czwartek, 3 lipca 2014

VIII. Back home.


Justin:
Nie potrafiłem. Nie potrafiłem zrozumieć tego co się dzieje. Zaczynałem czuć do niej coś mocniejszego wiedząc, że ona dalej uważa mnie za nieznajomą osobę. Widzisz twarz kogoś kto jest dla Ciebie ważny i od razu czujesz się lepiej. Zaczynałem kochać to uczucie. Ale czemu musiało przytrafić się to właśnie mi? Nigdy nie akceptowałem żadnych uczuć. Dla mnie słowa miłość, smutek, to coś na co nie było miejsca w moim życiu. Były mi obce po prostu.
Położyłem się wtedy obok niej i obserwowałem jak jej klatka piersiowa unosi się i opada. Chciałem żeby się nie bała, żeby czuła się bezpiecznie. Moja ręka swobodnie lecz delikatnie powędrowała na jej talię. Zastanawiałem się jak zrozumie ten gest. Usłyszałem lekkie westchnięcie, chwyciła moją dłoń i pocałowała. Na plecach poczułem przyjemny dreszcz a moje ciało zrobiło się tak gorące że poczułem pragnienie ściągnięcia z siebie wszystkiego. Minęło kilka sekund, moje powieki były zmęczone i ledwo utrzymywałem je otwarte. Potrzebowałem snu, musiałem się przespać z tym całym burdelem w mojej głowie.

Sky:
Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam że teraz nie śpię tyłem do Justina ale jestem obrócona centralnie przodem do jego twarzy. Pierwszym uczuciem było przerażenie ale potem zaczęłam się przyglądać. Jego rysy twarzy były niesamowite, idealne kości policzkowe,  małe blizny pewnie z czasów kiedy był młodszy i do tego wszystkiego te usta, nie mogłam przestać się nimi zachwycać, nie wiedziałam co we mnie wstąpiło ale one były tak idealne, że mogłabym patrzeć na nie godzinami, przyrzekam. Obserwowałam jak jego pierś lekko unosi się w oddechu, liczyłam tatuaże na jego ręce, swoją drogą chciałabym wiedzieć co oznaczają, podejrzewam że Justin nie jest głupim dzieciakiem który wytatuował sobie byle co, to by było głupie. Jego obojczyki które wydawały się być całkiem poza ciałem były niesamowite, nie mogłam się powstrzymać żeby nie przejechać lekko po nich jednym palcem. Wtedy zauważyłam że jego ciężkie powieki powoli się podnoszą. Znowu ogarnął mnie strach. Nie wiedziałam jak mam się zachować w takiej sytuacji. Leże w łóżku z chłopakiem którego znam kilka tygodni, co prawda w ubraniu ale to nadal było dziwne. Czułam jak moje policzki robią się czerwone chociaż on tylko patrzył i jak zwykle się złośliwe uśmiechał. Od kiedy ja jestem taka dziewczęca boże, ten chłopak naprawdę źle na mnie wpływa. Czuje się jak w podstawówce kiedy jakiś chłopaczek który mi się podoba dał mi buzi w policzek, tyle szumu o taką małą kpinkę. Zaczynało mnie to irytować ale nie powiem, że to nie były miłe odczucia. Zasłoniłam twarz obiema rękami nie chcąc się już bardziej upokarzać i odwróciłam w drugą stronę. Poczułam tylko jak Justin wstaje, słyszałam jak przebiera koszulkę, ubiera dresy i wychodzi. Zanim zamknął drzwi krzyknął tylko że czeka w kuchni. Czas wstać i się ogarnąć. Wyjęłam z jego szafki jakąś koszulkę na ramiączkach, wpuściłam ją lekko w moje czarne leginsy, włosy upięłam w niedbałego koka, moja ulubiona fryzura, po czym wyszłam. Nie miałam makijażu wczoraj i dzisiaj też nie zamierzałam go robić, poza tym nie miałam czym, u Justina nie znalazłabym raczej tuszu do rzęs albo podkładu. Oparłam się o framugę drzwi kuchennych i patrzyłam na jego tył. Robił płatki na mleku, jak widać to że chłopaki nie umieją gotować sprawdza się w 100 procentach. Można tylko marzyć o naleśnikach podanych z owocami jak w romantycznych filmach, których swoją drogą nie lubię oglądać, albo wmawiam sobie że nie lubię. Zawsze nabijam się w głównych bohaterów. Rozmyślając, kątem oka zauważyłam że kładzie dwie miseczki na stole po czym mierzy mnie wzrokiem od góry do dołu.
- Coś nie tak? Źle wyglądam?
- Tego nie powiedziałem, widzę po prostu moje części garderoby.
