niedziela, 24 listopada 2013

III. Play the game

Muzyka: http://www.youtube.com/watch?v=t1x8DMfbYN4

Całą ostatnią noc myślałam o tym na co się zgodziłam. Przecież ja nie znałam tego człowieka, nie wiedziałam kim jest, skąd pochodzi i czemu akurat trafił na mnie. Idiotka. Pomyślałam. co jeśli Matt miał racje i nie powinnam się zadawać z tym chłopakiem? Czemu zaczynam się tak bardzo martwić? Od zawsze miałam wywalone na wszystko, tłumiłam uczucia gdzieś głęboko w sobie a teraz czułam że zaczynają się dobijać bo za długo siedziały w zamknięciu. Ale czy one są prawdziwe? Czy to nie są jakieś złudzenia? Siedząc na schodach pożarowych odpalałam jedną fajkę za drugą a w mojej głowie pojawiały się nowe przypuszczenia. Obawy przed tym co może się wydarzyć. Co jeśli nie będę w stanie kontrolować swoich uczuć? Ten chłopak ma coś w sobie, coś co sprawia że chce go poznawać, że chciałabym spędzić z nim więcej czasu niż te kilka minut. Pierwszy raz czuję coś takiego i wcale mi się to nie podoba. Czemu on po prostu nie może wyjść z mojej głowy? Wszedł tam tak po prostu i zaczął mi mieszać a wszystko miałam poukładane. Nie mogłam dłużej nad ty myśleć bo czułam się dziwnie bezradna. Położyłam się do łóżka i czekałam aż sen zamknie mi powieki. 

Obudziłam się rano, wyjątkowo, gdyż zawsze wstaję przeważnie 11-12 i nie idę na kilka pierwszych lekcji do szkoły, zresztą na ostatnich też mnie rzadko widują. Nie mam po co chodzić do miejsca pełnego fałszywych osób. Nikt kogo tam spotkałam nie był godny ani minuty mojego czasu. Wszyscy patrzyli na mnie z wyrzutem za błędy mojego ojca. Za moje błędy. Ćpunka. Wyrzutek. Moje przydomki. Kiedyś było to czymś ciężkim, kiedyś mój stan był ciężki, ale potem stało się to codziennością. Dlatego z siłą przyzwyczajenia sama zaczęłam o sobie tak myśleć. Jest łatwiej, tak myślę. Albo po prostu tak się oszukuję.  Łatwiej jest zaniżyć swoją samoocenę niż płakać po nocach przez to że nie zgadzasz się z opinią innych ludzi. Myśl jak oni, może poczujesz się lepiej. 

