Wątpię w to że kiedyś w ogóle go jeszcze zobaczę.
Przez cały dzień szwendałam się uliczkami miasta, wypalając jednego szluga za drugim. Kiedy za dużo myślę nie kontroluję tego ile wypalam papierosów. Zauważyłam że robi się coraz chłodniej, a niebo zachodzi ciemną plamą. Nie wiem kiedy to zleciało, ale dochodziła już 19:00. Jakim cudem 8 godzin minęło jak 10 minut?! Nigdy nie zrozumiem czasu. Powoli wracałam do domu gdy nagle u mojego boku zatrzymał się czarny sportowy samochód. Szyba się odsunęła i ujrzałam te karmelowe oczy i nieułożone włosy. Bieber. Nie odezwał się ani słowem, pokazał tylko że mam z Nim pojechać. A więc gra się zaczyna, zaczyna się w to w co się wplątałam. Ale spokojnie Stella, przecież to nie pierwszy raz wpakowałaś się w jakieś gówno. Zawsze znajdzie się ktoś kto Cię wyciągnie, a przynajmniej spróbuje prawda?
Cóż jak obiecałam, tak zrobiłam, wsiadłam do auta, zobaczyłam tylko jak kąciki jego ust podnoszą się do góry, w moim brzuchu wybuchło stado motyli, cholera! Był taki seksowny kiedy to robił, kiedy widziałam jego włosy i światło odbijające się w karmelowych tęczówkach. Miałam ochotę się na niego rzucić. Czy coś było ze mną nie tak? Od tego wieczoru, przez każdy następny jestem w pewnym sensie jego. Ruszyliśmy, przez całą drogę żadne z nas się nie odezwało, zachowywał się jakby mnie tu w ogóle nie było. Już wiedziałam że dzisiaj jego charakter mi się nie spodoba. Kilka przecznic dalej zatrzymaliśmy się obok wielkiego opuszczonego magazynu. Jeśli myślał że zabiera mnie w jakieś nowe miejsce to się zdziwi, ponieważ wiem o tych imprezach więcej niż on. Często tu bywam, mam tu znajomych, dlatego też nie bałam się tego miejsca, wręcz przeciwnie. Wysiedliśmy z samochodu. Nie zdążyłam się ogarnąć kiedy zobaczyłam jak idzie w stronę wejścia. Śmieszne kurwa! Przywiózł mnie tu po to żeby mnie ignorować? Myśli że uda mu się tym mnie wkurwić? Dobrze twierdziłam myśląc ze nie wie jakim człowiekiem jestem. Jeśli on chce się bawić w chłopaka zagadkę, ja też mogę zacząć kombinować. Potarłam dłonią o dłoń i weszłam do środka. Gdy otwarłam drzwi, zobaczyłam mnóstwo ludzi, było ich aż tyle, że zgubiłam go wzrokiem. Chwile się motałam, szukałam znajomych twarzy, ale niestety nikogo nie udało mi się wyczaić. Miałam nadzieję że za chwile spotkam tu gdzieś Eddiego, mojego przyjaciela "od ćpania" i w końcu się odprężę bo ten dzień był dziwny. Wyjęłam komuś szluga z kieszeni, siadłam przy barze i paląc dopijałam alkohol który ktoś zostawił w szklankach. Obczaiłam kilku kolesi, dawno nie bawiłam się w "imprezową dziewczynę" więc postanowiłam powtórzyć to co kiedyś lubiłam robić. Widziałam ze jeden zbierał się żeby do mnie podbić więc ułatwiłam mu to podchodząc do Niego. Już z daleka widziałam że był ostro najebany ale nie robiłam problemów kiedy się przyklejał. Powiedziałam mu że nie przyszłam tu po to żeby stać tylko tańczyć albo pić. Wziął mnie na parkiet. Zarówno jego ręce jaki i moje wędrowały po naszych ciałach. Był gorący! Dlatego kilka moich pocałunków powędrowało po jego szyi. Czuła jak on robi to samo, w pewny momencie pisnęłam, poczułam ból. Wiedziałam że zostanie malinka, ale nie obchodziło mnie to zbytnio. Moje oczy za jego karkiem wędrowały po całym parkiecie. Próbowałam znaleźć tego z którym tu przyszłam, ale nigdzie go nie widziałam. Dziwne uczucie przepełniało mnie całą. Niechętnie podziękowałam przystojniakowi, znajdując mu szybko jakąś dupę w zamian. Moim priorytetem było znaleźć Biebera. Nigdy nie zrozumiem samej siebie. Ma mnie w dupie od kiedy tu przyszliśmy a ja chcę go mimo wszystko zobaczyć. Coś ciągnęło mnie do tego chłopaka, tylko co to k*rwa było. Kiedy przebierałam oczami po ludziach nigdzie nie mogłam wyhaczyć jego twarzy. Stwierdziłam że ogarnę jeszcze kible i dam sobie spokój bo to robiło się nudne. Po minucie zorientowałam się że znalazłam. Leżał na kafelkach cały zaćpany. Taki widok nie był mi obcy, nie zdziwiłabym się wcale, gdybym za jakąś godzinę sama leżała w tym samym miejscu, w takim samym stanie. W jego ręce widziałam resztki koki. Odpłynął. Mogłam go tam zostawić i iść się bawić, ale zamiast tego podniosłam Go i wyszłam z Nim z klubu. Nie miałam obowiązku się nim opiekować więc czemu to robiłam?!