- Nie mogę chodzić dwa dni w tej samej koszulce, źle się czuję, dlatego stwierdziłam że sobie coś pożyczę. *uśmiechnęłam się drocząco i usiadłam przy stole*
- Pożyczysz bez pytania? To podchodzi pod kradzież! *uśmiechnął się znowu tym złośliwym uśmiechem*
- Nie mów że dla Ciebie to coś dziwnego, ty co chwile „pożyczasz coś bez pytania” <zrobiłam niewidzialny cudzysłów w powietrzu> tylko że ja w przeciwieństwie do Ciebie oddam to co pożyczyłam. 
- Nie bądź taka święta, panno Scott. *puścił mi oczko*
- Skąd znasz moje nazwisko?!
- Twój ojciec to jeden z największych przestępców w tej okolicy, wątpię że ktoś nie zna jego nazwiska, a ja dowiedziałem się od Ciebie że jesteś jego córką.
- Wolę, żeby ludzie nie kojarzyli mnie z nim, dlatego przedstawiam się tylko imieniem.
- Dla nie możesz być kim chcesz, nie obchodzi mnie jak masz na nazwisko, jeśli nie podoba Ci się to, to wymyśl sobie jakieś nowe!
- Zaczynasz mówić jak małe dziecko, może sobie jeszcze inne imię wybiorę, bo to co mam teraz jest do dupy?
- Ja tam je lubię. *wstał i otworzył okno żeby zapalić*
Podeszłam do niego. Bez słowa wyjęłam mu fajkę z ręki i wzięłam kilka wdechów.
- Tak w ogóle to muszę już iść, mama czeka na mnie w domu i bez względu na to jaką córką jestem powinnam się jej pokazać, że żyje.
- Szybko mnie zostawiasz po wspólnej nocy.
- Powinnam wyjść rano bez słowa w twojej koszuli, tak jak to bywa w filmach.
- Cóż, jeden puknt zaliczyłaś. *powiedział, patrzać na swoją koszulkę, która miałam na sobie*
  Odwieźć Cię?
- Poradzę sobie sama, pojadę metrem.
Kiwnął głową, stwierdziłam że dostałam od niego „zgodę” na wyjście, śmieszne i dziwne uczucie. Ubrałam bluzę, martensy i już miałam wychodzić kiedy poczułam ciepłe usta na moim policzku.
- Widzimy się wieczorem Sky.
Uśmiechnęłam się, ale nie odwracałam. Zepsułabym chwilę odwracając się, po prostu wyszłam. Przekraczając próg czułam, że jestem inną osobą. Nie zachowywałam się tak kiedyś będąc z chłopakiem. Związek opierał się głownie na sypianiu ze sobą, imprezami, dragami. Tutaj było coś innego, były chwile czułości, takiej małej, praktycznie nie znam tego chłopaka, wiem jak ma na imię, jakie ma nazwisko i teraz wiem gdzie mieszka. Ma problemy podobne do mnie, ale czy to dobre wyjście? Chcąc w końcu skończyć ze swoimi problemami zaczynam czuć coś do chłopaka który ma ich dwa razy tyle. Wszystko było pojebane w tamtym momencie. Nie wiedziałam nawet już kim jestem. Bo z pewnością nie byłam już nieczułą ćpunką. Byłam kimś kto zaczyna przywiązywać się do drugiego człowieka. Ale czy tego naprawdę chciałam? Czy naprawdę jest mi to potrzebne?
Pogubiłam się we własnym życiu i to zaledwie przez kilka tygodni. Po takim czymś człowiek nie wie kim jest. Musiałam z kimś porozmawiać ale tym kimś nie mógł być Justin. Pojechałam jak najszybciej do domu, żeby zobaczyć się z mamą. Nawiasem mówią tu jest następna rzecz która mnie zastanawia. Od kiedy zaczęłam mieć "uczucia" wobec Justina, zaczęłam inaczej patrzeć na mamę. To już nie jest matka której nienawidzę, zaczynam rozumieć że ona ma tak samo spierdolone życie jak ja. Ojciec który obiecywał jej miłość, zrobił jej niechciane dziecko a potem zostawił bo musiał uciekać przed własnymi problemami. Brawo tato. Szkoda mi jej było. Nigdy nie chciałabym przeżyć takiego załamania. Dlatego próbowałam wyłączać uczucia. Kiedy ich nie ma związki są łatwiejsze. W sumie nie wiem czy da się wtedy to nazwać związkami. Po prostu obchodzi się bez zbędnego pierdolenia. Ale z Justinem jest inaczej. Chłopak bawiący się w dilera, robiący pewnie mnóstwo innych nielegalnych rzeczy zaczyna coś czuć do laski która nie jest nawet ładna, ma problemy psychiczne przez swojego ojca i sięga po narkotyki za każdym razem kiedy jej coś w życiu nie wyjdzie. Czyli do tej pory praktycznie za każdym razem, byłam przekonana że całe moje życie to jeden wielki niewypał.  