Tego dnia nie miałam ochoty iść do szkoły, nie chciałam widzieć tych wszystkich ludzi, jeśli wyjdę, matka nawet nie zauważy, pomyśli że nie spałam w domu, albo że znowu siedzę z ćpunami na dworcu. Była tak bardzo bezradna że czasem robiło mi się jej szkoda. Jedyna osoba którą kochałam była już tylko wrakiem człowieka. Funkcjonowała bo czuła że miała taki obowiązek, nie z własnej woli. Tak czy siak, ubrałam się w jeansowe czarne rurki z dziurą na kolanie, moje brązowe martensy, koszulę w kratę i bluzę z kapturem, przemyłam twarz zimną wodą, związałam włosy w niedbały kok, założyłam torbę na ramię i wyszłam. W głowie cały czas miałam słowa, które wypowiedział Bieber przy ostatnim spotkaniu, o ile dobrze usłyszałam to na nazwisko miał Bieber, jego imienia jeszcze nie poznałam, mam nadzieję że dowiem się chociaż z kim się spotykam. Zmienny charakter, śmieszne. Kim będzie dzisiaj? Jaki dzisiaj będzie miał charakter i z jakimi cechami przyjdzie mi się zmierzyć? Chciałabym żeby to były te cechy które mi się podobają, ta tajemniczość, to podobne myślenie, ale mogą być to też te których nienawidzę, ta pewność siebie, ta dająca się wyczuć na kilometr ironia w słowach, tak bardzo tego nienawidzę że mam ochotę coś rozjebać kiedy ktoś się tak zachowuje, coś albo tego kogoś. Tak jak wczoraj, tak i dzisiaj setki myśli i przypuszczeń biegało mi po głowie, nie mogłam ich zatrzymać. Idąc uliczką moje ręce stawały się coraz zimniejsze, powietrze było wyjątkowo ostre, paląc szluga nawet dym nie był taki sam jak zawsze. Idzie zima, pora roku której tak bardzo nienawidzę a jednocześnie tak bardzo kocham. Czemu nienawidzę? Prosta odpowiedź, święta. Sztuczna atmosfera, sztuczne uśmiechy, sztuczna miłość. Każdy się kocha, nawet ludzie którzy wcześniej się nienawidzili, powiedzą ci że taka magia świąt, to cud! Gówno a nie cud, to zasrana tradycja, którą ludzie boją się złamać. Po co masz być miłym dla kogoś kto pluł ci w twarz i miał Cie w dupie? Masz się do niego uśmiechać i życzyć jak najlepiej, kiedy najchętniej nasrałabyś mu na twarz i wepchnęła pod pociąg. Gdzie tu sens? Ludzie są głupi. Powiecie mi że mówię o sobie że jestem głupia bo w końcu też jestem człowiekiem, tak, mówię tez o sobie, ale w przeciwieństwie do niektórych ja nie udaje, żadne moje uczucia nigdy nie były udawane,  jeśli kogoś nienawidzę to tak zostanie, nie zmieni się to przez jakieś jebane święta. Czemu ludzie tego nie widzą i nie potrafią tego zrozumieć? Czemu kiedy mówię coś szczerze skreślają mnie za moją "chamskość"? Nie myl chamstwa ze szczerością, taka podpowiedź :) A teraz czemu kocham zimę. Kocham własnie dlatego że gdy wychodzę na dwór nie widzę ludzi z uśmiechami na twarzy, z radością z nowego dnia, przyklejonymi do mordy "bo tak powinno być", widzę wkurwionego człowieka, który musi odśnieżać podjazd, przepalać auto, jechać do tej jebanej pracy chociaż wcale nie ma na to ochoty i jakoś dawać sobie radę bo inaczej dawno mieszkałby już pod mostem, widzę dzieci które narzekają że zamarzają wracając do domu, które marzą o tym żeby z powodu zaśnierzenia zamknęli szkołę chociaż na kilka dni.  Czemu to kocham? Sama nie wiem. Może widzę w nich podobieństwo mnie, nie kryją uczuć. W końcu zachowują się tak jak im dyktuje rozum i serce. Wyrażają siebie, nie próbują udawać kogoś kim nie są. Mało spotykam takich ludzi, którzy nie boją się mówić tego co siedzi im w głowie, z reguły wszyscy boją się coś powiedzieć, boją się wyśmiania, odtrącenia, kiedy jesteśmy odtrąceni przez osoby które kochamy, zostajemy sami, bez nikogo. Właśnie to jest przerażające.  Ktoś nas znienawidzi i chociaż byliśmy dla niego najważniejsi to zostawi nas bez słowa. Odejdzie bo coś mu w nas nie spasowało. Kiedyś tez się tego bałam, zostawił mnie ojciec, babcia i dziadek nie chcą mnie znać,  dla mamy tez już praktycznie jestem obcą osobą. Ale potem pogodziłam się z tym,  po co mam udawać kogoś kim nie jestem i trzymać przy sobie osoby które uważają mnie za zupełnie kogoś innego? Bez sensu. Nie lubiłam myśleć o tym. Nienawidziłam myśleć o tacie. O tym jak było kiedyś a jak jest teraz. To przez niego nie ma normalnego życia i normalnej rodziny. To przez niego moja psychika jest tak bardzo zjebana że sama nie wiem kim dokładnie jestem. To przez niego mama płacze co noc, mimo tych wszystkich zdrad i tego co zrobił ona dalej go kocha i dalej się o niego martwi a ja nie potrafię tego pojąć. Czy ona jest naprawdę na tyle ślepa? Żeby nie wiedzieć że ojciec ma nas głęboko w dupie? Nie widziałyśmy go od kilku miesięcy i najwyraźniej nie śpieszy mu się żeby wrócić. Wątpię w to że kiedyś w ogóle go jeszcze zobaczę.