Popchnęłam go tak żeby oparł się o ścianę. Stanęłam przed Nim z wyrzutem na twarzy. Serio chciałam sie rozerwać a zamiast tego muszę bawić się w niańkę!
- Wiesz że nie musiałaś tego robić. *widziałam jak złośliwy uśmiech znowu pojawia się na jego twarzy*
- Wiem. Sama nie wiem czemu to zrobiłam. *wyrzuciłam ręce w powietrze*
- Mi się zdaje że doskonale wiesz.
- Źle Ci się zdaje. Ale może mnie oświecisz? *popatrzyłam na niego wyczekująco, nasze oczy się spotkały a wtedy czułam że się rozpływam, co do cholery było w tym chłopaku?!*
- Przyciągam Cię. Wiedziałaś że gdybym tam został, jakaś inna laska by się mną zaopiekowała.
- Ja pi*rdole nie wierzę że jest z Ciebie taki zarozumiały dupek/
- Sama taka jesteś.
- Przepraszam?
- Nie oszukuj się. To się nazywa pewność siebie i bardzo dobrze wiem że znasz to uczucie.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Miał rację. Miałam ciężki charakter i jak widać on tak samo. Czemu tak bardzo mnie intrygował? Patrząc na niego moje myśli nie dawały mi spokoju. Kiedy otwarłam usta by wydusić kilka słów, on zaczął mówić dalej.
- Zastanawiałaś się kiedyś czemu ludzie w ogóle to robią?
- Co robią?
- No ćpają. Bo w sumie co im to daje? Nawciągasz się koki, w głowie pojawia się jedno gówno, nie myślisz o niczym, nie wiesz gdzie jesteś, co się z Tobą dzieje. Na drugi dzień budzisz się i nie wiesz co robiłeś wczoraj. To wszystko jest bez sensu. Tak samo jak z miłością. Jaki jest w niej sens? Masz osobę która kochasz. Troszczysz się o nią, robisz kurwa wszystko żeby było jej jak najlepiej, starasz się, chuj wie co jeszcze, a ona nagle Ci mówi że się znudziłeś, że nudno już i spierdalaj. Oddałaś tej osobie połowę swojego życia a ona mówi że już jest nudno.
*Czyli w jego życiu była jakaś miłość, była dziewczyna która go zraniła, to stawało się coraz bardziej popierdolone, widać było że dalej ją kocha.*
- Nie musisz mi się żalić, nie lubię bawić się w psychologa.
- Nie chcę Ci płakać ramie, po prostu mam mętlik w głowie, jak zawsze po narkotykach.
- Zacząłeś brać bo ona Cię rzuciła?
- Brałem już wcześniej, między innymi dlatego mnie zostawiła, też ćpała, ale to co robiłem, to w co się wplatałem to było już dla niej za dużo.
- Nie chcę być wścibska, nie będę wnikać w Twoje życie, poza tym ledwo cię znam.
- Ledwo mnie znasz ale czujesz jakbyś znała mnie kilka dobrych lat co? *na jego twarzy znowu pojawił się uśmiech, lecz tym razem normalny, szczery*
- Skąd to możesz wiedzieć?