Wysiadłam z metra i pobiegłam do domu. Kiedy byłam już przy mojej uliczce zobaczyłam czarne auto stojące pod naszym domem. Niepewnie nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Kiedy zobaczyłam kto siedzi w kuchni przy stole oniemiałam. To był mój brat. Ten brat który wyjechał dawno temu żeby nie mieć z tą rodziną nic wspólnego, teraz siedział przytulając moją mamę i uśmiechając się do mnie.
- O! Sky! Pewnie cieszysz się ze mnie widzisz?
- Chyba sobie k*rwa kpisz. 




poniedziałek, 12 maja 2014

VII. Say Something

Wsiedliśmy do jego samochodu, popatrzyłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie jadę, nigdy mnie nie zabierał nigdzie indziej niż na imprezy, a nawet tam nie raz musiałam sama dojechać dostając do ręki tylko głupią kartkę z adresem. Droga o tej godzinie była prawie pusta, od czasu do czasu minął nas jakiś mały samochód. Ludzie albo spali, albo byli na nocnej zmianie. Zauważyłam że wjeżdżamy na dzielnice nazywaną potocznie Broklyn. Nie lubiłam tu być, mimo że byłam przyzwyczajona do bójek i podejrzanych typków, tu było tego zdecydowanie za dużo i wyglądało to zdecydowanie gorzej. Zatrzymał samochód niedaleko wysokiego budynku. Wysiadłam pewnie ale czułam na swojej skórze przechodzące ciarki. Zanim się oglądnęłam poczułam jak Justin przysuwa mnie do swojego ramienia, było to dla mnie nieco dziwne ale nie stawiałam oporu ponieważ czułam się bezpieczna. Czemu w jego ramionach czułam się jakby nic nie mogło się stać? Jakbym była zamknięta w bańce która uchroni mnie przed wszystkim, przed całym złem tego świata? Będąc tak blisko niego mogłam poczuć jak oddycha, poczuć jak jego mięśnie się napinają i rozluźniają w bezwładzie. Wiedziałam że był pewny siebie. Nie czułam zdenerwowania tylko tą cholerną pewność siebie. Ugięłam się. wygrał. Zgodziłam się na jego warunki, nie na moje. Mój "silny" charakter powoli zaczynał się rozpadać.
Weszliśmy to wcześniej wspomnianego kilku-piętrowca. Szliśmy po schodach aż do 7 piętra, otworzył drzwi do jednego z mieszkań i pokazał na wieszak bym powiesiła bluzę. Serio nie zauważył że ma na sobie jego ubranie? A może zauważył tylko nie chciał nic mówić? Zrobiłam to o co mnie poprosił, znowu spotkałam się z jego wzrokiem, boże w ciemności jego oczy były jeszcze piękniejsze, przez lekkie światło uciekające  z okna widniała w nich iskierka karmelu a reszta była całkiem czarna. Mogłabym się gapić w nie do końca życia gdyby ktoś mi na to pozwolił, przysięgam. Chwycił moją rękę i zaprowadził mnie do swojego pokoju, jeśli to był w ogóle jego pokój a to jego mieszkanie, bo moje domysły były naprawdę różne. Bałam się tej nocy, niewyobrażalnie się bałam. Nie tego co Justin może zrobić, ale tego co będzie dalej, tej niezręcznej ciszy, tego napięcia między Nami. To wszystko potoczyło się zbyt szybko. Znamy się tydzień a on już twierdzi że mu na mnie zależy. Przecież to jest absurd. Nigdy nie zaufałabym człowiekowi znając go tak krótko, a tym bardziej nigdy nic bym do niego nie poczuła. Kiedyś nie myślałam o uczuciach, najważniejszym było jakoś przetrwać. W przypadku Justina było inaczej, to było coś czego zupełnie nie rozumiałam. Niby jego osoba była mi obojętna, jednak nie mogłabym tak po prostu odejść wiedząc że już Go nigdy nie zobaczę. Było coś w Nim co mówiło mi że muszę go lepiej poznać, że nie mogę go teraz zostawić, było coś co mnie intrygowało, każde jego słowo wypowiadane z taką desperacją, jakby miał mnie stracić na zawsze, jakby miał stracić na zawszę osobę która trzyma go przy życiu chociaż tak naprawdę nawet mnie nie zna. Nic o mnie nie wie, tak samo jak ja o Nim. Było kilka zbliżeń, ale oboje byliśmy wtedy naćpani, nie wiedzieliśmy co robimy, nikt nie brał tego na poważnie, przynajmniej tak mi się wydawało. Mój mózg i moje serce wariowały, jakby sprzeczały się o to czego ja tak naprawdę chcę, czego potrzebuje. 

Muzyka: Say Something

Siedziałam na skraju łóżka, moje myśli kłębiły się coraz bardziej w mojej głowie, ręce zaczęły się lekko pocić, musiałam się jakoś odstresować. Zauważyłam jak Justin odpala papierosa przy swoim oknie, był środek listopada, więc na dworze wieczorami naprawdę wiało, jednak jemu to nie przeszkadzało. Widziałam jak dym wolno wydobywa się z jego ust i wydostaje się za okno wielkimi kłębami dymu. Musiałam coś zrobić. Cisza stawała się męczarnią dla mnie. Męczarnią dla mojego ciała. Podeszłam bliżej niego, tak aby stanąć obok. Nie odwrócił się. Jego wzrok był tępo kierowany na wieżowce Nowego Jorku które było widać w oddali. Nie chciałam być ignorowana. Nie po to zgodziłam się tutaj przyjechać. Przeszłam pod jego ramieniem tak żeby stanąć naprzeciwko niego. Nasze oczy się spotkały a mnie przeszedł przyjemny dreszcz. Otwarłam usta dając mu znak żeby wpuścił do nich dym zaciągnięty przed momentem z papierosa. Ujął moje policzki w dłonie i zetknął nasze wargi. W moim brzuchu wybuchło stado motyli, nie chciałam przestawać. Jego usta były tak miękkie, tak idealnie pasujące do moich, czułam pewnego rodzaju emocje przekazywane w tym dziwnym pocałunku. Kiedy tylko odsunął twarz od mojej zobaczyłam jak w jego oczach pojawia się pewnego rodzaju ból. Nie potrafiłam rozszyfrować o co chodzi. Uśmiechnęłam się, to był jeden z nielicznych moich szczerych uśmiechów. Nigdy nie byłam jeszcze tak uczuciowa. Co ten chłopak ze mną robił? To pytanie nigdy nie ucieknie z mojej głowy. Jego wzrok, te jego karmelowe oczy potrafiły wzbudzić we mnie tyle emocji że nie potrafiłam tego udźwignąć. Cisza między nami była przeszywająca. Ale przestała już być niezręczna, teraz była tylko ciszą. Cisza którą wypełniały nasze oddechy. Usiedliśmy na parapecie, naprzeciwko siebie. Nasze czubki butów się stykały, czekałam aż zacznie mówić, chciałam usłyszeć jego głos, chciałam żeby coś powiedział, cokolwiek. Kiedy otworzył usta, moje ciało zamarło.
- Wiesz Sky,  nigdy nie pomyślałem że tak to się potoczy, nigdy nie pomyślałem że będziesz tu ze mną, w końcu miałem Ci obiecać że się w Tobie nie zakocham, czy nie tak? Śmieszne. Znam Cię tylko tydzień, a jakaś cząstka mnie nie może pozwolić Ci odejść, czemu tak jest? Czemu czuję w środku siebie że Cię tak cholernie potrzebuje? Nie znam Cię, jesteś dla mnie obcą osobą, kimś kogo normalnie miałbym w dupie, mogłabyś być jedną z tych ćpunek które bym po prostu przeleciał i zostawił gdzieś bez wyrzutów sumienia, ale z Tobą jest inaczej. Kiedy zobaczyłem Cię wtedy w parku, poczułem coś, nie wiem co to było, ale wiedziałem że muszę Cię lepiej poznać. Masz trudny charakter wiem. Ale proszę pozwól mi, pozwól mi poznać Ciebie. Pozwól mi zrozumieć czemu coś w głowie mówi mi że nie mogę Cię zostawić. Czemu tak cholernie się wk*rwiłem kiedy zobaczyłem Cię z tamtym kolesiem. Czemu zabrałem Cię tutaj i czemu teraz z Tobą rozmawiam. Bo naprawdę nie mogę tego ogarnąć.