Przez cały dzień szwendałam się uliczkami miasta, wypalając jednego szluga za drugim. Kiedy za dużo myślę nie kontroluję tego ile wypalam papierosów. Zauważyłam że robi się coraz chłodniej, a niebo zachodzi ciemną plamą. Nie wiem kiedy to zleciało, ale dochodziła już 19:00. Jakim cudem 8 godzin minęło jak 10 minut?! Nigdy nie zrozumiem czasu. Powoli wracałam do domu gdy nagle u mojego boku zatrzymał się czarny sportowy samochód. Szyba się odsunęła i ujrzałam te karmelowe oczy i nieułożone włosy. Bieber. Nie odezwał się ani słowem, pokazał tylko że mam z Nim pojechać. A więc gra się zaczyna, zaczyna się w to w co się wplątałam. Ale spokojnie Stella, przecież to nie pierwszy raz wpakowałaś się w jakieś gówno. Zawsze znajdzie się ktoś kto Cię wyciągnie, a przynajmniej spróbuje prawda? 
Cóż jak obiecałam, tak zrobiłam, wsiadłam do auta, zobaczyłam tylko jak kąciki jego ust podnoszą się do góry, w moim brzuchu wybuchło stado motyli, cholera! Był taki seksowny kiedy to robił, kiedy widziałam jego włosy i światło odbijające się w karmelowych tęczówkach. Miałam ochotę się na niego rzucić. Czy coś było ze mną nie tak? Od tego wieczoru, przez każdy następny jestem w pewnym sensie jego. Ruszyliśmy, przez całą drogę żadne z nas się nie odezwało, zachowywał się jakby mnie tu w ogóle nie było. Już wiedziałam że dzisiaj jego charakter mi się nie spodoba. Kilka przecznic dalej zatrzymaliśmy się obok wielkiego opuszczonego magazynu. Jeśli myślał że zabiera mnie w jakieś nowe miejsce to się zdziwi, ponieważ wiem o tych imprezach więcej niż on. Często tu bywam, mam tu znajomych, dlatego też nie bałam się tego miejsca, wręcz przeciwnie. Wysiedliśmy z samochodu. Nie zdążyłam się ogarnąć kiedy zobaczyłam jak idzie w stronę wejścia. Śmieszne kurwa! Przywiózł mnie tu po to żeby mnie ignorować? Myśli że uda mu się tym mnie wkurwić? Dobrze twierdziłam myśląc ze nie wie jakim człowiekiem jestem. Jeśli on chce się bawić w chłopaka zagadkę, ja też mogę zacząć kombinować. Potarłam dłonią o dłoń i weszłam do środka. Gdy otwarłam drzwi, zobaczyłam mnóstwo ludzi, było ich aż tyle, że zgubiłam go wzrokiem. Chwile się motałam, szukałam znajomych twarzy, ale niestety nikogo nie udało mi się wyczaić. Miałam nadzieję że za chwile spotkam tu gdzieś Eddiego, mojego przyjaciela "od ćpania" i w końcu się odprężę bo ten dzień był dziwny. Wyjęłam komuś szluga z kieszeni, siadłam przy barze i paląc dopijałam alkohol który ktoś zostawił w szklankach. Obczaiłam kilku kolesi, dawno nie bawiłam się w "imprezową dziewczynę" więc postanowiłam powtórzyć to co kiedyś lubiłam robić. Widziałam ze jeden zbierał się żeby do mnie podbić więc ułatwiłam mu to podchodząc do Niego. Już z daleka widziałam że był ostro najebany ale nie robiłam problemów kiedy się przyklejał. Powiedziałam mu że nie przyszłam tu po to żeby stać tylko tańczyć albo pić. Wziął mnie na parkiet. Zarówno jego ręce jaki i moje wędrowały po naszych ciałach. Był gorący! Dlatego kilka moich pocałunków powędrowało po jego szyi. Czuła jak on robi to samo, w pewny momencie pisnęłam, poczułam ból. Wiedziałam że zostanie malinka, ale nie obchodziło mnie to zbytnio. Moje oczy za jego karkiem wędrowały po całym parkiecie. Próbowałam znaleźć tego z którym tu przyszłam, ale nigdzie go nie widziałam. Dziwne uczucie przepełniało mnie całą. Niechętnie podziękowałam przystojniakowi, znajdując mu szybko jakąś dupę w zamian. Moim priorytetem było znaleźć Biebera. Nigdy nie zrozumiem samej siebie. Ma mnie w dupie od kiedy tu przyszliśmy a ja chcę go mimo wszystko zobaczyć. Coś ciągnęło mnie do tego chłopaka, tylko co to k*rwa było. Kiedy przebierałam oczami po ludziach nigdzie nie mogłam wyhaczyć jego twarzy. Stwierdziłam że ogarnę jeszcze kible i dam sobie spokój bo to robiło się nudne. Po minucie zorientowałam się że znalazłam. Leżał na kafelkach cały zaćpany. Taki widok nie był mi obcy, nie zdziwiłabym się wcale, gdybym za jakąś godzinę sama leżała w tym samym miejscu, w takim samym stanie. W jego ręce widziałam resztki koki. Odpłynął. Mogłam go tam zostawić i iść się bawić, ale zamiast tego podniosłam Go i wyszłam z Nim z klubu. Nie miałam obowiązku się nim opiekować więc czemu to robiłam?! 
Popchnęłam go tak żeby oparł się o ścianę. Stanęłam przed Nim z wyrzutem na twarzy. Serio chciałam sie rozerwać a zamiast tego muszę bawić się w niańkę! 
- Wiesz że nie musiałaś tego robić. *widziałam jak złośliwy uśmiech znowu pojawia się na jego twarzy*
- Wiem. Sama nie wiem czemu to zrobiłam. *wyrzuciłam ręce w powietrze*
- Mi się zdaje że doskonale wiesz.
- Źle Ci się zdaje. Ale może mnie oświecisz? *popatrzyłam na niego wyczekująco, nasze oczy się spotkały a wtedy czułam że się rozpływam, co do cholery było w tym chłopaku?!*
- Przyciągam Cię. Wiedziałaś że gdybym tam został, jakaś inna laska by się mną zaopiekowała.
- Ja pi*rdole nie wierzę że jest z Ciebie taki zarozumiały dupek/
- Sama taka jesteś.
- Przepraszam?
- Nie oszukuj się. To się nazywa pewność siebie i bardzo dobrze wiem że znasz to uczucie. 

Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Miał rację. Miałam ciężki charakter i jak widać on tak samo. Czemu tak bardzo mnie intrygował? Patrząc na niego moje myśli nie dawały mi spokoju. Kiedy otwarłam usta by wydusić kilka słów, on zaczął mówić dalej.
- Zastanawiałaś się kiedyś czemu ludzie w ogóle to robią?
- Co robią?
- No ćpają. Bo w sumie co im to daje? Nawciągasz się koki, w głowie pojawia się jedno gówno, nie myślisz o niczym, nie wiesz gdzie jesteś, co się z Tobą dzieje. Na drugi dzień budzisz się i nie wiesz co robiłeś wczoraj. To wszystko jest bez sensu. Tak samo jak z miłością. Jaki jest w niej sens? Masz osobę która kochasz. Troszczysz się o nią, robisz kurwa wszystko żeby było jej jak najlepiej, starasz się, chuj wie co jeszcze, a ona nagle Ci mówi że się znudziłeś, że nudno już i spierdalaj. Oddałaś tej osobie połowę swojego życia a ona mówi że już jest nudno.
*Czyli w jego życiu była jakaś miłość, była dziewczyna która go zraniła, to stawało się coraz bardziej popierdolone, widać było że dalej ją kocha.*
- Nie musisz mi się żalić, nie lubię bawić się w psychologa.
- Nie chcę Ci płakać ramie, po prostu mam mętlik w głowie, jak zawsze po narkotykach.
- Zacząłeś brać bo ona Cię rzuciła?
- Brałem już wcześniej, między innymi dlatego mnie zostawiła, też ćpała, ale to co robiłem, to w co się wplatałem to było już dla niej za dużo.
- Nie chcę być wścibska, nie będę wnikać w Twoje życie, poza tym ledwo cię znam.
- Ledwo mnie znasz ale czujesz jakbyś znała mnie kilka dobrych lat co? *na jego twarzy znowu pojawił się uśmiech, lecz tym razem normalny, szczery*
- Skąd to możesz wiedzieć?
- Ja czuję podobnie, Sky nie wiem co jest z Nami nie tak, nie umiem tego ogarnąć, ale jesteś osobą która zaintrygowała mnie od pierwszej chwili, takiej osoby pragnie się więcej i więcej, dlatego zaproponowałem Ci ten układ. Chciałem wiedzieć ile wytrzymasz, czy dasz radę mieć na głowie kogoś takiego jak ja. A uwierz mi dzisiaj to był dopiero początek.
- Nie godziłam się na to żeby być twoją niańką tylko żeby z Tobą wytrzymać. Następnym razem kiedy zobaczę Cię w takim stanie, to po prostu Cię tam zostawię.
- Nie zostawisz.
- Skąd wiesz?
- Po prostu to wiem.
-  Twoja pewność siebie potrafi być wkurwiająca. 
- Dużo osób mi to mówi.
- Zawsze tak mieszasz w głowie nowo poznanej osobie?
- Nie bo żadna nie jest tak wyjątkowa.
- Wyjątkowa pod jakim względem?
- Myślenia.
- To znaczy?
- To znaczy myśli tak samo, wszystko robi tak samo.
- Skąd wiesz że wszystko?
- Czuje to.
- A co jeśli ja czuję coś innego?
- Nie oszukuj się. Wiem że czujesz to samo.
- Nie każda myśl jest trafna.
- I nie każda błędna.

Już nie wiedziałam co odpowiadać. Umiał mnie podejść od każdej strony. Nikomu się to jeszcze nie udawało. Nie rozumiałam tego. Nie rozumiałam siebie. Chciałam uciec, biec przed siebie nie patrząc na to gdzie jestem, ale nie mogłam, jest umowa. Musiałam Go znosić chociaż samą swoją obecnością sprawiał że dostawałam białej gorączki.
- Dowiem się w końcu jak masz na imię?
- Jeśli zna się imię człowieka, pozostawiasz go w pamięci na dłużej. Jesteś pewna że chcesz je znać?
- Tak jestem pewna. *skrzyżowałam ręce na piersi, czuła jak jego głowa niebezpiecznie przysuwa się go mojej*
- Cóż, może kiedyś Ci je zdradzę. *wyszeptał*