- Nie chcę Ci płakać ramie, po prostu mam mętlik w głowie, jak zawsze po narkotykach.
- Zacząłeś brać bo ona Cię rzuciła?
- Brałem już wcześniej, między innymi dlatego mnie zostawiła, też ćpała, ale to co robiłem, to w co się wplatałem to było już dla niej za dużo.
- Nie chcę być wścibska, nie będę wnikać w Twoje życie, poza tym ledwo cię znam.
- Ledwo mnie znasz ale czujesz jakbyś znała mnie kilka dobrych lat co? *na jego twarzy znowu pojawił się uśmiech, lecz tym razem normalny, szczery*
- Skąd to możesz wiedzieć?
- Ja czuję podobnie, Sky nie wiem co jest z Nami nie tak, nie umiem tego ogarnąć, ale jesteś osobą która zaintrygowała mnie od pierwszej chwili, takiej osoby pragnie się więcej i więcej, dlatego zaproponowałem Ci ten układ. Chciałem wiedzieć ile wytrzymasz, czy dasz radę mieć na głowie kogoś takiego jak ja. A uwierz mi dzisiaj to był dopiero początek.
- Nie godziłam się na to żeby być twoją niańką tylko żeby z Tobą wytrzymać. Następnym razem kiedy zobaczę Cię w takim stanie, to po prostu Cię tam zostawię.
- Nie zostawisz.
- Skąd wiesz?
- Po prostu to wiem.
- Twoja pewność siebie potrafi być wkurwiająca.
- Dużo osób mi to mówi.
- Zawsze tak mieszasz w głowie nowo poznanej osobie?
- Nie bo żadna nie jest tak wyjątkowa.
- Wyjątkowa pod jakim względem?
- Myślenia.
- To znaczy?
- To znaczy myśli tak samo, wszystko robi tak samo.
- Skąd wiesz że wszystko?
- Czuje to.
- A co jeśli ja czuję coś innego?
- Nie oszukuj się. Wiem że czujesz to samo.
- Nie każda myśl jest trafna.
- I nie każda błędna.
Już nie wiedziałam co odpowiadać. Umiał mnie podejść od każdej strony. Nikomu się to jeszcze nie udawało. Nie rozumiałam tego. Nie rozumiałam siebie. Chciałam uciec, biec przed siebie nie patrząc na to gdzie jestem, ale nie mogłam, jest umowa. Musiałam Go znosić chociaż samą swoją obecnością sprawiał że dostawałam białej gorączki.
- Dowiem się w końcu jak masz na imię?
- Jeśli zna się imię człowieka, pozostawiasz go w pamięci na dłużej. Jesteś pewna że chcesz je znać?
- Tak jestem pewna. *skrzyżowałam ręce na piersi, czuła jak jego głowa niebezpiecznie przysuwa się go mojej*
- Cóż, może kiedyś Ci je zdradzę. *wyszeptał*
- Cóż, może kiedyś Ci je zdradzę. *wyszeptał*
W głowie miałam gówno, jedno wielkie gówno które zrobił On swoimi wypowiedziami, jedna myśl obijała się o drugą, wypadała i wpadała spowrotem do bolącej już głowy. Czułam jego ręce na mojej talii. Nachyliłam się prowokując go do zamknięcia oczu, pomyślał że chcę go pocałować, prychnęłam mu w twarz i odsunęłam się tak by zobaczyć jego minę.
- Masz charakter. *splunął*
- Nie pierwszy raz to słyszę. *uśmiechnęłam się i weszłam spowrotem do klubu zostawiając go na zewnątrz*
Pobiegł za mną, ale w środku mnie już nie znalazł. Chwila spokoju. Wyjęłam tabletki z kieszeni kurtki, Schowałam jedną pod język, i położyłam się na pustej czarnej kanapie. Czułam jak każda moja myśl opuszcza moją zmęczoną głowę, odlatywałam. Chciałam odlecieć jak najdalej, ale nie mogłam, trzymało mnie coś, trzymała mnie obietnica, świadomość się nie wyciszyła, cały czas była. Ta kurewska świadomość tego na co się zgodziłam. Już sama nie wiedziałam czy ten chłopak nie intryguje czy odpycha. Nie znałam przyszłości tej znajomości.
Czyżby jakieś uczucia wracały?
Czy znowu to tylko złudzenie?