Moje serce biło coraz szybciej, po tych słowach byłam kompletnie zmieszana, człowiek którego znam nie cały tydzień mówi do mnie tak szczerymi słowami że wypalają dziurę w moim brzuchu. Nie mogę go teraz zostawić, nie teraz kiedy mój mózg tak bardzo pragnie informacji o nim, a moje ciało jego dotyku.
- Justin posłuchaj, nie wiem co zrobiłam źle, nie wiem czemu teraz jesteśmy tu gdzie jesteśmy, nie znam Cię, jesteś dla mnie obcym chłopakiem, ale czuje to samo co Ty, czuję że nie mogę teraz odejść ponieważ jeśli to zrobię, jakaś cząstka mnie zostanie razem z Tobą. Nie umiem wytłumaczyć tego co mam w głowie, nie umiem tego ubrać w słowa. Trudno mi jest pojąć całą tą sytuacje, a co dopiero to co właśnie do mnie powiedziałeś.
- Nie mówiłem że będzie łatwo..
- Nikt tego nie powiedział, a mimo tego zgodziłam się wsiąść z tobą do samochodu i przyjechać tutaj. Dlaczego?
- Wiedziałaś że tego potrzebujesz.
- Czemu potrzebuję osoby której nie znam?!
- Bo widzisz że jestem taki sam jak Ty.

Nasz ton głosu lekko się podnosił, ale nie dawaliśmy unieść się emocją na tyle żeby powstała kolejna kłótnia.

- Nikt nie jest taki jak ja.
- A jednak. <widać było na jego twarzy złośliwy uśmiech>
- Czyżby? <podniosłam lekko brew, na co on popatrzył na mnie z ciekawością> 
- Sky jesteśmy bardziej podobni niż Ci się wydaje, uwierz mi, nie muszę znać Cię kilka lat żeby to zauważyć. Wystarczyło mi te kilka dni, a widzę że masz problem z prochami, problem z rodziną, stan nerwowy kiedy górują nad Tobą emocje i nie możesz ich powstrzymać chociaż bardzo chcesz, widzę że masz problemy psychiczne, zrozum że ja jestem taki sam.
- To co powiedziałeś wcale nie znaczy że mnie znasz..
- Nie znam. Masz racje k*rwa, nie znam Cię i nigdy bym nie chciał poznać gdyby nie to że intrygujesz mnie całą swoją osobą. Trudno mi jest nie myśleć o Tobie nawet przez ułamek sekundy.
- Odważne słowa.
- I prawdziwe.
- Tej pewności nie mam.
- I raczej nigdy nie będziesz mieć.


Chciałam się odezwać ale nie wiedziałam co mam powiedzieć, nie wiedziałam czy mam zaprzeczyć, czy przytaknąć, nie wiedziałam co tak naprawdę jest prawdą. Pokiwałam tylko głową i wchodząc spowrotem do środka pokoju położyłam się na łóżku. Musiałam iść spać. Nie chciałam wracać do domu. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Nawet nie wiedziałam jak mam stąd wrócić. Nie wiedziałam jak mam się zachowywać właśnie w tym momencie. Moje ciało opadło swobodnie na łózko. Gdy tylko moje powieki się zamknęły poczułam że ktoś przykrywa mnie kocem a potem kładzie się obok mnie zarzucając rękę na moją talie. Nie wiedziałam co mam zrobić, nawet jeśli chciałam odrzucić ten gest moje ciało mi na to nie pozwoliło. Chwyciłam dłoń Justina w swoje ręce i lekko pocałowałam. Wiedziałam tylko jedno, nie znając go miałam świadomość że chce go mieć na zawsze. 