W głowie miałam gówno, jedno wielkie gówno które zrobił On swoimi wypowiedziami,  jedna myśl obijała się o drugą, wypadała i wpadała spowrotem do bolącej już głowy. Czułam jego ręce na mojej talii. Nachyliłam się prowokując go do zamknięcia oczu, pomyślał że chcę go pocałować, prychnęłam mu w twarz i odsunęłam się tak by zobaczyć jego minę.
- Masz charakter. *splunął*
- Nie pierwszy raz to słyszę. *uśmiechnęłam się i weszłam spowrotem do klubu zostawiając go na zewnątrz*

Pobiegł za mną, ale w środku mnie już nie znalazł. Chwila spokoju. Wyjęłam tabletki z kieszeni kurtki, Schowałam jedną pod język, i położyłam się na pustej czarnej kanapie. Czułam jak każda moja myśl opuszcza moją zmęczoną głowę, odlatywałam. Chciałam odlecieć jak najdalej, ale nie mogłam, trzymało mnie coś, trzymała mnie obietnica, świadomość się nie wyciszyła, cały czas była. Ta kurewska świadomość tego na co się zgodziłam. Już sama nie wiedziałam czy ten chłopak nie intryguje czy odpycha. Nie znałam przyszłości tej znajomości. 

Czyżby jakieś uczucia wracały?
Czy znowu to tylko złudzenie?


II. Promise

Musiał wrócić, ale nie wrócił. Chodziłam a raczej chodzę tam codziennie, w to samo miejsce, siadam na tej samej ławce i czekam, minuty, godziny, a jego nie ma. Dzisiaj też pójdę.W sumie i tak nic lepszego do roboty nie mam. Kiedy nie pisałam, myślałam dużo wiesz? Nad swoim życiem, pff jakby było jeszcze nad czym myśleć. Ale jednak coś się w głowie pojawiało, coś co nie dawało mi spokoju, czemu czułam brak, pewnego rodzaju pustkę, od kiedy spotkałam tamtego chłopaka było inaczej, gorzej? A może lepiej? Nie wiem. Gubię się we własnych przemyśleniach, można uznać że we wszystkim, nie umiem się odnaleźć. Wracam do domu, słyszę pytanie co u Ciebie córcia? Co odpowiadam? Jak zwykle. Nie chcę kłamać więc mówię prawdę. Nic się nie zmieniło od wczoraj mamo. Jest tak samo chujowo jak było. Kolejne pytanie. Wychodzisz gdzieś dzisiaj? Na usta ciśnie się odpowiedź, tak mamo wychodzę, popełnić samobójstwo, ale odpowiadam tylko krótkie, na spacer, jak zwykle i po rozmowie. Nikt mi nie zarzuci że nie mam kontaktu z rodzicami, poprawka, kontaktu z mamą. Ojciec, w sumie nawet nie wiem gdzie jest, możliwe że już dawno go zabili, albo ukrywa się gdzieś przed tymi którzy chcą go zabić, nie powiem, w ch*j ciekawe życie co? 