środa, 7 maja 2014

VI. Feelings




Usiadłam na płytkach po turecku, oparłam się z tyłu na rękach i patrzyłam w niebo. Byłam rozbita? Tak to się mówi? Po prostu nie potrafiłam się pozbierać. Czemu widok kogoś na kim mi kompletnie nie zależy wzbudził we mnie aż taki smutek/złość? Czemu chłopak którego znam pół tygodnia tak na mnie działa? Czy ktoś mi to może w końcu wytłumaczyć? Nie mogę tego zrozumieć. Moje włosy powoli stawały się coraz bardziej mokre, a na twarzy pojawiały się krople. Padało co najmniej od 20 minut, w środku ludzie bawili się tak jak wcześniej, nikt nie zauważył że znikłam. Bo Może nikt Cię nie znał idiotko? Głos w mojej głowie wiedział jak poprawić mi humor. Nie wiedziałam czy płaczę, nie wiedziałam czy to łzy, czy krople deszczu spływają po moich policzkach. Nie wiedziałam kim jestem. Z pewnością siebie mogłam tak powiedzieć. Nie wiedziałam do cholery kim jestem. Nie była tą samą osobą co kilka dni temu i to wszystko przez poznanego chłopaka. Niech on się ode mnie odpierdoli, niech wyjdzie z mojej głowy bo dłużej tego nie wytrzymam. Rozpierdala mnie to od środka i nie jestem w stanie sobie tym poradzić. Za dużo już przeszłam żeby dokładać sobie nowe problemy psychiczne z samą sobą. Co ja sobie myślałam? On uważa mnie za zwykłą laskę z która może się wozić, to przecież on miał mi obiecać że nic do mnie nie poczuje, czemu to jest takie pojebane? On ma Cie w dupie. Wiem. Wiedziałam to bardzo dobrze a mimo tego wmawiałam sobie w głowie inne wersje tego wszystkiego, dopisywałam swoje historie i zakończenia. Czemu akurat mi się to musiało trafić? Czemu zawsze to ja muszę mieć to szczęście trafiać na popierodlonych ludzi? A może ludzie są normalni tylko Ty jesteś popierodlona? A zamknij się! Uciszałam głos w mojej głowie.
Jak na złość drzwi tarasowe za mną uchyliły się, wiedziałam kto przez nie wychodził. Bieber. Bez słowa usiadł obok mnie.chwila ciszy. Wiedziałam że pierwszy się odezwie.
- Co to kurwa było?!
- Mogłabym o to samo spytać Ciebie!
- Czemu mnie uderzyłaś? Czemu się tak zachowujesz?!
- Nie wiem okej?! Nie wiem czemu się tak zachowuje. Nie poznaję samej siebie. <kiedy to mówiłam wstałam, wstał razem ze mną.> Nie wiem co mam głowie, jedno wielkie gówno zrobione przez Ciebie, nie potrafię się pozbierać bo pojawiłeś się Ty. Za dużo myślę, za dużo się martwię, nie jestem sobą, przez Ciebie! *pchnęłam go palcem w klatkę piersiową*
- A co ja takiego k*wa zrobiłem?!
- Nic! I to jest najgorsze.
Chwila ciszy, widziałam że próbuje się uspokoić, ja też próbowałam, padało coraz bardziej, nasze ciała były mokre, tak samo jak twarze, nie podobało mi się to co się dzieje.
- Sky?
Spytał niepewnie. Przysunął się do mnie, jakby chciał odegrać rolę jakiegoś starszego brata, sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Żałosne. Próbował chwycić moją rękę ale ją odsunęłam. Czułam jego oddech niebezpiecznie blisko. 
- Co? *spytałam sucho*
- Możesz mi coś powiedzieć? *jego oczy spotkały się z moimi*
- Ale co? *wściekłość wzrastała*
- Zaczynasz coś do mnie czuć? Wiem że to ja miałam obiecać że się w Tobie nie zakocham, ale zachowujesz się jakby zaczynało ci na mnie zależeć, a tego nie chcę.
*Czy on mówił serio? Od początku miał nadzieje że coś do niego poczuje. Jak on może być takim skurwysynem?*
-Jestem po prostu naćpana, zrobiłam scenę o nic, bo nie wiedziałam co się dzieje, nie powtórzę tego więcej.
Chwila ciszy, moje myśli znowu postanowiły wyjść na wierzch, nie chciałam tego ale musiałam się wyładować.
- Powiedz mi po co w ogóle wtedy w parku zacząłeś ze mną rozmawiać? Po co w ogóle zwróciłeś na siebie moja uwagę?! Po co to wszystko?! Mogłeś mnie zlać, tak samo jak zlewasz inne laski i nie byłoby żadnego problemu, a teraz stoję tu cała morka i nawet nie wiem po co robię te swoje wywody jak ty i tak masz to w dupie. *krzyczałam, a moje ręce unosiły się i opadały gestykulując* Jesteś skończonym skurwysynem Bieber. Jesteś po prostu nikim wiesz? A najbardziej dobija mnie myśl że ja jestem taka sama jak Ty i nic nie mogę z tym zrobić. Wiem ze znamy się kilka dni, wiem ze jeszcze kilka dni i dasz mi spokój, czekam na to! Ale jak pomyślę ze nigdy więcej już nie zobaczę twojej mordy to mi źle. Nie znałam wcześniej tego uczucia, nigdy nie chciałam go znać! <zobaczyłam jak chwyta moje nadgarstki>
- Też nie chciałem.
A więc czuje to samo co ja? Czuje się tak samo? To niemożliwe. 
Nie odpowiedziałam, nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Odwróciłam się i zaczęłam biec. Nie wiem dokąd biegłam, ale nie mogłam już dłużej patrzeć na jego twarz, na jego karmelowe oczy, po prostu nie mogłam, nie potrafiłam. To co działo się teraz w mojej głowie było nie do opisania. Biegłam, czułam jak uciekam od wszystkich myśli związanych z nim, czułam jak staje się lekka. Ale to może przez narkotyki? Pogubiłam się w swoich uczuciach! Od kiedy Ty je masz? Stel od kiedy Ty je kurwa masz?!

Dobiegłam do stacji metra, jak się okazało była niedaleko od tamtego domu, rozglądałam się nie dając odpocząć moim pucom, biegałam od jednej ławki do drugiej, kilka ludzi już dawno zorientowało się że coś brałam, ale nie obchodziło mnie to teraz. Szukałam znajomych twarzy, potrzebowałam teraz kogoś, a może chciałam być sama? Nie wiem już. W rogu, za filarem zobaczyłam znajomą twarz. Eddy. Skąd on się tu wziął? Nigdy nie bywał na stacji metra. Zawsze tylko dworzec. Nie miałam czasu żeby o tym myśleć. Gdy tylko mnie zauważył podszedł do mnie, miał zaniepokojony wzrok widząc mnie w takim stanie. Już nie raz przy nim ćpałam, ale nigdy nie miałam w tym stanie przypływu emocji, podobno ten stan jest najgorszy, kiedy dajesz zawałdnąć emocjami nas sobą, nad całym swoim umysłem i ciałem. 
- Sky? Co się stało?! Czemu wyglądasz jakbyś właśnie kogoś zabiła? Albo jakby ktoś próbował zabić Ciebie?
- Proszę Cię nie każ mi o tym mówić Eddy.
Jego wzrok był pełny przerażenia, naprawdę myślał że mogłabym kogoś zabić? Albo ze dałabym sobie grozić? Jak widać nie znał mnie tak dobrze jak mi się wydawało. Nie spodziewając się swoich ruchów, przytuliłam go mocno. Nie chciałam nic mówić. Nie chciałam się odzywać. W takich chwilach cieszyłam się że Go mam. On nie dociekał, nie pytał, wiedział że jeśli nie chce to nie powiem, odpuścił. Usiedliśmy na ławce, położyłam swoje nogi na jego kolanach, nie pozwalając by puścił mnie z uścisku. Wtuliłam twarz w zgięcie jego szyli, czułam jak jego rękę przesuwa się synchronicznie po mojej głowie żeby mnie uspokoić/pocieszyć. Wiedziałam że czuje on na sobie mój nierówny oddech. Wiedział że coś było cholernie u mnie nie tak, ale nie pytał, widział że tego nie chce wiec nie pytał. Kiedy lekko uniosłam głowę zobaczyłam jak Bieber idzie w naszą stronę, biegł za mną? A może po prostu wiedział gdzie pobiegnę? Jakiś kurwa szósty zmysł? Szedł w nasza stronę, widać było że po tym jak uciekłam jeszcze coś ćpał, nie mogłam odczytać z wyrazu jego twarzy czy był smutny czy wkurwiony. Podszedł do Nas i chwycił mnie za ramię, tak że przeszył mnie ból. Wstałam . Nie bałam się Go. Nie byłam typem dziewczyny która się boi kiedy widzi niebezpiecznych mężczyzn. Bez przesady. Żyjąc w ciągłym strachu byłam przyzwyczajona.
- Idziesz ze mną.. *powiedział stanowczo, jego oczy były wypełnione gniewem, a jego oddech nierówny tak samo jak mój*
Widziałam jak Eddy wstaje, to nie zwiastowało niczego dobrego.
- Ona nigdzie z Tobą nie idzie kolego.
- Może niech ona sama zdecyduje? Jest moja na dzisiejszą noc, powinna Ci to potwierdzić. *spojrzał w moją stronę ze złośliwym uśmiechem*
- Ona nie jest dziwką żebyś mógł ją na noce mieć, spierdalaj stąd bo serio nie chce mi się patrzeć na twoją mordę! To przez ciebie ona jest teraz w takim stanie. Nie wiem kim jesteś i co z nią zrobiłeś, ale uwierz mi że nie zrobiłeś niczego dobrego.
- Słuchaj popatrz na siebie a na mnie, złamałbym Cię wpół, więc jeśli jutro chcesz chodzić normalnie to mi ją oddaj. Nie obchodzą mnie jej uczucia w tym momencie, chce z nią pogadać i ona też tego chce. *spojrzał na mnie znacząco, jego brązowe tęczówki przeszyły mnie na wylot, wiedziałam że muszę z nim pójść, że chcę z nim pójść*
Eddy już podnosił głos kiedy go odsunęłam. Powiedziałam mu, że idę z Nim bo muszę z Nim porozmawiać, gdybym opowiedziała o naszym głupim układzie Eddy by nie zrozumiał. Pocałowałam go delikatnie na pożegnanie i mocno przytuliłam, obiecałam że jeszcze się spotkamy. Odwróciłam się  i bez słowa przeszłam obok Biebera kierując się do wyjścia. Chwycił mnie za rękę i poszedł ze mną. Gdy byliśmy na świeżym powietrzu zaczął mówić.
- Kto to kurwa był?!
- A co Cie to obchodzi?!
- Nieważne.
- Też tak myśle.
- Możesz mi powiedzieć w co ty pogrywasz?
- Co?! Teraz to ja pogrywam? Chyba zapomniałeś że oboje jesteśmy w grze. Nie wiem kim jesteś, nie wiem co robisz, ale miałam wytrzymać z Tobą tydzień więc proszę bardzo!
- Sky posłuchaj! *chwycił moje ramie gdy próbowałam odwrócić się do Niego plecami* Wiesz kim jestem, wiesz że znasz mnie o wiele bardziej niż ci się wydaje. Nie chcę żeby to był tylko tydzień. Chce więcej tygodni i wiem ze Ty też tego chcesz! Wiem że nie potrafisz wytrzymać beze mnie tak samo jak ja bez Ciebie! Gdy zostałem sam na tamtym balkonie uświadomiłem sobie że Cię potrzebuje, czemu jakiś głos w głowie cały czas miesza mi Tobą?! Czemu potrzebuje laski którą znam 4 dni?! Czemu działasz na mnie tak cholernie mocno że nie potrafię przy Tobie stłumić jakich kolwiek moich uczuć?!
- O widzę że nie jestem sama. <posłałam mu złośliwy uśmiech>
- Czemu to robisz?
- Co?
- Próbujesz mnie odtrącić i udawać że jest inaczej, boisz się przyznać że coś do mnie poczułaś, czemu tak bardzo się tego boisz?
- Nie boje się, tylko ja tego nie chce do kurwy! Nie chcę Ciebie w moim i tak już pojebanym życiu,  tylko bardziej mi mieszasz i powoli sama nie wiem kim jestem!
- Takie są uczucia królewno!
- A od kiedy Ty je masz?!
- Od kiedy zobaczyłem Ciebie w parku, od kiedy wyczułem jaki masz trudny charakter i wiedziałem że inaczej Cię nie zdobędę niż podstępem, robiłem wszystko żeby z Tobą przebywać bo czułem taką potrzebę okej? *poczułam jego ręce na moich policzkach, jego oczy wpatrywały się w moje, nie mogłam opisać tego uczucia, czemu on tak na mnie działał?!*
- Ale po co Ci ja? Czemu taki wielki gangster Bieber potrzebuje ćpunki która nie umie się ogarnąć?
- Justin.
- Co?
- To moje imię.
-  A więc Justin znasz mnie tylko kilka dni, nie wiesz nic o mnie oprócz tego że jestem ćpunką, mieszkającą z matką która płacze co noc z powodu stoczenia się jej córki. Nie znasz mnie a mówisz że mnie potrzebujesz?!
- Ja jestem ćpunem który zawiódł swoich rodziców, ale też wciąż z Nimi mieszka, jestem chłopakiem który ma w chuj problemów i teraz jeszcze jeden.
- Mnie. No właśnie.
- No właśnie, nie znam Cię a nie mogę bez Ciebie wytrzymać do k*rwy nędzy..czy to nie jest pojebane?
*widziałam jak przeczesuje rękami swoje włosy, kiedy to robił wyglądał seksownie..nie powinnam tak myśleć w tej chwili?*
- Jest. *zaśmiałam się tym razem szczerze*
- Dasz mi jakąś szansę dni żeby udowodnić Ci że Cię potrzebuje?
- Nie będę się bawić w związki, nie ufam Ci. Nie ufam już nawet samej sobie. Jesteś dla mnie obcym człowiekiem.
- Daj mi szansę to postaram się to zmienić.
- Możesz próbować.