Wracając do dzisiejszej chwili, idę na spacer znowu, znowu będę czekać. Nie zastanawiając się dłużej ubrałam czarną czapkę do połowy głowy i moje brązowe rozwalone już martensy. Szłam tą samą uliczką, widziałam te same psy, tych samych ludzi, którzy jako nieliczni nie bali się tu przychodzić, chociaż czemu inni się bali? Może kiedyś mieli czego ale teraz? Teraz tu jest w sumie najspokojniejsza okolica. Może właśnie dlatego że nie ma aż tylu ludzi? A może dlatego że nie ma już mojego taty więc nie ma morderstw i strzelanin? Nie wiem, ale wiedziałam jedno, że to było i jest moje miejsce. Idąc w stronę stałej ławki zauważyłam jak ktoś przy zbiornikach na śmieci próbuje zacząć jakąś bójkę. To był ten chłopak, podbiegłam szybkim krokiem i obserwowałam z daleka, dostałam szoku gdy zobaczyłam drugą twarz, to był Matt, co on tu robił? Od kiedy zerwaliśmy nie widziałam go tutaj ani razu. Ale nie ważne, ważniejsze było to co się teraz działo. Dostałam pewnego rodzaju impulsu, wiedziałam że muszę jakoś zareagować, wiedziałam ze muszę coś zrobić.
- Co się tu do jasnej cholery dzieje?!
- A ty na chuj tu przyszłaś?
- Tak się składa Matt że codziennie tutaj chodzę, natomiast Ciebie pierwszy raz od dłuższego czasu tu widuje, zdradzisz mi powód? <popatrzyłam na niego znacząco i wyrzutem na twarzy>
- Ten marny śmieć sprzedał mi nie równą działkę!
- Działkę czego?
- A czego może być działka tępoto, koki rzecz jasna.
Nie wiedziałam co powiedzieć, w mojej głowie pojawiło się tysiąc myśli na raz, jednak głos za mną natychmiast je przerwał. 
- Sprzedałem Ci równo debilu, to nie moja wina że połowę wyćpałeś!
- Zaraz ci wpi*rdole, Sky odsuń się!
- Matt k*rwa uspokój się! *położyłam rękę w miejscu serca na klatce piersiowej* Serio będziesz robił o to dym? O nierówną działkę? Czy może chodzi o coś innego?! *widziałam jego oczy utkwione w moich*
- Nie chce Cię widywać z tym śmieciem! *zobaczyłam na jego twarzy bezradność*
- Uważaj na słowa dupku! *wykrzykiwał tajemniczy chłopak nad moim karkiem*
- Matt skończ już użalać się nad sobą, nie jesteśmy już razem, nie mamy już nic wspólnego, więc proszę Cię zostaw moje życie w spokoju, do cholery jasnej!
- Dobra, jak chcesz! Żebyś potem nie płakała że nikt Cię nie ostrzegał przed tym wyrzutkiem. Nie znajdziesz osoby która ma o Nim dobre zdanie w tej części dzielnicy. *popatrzył na mnie wzrokiem pełnym pogardy*
- A ty się miej na baczności Bieber!
- O mnie się nie bój wieśniaku!
- Jeb się.
- Koniec już! Ja pierdole gorzej niż dzieci. *powiedziałam z pełną frustracją*
Musiałam to skończyć, bo nawet mi nerwy wysiadały, patrząc na tych debili. Zobaczyłam jak Matt wsiada do auta i odjeżdża. Nieznajomy natomiast stał tak jak wcześniej i przyglądał mi się zagryzając wargę. 
- Czy coś jest nie tak?!
- Nie wręcz przeciwnie, fajnie wyglądasz gdy się wkurwiasz.
- Za to Ty wyglądasz jak kompletny debil. <nutka sarkazmu>
- Sky ładne imię, po babci?
- Ja pi*erdole jaki z Ciebie dupek, serio myślisz że jeśli będziesz udawał cwaniaka to jakoś mnie poderwiesz?
- Myślisz żę chce Cię poderwać?
- Tak podejrzewam..
- Źle podejrzewasz, nie potrzebuję dziewczyny, mam na głowie dużo innego gówna.
- Ja podobnie. Ogólnie to czemu w ogóle o tym rozmawiamy? Widzę Cie drugi raz w życiu, to nieco dziwne. Zachowujesz się inaczej niż wtedy co widziałam Cię po raz pierwszy.
- Codziennie jestem kimś innym, zmieniam charakter jak rękawiczki, ponieważ nudzi mnie jedna osobowość.
-Tekst jak z jakiegoś marnego filmu.
- Ale taka prawda. Codziennie musiałabyś poznawać mnie od nowa.
- Czy to wyzwanie? *uśmiechnęłam się z pewnością siebie*
- Nie wytrzymałabyś ze mną dłużej niż tydzień uwierz.
- I właśnie takim zachowaniem zmuszasz mnie do tego żeby spróbować.
- Dobra, to może zróbmy tak, od dzisiaj każdy wieczór, poprawka, każdą noc, spędzasz ze mną, daję Ci 10 dni, bo widzę że jakiś tam charakter masz. *złośliwy uśmiech pojawił się na jego twarzy*
- Jakiś tam? Chłopczyku przeszłam o wiele więcej niż Ty i serio nie boję się Ciebie.
- To się jeszcze okaże.
- Więc okej, podejmuje wyzywanie. Tylko jest jeden warunek.
- Jaki?
- Obiecaj że się we mnie nie zakochasz. Nie jestem człowiekiem który lubi te tzw "uczucia".
- Z tym raczej nie będzie problemu, nie jestem typem romantyka.
- Dobrze więc, jutro o 19 w tym samym miejscu?
- Nie ma sprawy, od 19 zaczniesz żałować że się na to zgodziłaś.