niedziela, 6 kwietnia 2014

V. I Don't Need You



Wstałam nad ranem, nie wiedziałam co się działo. Wokół mnie nie było prawie żadnej żywej duszy, reszta ludzi spała i nie wyrażała najmniejszej chęci do zebrania się i opuszczenia tej meliny. Podniosłam się z łózka i zauważyłam nie swoje okrycie na sobie. Pachniało Bieberem. Widział mnie, ale dlaczego postanowił mnie tu zostawić? Może dlatego że mu na Tobie nie zależy idiotko i zna Cię dwa dni? Nienawidziłam tego głosu w mojej głowie. Ubrałam na siebie bluzę, wstałam i p odeszłam do pierwszego lepszego kolesia. Wyciągnęłam mu pudełko fajek z ręki, odpaliłam jednego szluga i wyszłam. Nie wiedziałam gdzie mam iść, nie chciałam wracać do domu. Wiedziałam że zobaczę tam moją mamę która płakała przez pół nocy bo nie wiedziała gdzie jestem, a potem obmyślała jak skutecznie na mnie nawrzeszczeć. Zero chęci do tego miejsca.
Grzebiąc w kieszeni znalazłam kilka drobniaków, niedaleko zauważyłam stację benzynową, więc stwierdziłam że mogę to obstawić na automatach. Może akurat mi się poszczęści. Miejscowi znali mnie już bardzo dobrze, żaden nie odważyłby się mi czegoś zrobić, bo byłam „swoim” na tamtym terenie. Traktowali mnie raczej jak młodszą siostrę, której nie można tykać, a wręcz przeciwnie - trzeba chronić. Wrzuciłam piątaka do maszyny i pociągnęłam za drążek. Po chwili śmiałam się sama do siebie bo wygrałam całą stóweczkę, pierwszy raz od jakiegoś czasu mi się poszczęściło. Po takiej nocy to było naprawdę coś z czego mogłabym się cieszyć. A więc nie narzekałam, wzięłam to co moje i pojechałam na dworzec. Oczami szukałam Eddiego, wiedziała że bardzo często tu przebywa ponieważ handluje prochami. Lubił zarabiać w ten sposób, sam prawie w ogóle nie ćpał, chyba że zdarzyła się jakaś impreza, ale działkę potrafił opchnąć każdemu. Nigdzie go nie widziałam, a nogi bolały mnie niemiłosiernie, usiadłam na ławce mając nadzieję że trochę odpocznę. Nagle poczułam czyjeś ręce na moich oczach.
- Zgadnij kto to!
- Wiem że to Ty Eddie. *uśmiechnęłam się sama do siebie*
- Jaaa tęskniłem za tym uśmiechem! Jak ta u Ciebie Mała?
- Wiesz, że dawno mi już nikt tak nie powiedział? 
- Wiadomo, tylko ja mogę tak mówić! *usiadł koło mnie, nie przestając się uśmiechać*
- Cieszę się że Cię widzę Eddy. *przytuliłam go i pocałowałam w policzek* Dalej handlujesz?
- Handluje, w sumie lubię to, kasa jest, towar jest, nic mi nie brakuje do szczęścia. No może oprócz Ciebie. *widziałam jak robi minę smutnego szczeniaczka*
- Też mi Ciebie brakowało ostatnimi miesiącami, tak naprawdę jesteś jedyną osoba która mnie rozumie.
- I zawsze zastanawiałem się dlaczego?
- Cóż, może dlatego że znamy się na wylot, jesteś moim najlepszym przyjacielem, wiem ze będąc dziewczyną powinnam zadawać się z laskami, ale wiesz jak bardzo ich nienawidzę, laski tutaj są tępe i puste, no może z wyjątkiem kilku których jeszcze nie znam.
- No właśnie! Nie skreślaj wszystkich od razu, może jakaś idealna psiapsiółka się trafi. *puścił mi oczko i lekko stuknął moje ramię*
- Tak może kiedyś! Ale jak na razie wystarczysz mi Ty, chociaż nie wiem czy Cię jeszcze mam, praktycznie Cię nie widuję. 
- Zawsze mnie masz, wiesz że zawsze Ci pomogę, wyciągałem Cię już z wielu dołków i jeśli będzie trzeba, jeszcze z nie jednego wyciągnę!
- Kocham Cię Eddy. 
- Ja Ciebie też Sky, pamiętaj o tym. *poczułam jak całuje moją głowę i przyciska mocno do siebie*