I. Youth

Jestem. Zawsze tu byłam. Ale czy słusznie? Czy naprawdę miałam się urodzić i w ogóle istnieć? Nikt mi tego nie może powiedzieć, ponieważ to powinno być we mnie. Czemu nie czuje tej świadomości, że jestem komuś potrzebna? Że muszę istnieć bo inaczej druga osoba również się podda? Miałam Matt’a, powiecie pewnie że głupio zrobiłam zostawiając Go, bo w sumie zostawiłam osobę która mimo swojej chamskości naprawdę mnie kochała. Ale liczy się to co ja czuję czy nie tak? A ja nie czułam miłości, tylko pustkę, tą cholerną pustkę, która każdego ranka wypełnia mnie od nowa. Wstaje rano idę na balkon, w ręku ostatni szlug a w głowie setki myśli, nad tym co mogłoby być, co by było gdyby. Czemu gdybamy? Czemu nie możemy być zdecydowani? Jeśli każdy podejmowałby decyzje od razu, nie było by problemów. Moja mama wahała się przy porodzie, mówiła mi. Pierwsza jej myśl była taka żeby usunąć to dziecko, żeby odebrać mi życie. Gdyby się nie zastanawiała nie było by mnie tu, nie sprawiałabym jej problemów. Pewnie nie raz leżąc w łóżku myśli sobie czemu jednak nie wybrała tej pierwszej opcji. Czemu zachciało jej się bachora, który teraz ma na głowie kuratora, psychiatrę i nieskończoną szkołę, na jej miejscu też bym miała takie myśli, to normalne. Wybaczam jej to. Za każdym razem kiedy się z nią kłócę, wypominam jej to czemu mnie w ogóle rodziła, wtedy widzę jej łzy i ten bezwład w oczach, widze że myśli to samo ale nie chce dopuścić do siebie tej myśli. Codziennie rano powtarza mi, że mnie kocha, a wieczorem krzyczy że mnie nienawidzi. To normalne? Czy to na pewno ja tu powinnam być pod względem psychiatry? Nie sądzę, ale ona wie lepiej. Oni wszyscy wiedzą lepiej. Lekarze, psychologowie, myślą że wiedzą co mi jest, że blizny na moich rękach to znak problemów samobójczych, też tak uważasz? To nie jest prawda, nic co oni powiedzą nie jest prawdą, ponieważ nigdy nie przeszli tego co ja. Czemu ludzie, którzy mają pieniądze, duże domy i piękną rodzinę, sądzą że wiedzą co dzieje się u osoby która nie ma nic? Nigdy tego nie rozumiałam, może kiedyś zrozumiem, ale jeszcze nie teraz, nie czas chyba. 

Jest druga w nocy a ja mam ochotę wyjść na zewnątrz, wyjdę, nie powiem jej i wyjdę, niech się martwi, może tej jednej nocy zrozumie że jednak mnie kocha? Moja głupia, naiwna nadzieja, zawsze mnie śmieszyła. 
Kiedy wyszłam na dwór wcale nie poczułam się lepiej.
Nie lubię takiej pogody, kiedy wieje zimny wiatr, a tak naprawdę jest ciepło. Ale nieważne, poszłam przed siebie nie zwracając uwagi na moje dalsze myśli, a było ich dość sporo, więc to było naprawdę trudne. W dłoni jak zwykle fajka, na nogach rozwalone buty a włosy upięte w kok. Szłam swoją uliczką, pod słowem „swoją” myślę ulubioną. Co kilka kroków latarnia i ławeczka, ani jednej żywej duszy, tylko ja, fajka i te ławki. Ale, coś mi nie pasowało, na końcu, w samym rogu ktoś siedział i dopalał peta. Skąd tutaj ta osoba? Nigdy tu nikogo nie było, z reguły ludzie bali się tutaj przychodzić. Czemu akurat on się nie bał? I czemu patrzył w moją stronę? Podejść? Sama nie wiem. Podejdę, usiądę i nie będę się odzywać. Tak zrobiłam, ale nieznajomy dziwnie nie zagregował, dalej patrzył się najpierw na moje buty, potem na twarz, udawałam że nie widzę. 
- Nigdy wcześniej Cię tu nie widziałam.
- Bo nigdy wcześniej mnie tu nie było?
- To czemu dzisiaj jesteś? Czemu siedzisz akurat na tej alei, z reguły ludzie boją się tu przychodzić.
- Uwierz mi, ja się nie boje.
- To jesteśmy podobni.
- W czym?
- Nie boimy się.
- I dlatego jesteśmy podobni?
- No tak.
- Dziwna jesteś.
- Nie pierwszy raz to słyszę.
- Nie dziwi mnie to.
- Wolę usłyszeć „jesteś dziwna” niż „jesteś normalna”.
- Dlaczego?
- Bo normalni ludzie są nudni.
- Patrząc od innej strony, każdy człowiek jest inny, czyli dziwny.
- Każdy jest inny, ale nie każdy o tym wie.
- Trudno jest rozkminić twój tok myślenia. <widziałam jak jego kącik ust podniósł się ku górze> Zapodasz fajkę?
- Swoich nie masz?
- Jak widać? Przed chwilą odpaliłem peta..
- Przykro mi, ale nie jesteś kimś komu byłabym w stanie obstawić szluga za ostatnie pieniądze.
- A mógłbym być?

Wypowiadając to zdanie uśmiechnął się złośliwie, wstał i odszedł. Tak po prostu, bez słowa. Widziałam w jego oczach tą tajemniczość, to nie mógł być zwykły chłopak, wydawało mi się że skądś go kojarzę, skadś kojarzę te oczy. Tak czy siak musi tu wrócić, miliony pytań w mojej głowie, miliony myśli tak po prostu wyjścia nie znajdą. Czułam że muszę z Nim porozmawiać, muszę się o Nim czegoś dowiedzieć. Wróci, na pewno wróci, przecież musi.



Prolog.

- Możesz chociaż przez chwile mnie posłuchać?!
- Po co? Żebyś znowu powiedział mi jak bardzo Ci na mnie nie zależy, jak bardzo masz mnie w dupie i że mam dać Ci spokój? Ostatnio tylko to od Ciebie słyszę.
- Nie, posłuchaj mnie przez chwile! 
Poczułam szarpnięcie za ramie, a potem lekki dotyk na dłoni.
- Sky, nie chce Cię tracić, z każdym dniem widzę że jesteśmy dalej od siebie, możesz mi powiedzieć co jest k*rwa mać nie tak? Co ja znowu zjebałem? Bo już sam się gubię na serio..
- Pogubiłeś się już dawno i zagubiłeś w tym gównie tez mnie. Nie chcę już dłużej w tym siedzieć Matt, zrozum, to koniec. Nie będę już nigdy dla Ciebie, nie będę już nigdy Twoja, nie masz prawa mówić że jestem twoją dupą czy laską bo już tak nie jest, i jak tak na to patrzę to nigdy tak nie było.
- Zgłupiałaś? Nawet mnie nie wkurzaj, nie po to się tyle starałem żebyś teraz dała mi kosza, co z obietnicami? Co z tym wszystkim co planowaliśmy?
- O to już musisz zapytać siebie. Wiedz tylko, że nigdy Cię nie kochałam, zawsze byłeś dla mnie czymś w rodzaju poduszki powietrznej, kiedy było źle, wtedy byłeś ważny, bo potrafiłeś pomóc, ale kiedy było normalnie rozumiałam że nic do Ciebie nie czuje.
- Super k*rwa, zawsze byłaś nic nie warta dziwką, spierdalaj.





Kiedy odwróciłam się na pięcie poczułam jak moje ręce całe się trzęsą. Za sobą usłyszałam krzyk i rozbitą szybę, wiedziałam że musiał jakoś wyładować uczucia, wiedziałam że zostanę zwyzywana, w sumie nie było mi to obce, w domu miałam to samo. Nie chciałam nawet tam wracać. Szłam przed siebie ciemną uliczką, co jakiś czas widząc ledwo świecącą latarnię i jakąś ławeczkę. Czy się bałam? Nie, w sumie po tym co przeszłam jest mało rzeczy których się boję. Zgwałcą mnie? Nie sądzę, raczej nikt by mnie nie tknął, a jeśli tak to może tak miało być? Może gdyby ktoś mnie teraz zabił byłabym szczęśliwsza? Może wszyscy byliby szczęśliwsi?! Czemu te pytania tak często pojawiały mi się w głowie, mogłam rozmyślać nad swoją śmiercią całymi dniami. Może to przez to że jeszcze niecały rok temu codziennie musiałam walczyć o przetrwanie, zważając na mafie która ściga ojca? Albo to może dlatego, że mój mózg chce jakoś odreagować i właśnie wybrał tą drogę? Jedno zastanawiało mnie najbardziej, czemu z moich oczu płyną łzy jak od lat już nic nie czuje? Czemu akurat w tym momencie, kiedy widziałam smutek w oczach Matta moje serce się poruszyło? Czemu nie potrafiłam płakać gdy widziałam jak umiera człowiek za człowiekiem na moich oczach, a teraz w takiej błahej chwili nie mogę zatrzymać łez? Zawsze byłam człowiekiem zagadką i nawet sama siebie nie potrafiłam rozgryźć. W końcu wyszło na to że przestałam się starać, zaczęłam żyć. Jedni po pojęciem „zaczęłam żyć” widzą szczęście i radość, myślą „pewnie chodziło jej o to że zaczęła w końcu żyć własnym życiem i jest szczęśliwa”, ale ich pojęcie jest błędne. Zaczynając żyć miałam na myśli nie przejmowanie się sobą i problemami, będzie co będzie, widocznie tak miało być, prawda? Może od kiedy zaczęłam „żyć” wszyscy byli szczęśliwsi? A może po prostu nikogo nie obchodziło co robiłam? Dlatego gdy przestałam się starać, już nic im nie przeszkadzało w swojej codziennej monotonii. Zawsze uważałam że zwykli ludzie są nudni, tymczasem sama staje się takim człowiekiem. Próbuje przed tym uciec, muszę, ale jak? Czy znajdę kiedyś rozwiązanie? Czy pozostanie mi ta niepewność dopóki umrę, albo ktoś mnie po prostu zabije? Nie wiem i chyba na razie nie chce wiedzieć. Przecież będzie co ma być, prawda?