Mogłabym tak trwać wiecznie. Tak naprawdę tylko Eddy widział we mnie dobrą osobę. Osobę którą zawsze chciałam być, ale nigdy nie potrafiłam. Tylko on wiedział, że gdzieś tam we mnie są jakieś uczucia, ale jestem świetną aktorką w ukrywaniu ich, dlatego powiedzenie komuś "kocham Cię" było dla mnie nie-lada wyczynem. Kiedy uścisk się rozluźnił, widziałam w jego oczach radość. Cieszył się na to spotkanie tak samo jak ja. Uwielbialiśmy spędzać ze sobą czas. Zastępował mi rodzinę. Traktowałam go jak starszego brata. Co prawda miałam swojego. Tak wiem, wcześniej o tym nie wspominałam, ale był i jest nadal. Wyjechał na rok do Kanady, żeby odpocząć od tego co się tu działo. Nigdy nie zwracał na mnie większej uwagi, dlatego też, prawie o nim nie pamiętałam. Ale Eddy, troszczył się o mnie jak nikt inny, nawet wtedy kiedy byłam prawdziwą suką i miałam go głęboko w dupie on wiedział że musi przy mnie być bo właśnie w takich momentach potrzebowałam go najbardziej, w momentach kiedy twierdziłam że "nikogo nie potrzebuje".  
- A teraz opowiesz mi co tam się u Ciebie dzieje? *popatrzył na mnie wzrokiem "wiem że coś ciekawego wydarzyło się w twoim życiu*

Nie chciałam mówić mu o głupim układzie z chłopakiem którego znam niecałe trzy dni, licząc spotkanie w parku. Nie chciałam opowiadać o tym jaka jestem głupia i o tym że nie chciałam się zgadzać ale to było silniejsze ode mnie, bo ten chłopak w pewien sposób umie przejrzeć mnie na wylot. Nie chciałam rozmawiać o tym co czuje w środku w obecnej chwili bo sama nie umiałam tego określić. Jednocześnie chciałam siedzieć tu z Eddym i iść szukać tego chłopaka. Wiem że jestem nienormalna i zachowuję się jak chora psychicznie, ale Bieber miał coś w sobie czego nie dało się opisać. Coś przez co chciałam spędzić z nim więcej czasu, chciałam go poznawać, chciałam czuć jego dotyk na sobie, czułam że jest mi potrzebny, pierwszy raz towarzyszyło mi takie uczucie. 
- Nie dzieje się nic ciekawego. Plątam się bez celu tu i tam, czasem odwiedzę szkołę, imprezy, nowi znajomi, oczekiwanie na powrót ojca co raczej jest nierealną rzeczą, taka tam codzienność. *sztuczny uśmiech podniósł moje kąciki ust ku górze*

Mówiąc to wstałam i poprawiłam kucyk, który zrobiłam wychodząc z "klubu". Dałam do zrozumienia Eddy'emu że muszę już wracać. Przytulił mnie mocno i dał lekkiego buziaka, odwzajemniłam pocałunek, wzięłam dwie tabletki z jego kieszeni i poszłam do metra. Siedząc wśród tych wszystkich ludzi, znowu pojawiały mi się w głowie setki myśli. Czy to jest możliwe żeby po trzech dniach tak toksycznej znajomości pojawiały się jakieś uczucia do drugiej osoby? Czy to nie jest absurdalne i śmieszne? Nie potrafiłam się ogarnąć. Wiedziałam że jeśli zobaczę go dzisiejszego wieczoru, będę miała ochotę wypomnieć mu czemu mnie zostawił wczorajszej nocy, czemu działa na mnie jak narkotyk, jego dotyk, kiedy trzymał mnie w talii, kiedy czułam jego oddech na karku, pragnęłam tego więcej i więcej. Chłopak który był mi zupełnie obcy, stawał się priorytetem w moim życiu? Głowa mnie bolała od tego natłoku myśli. Nie umiałam ich poukładać tak by wszystko było okej jak dawniej. Czemu tak bardzo namieszał mi w głowie? Czemu musiałam go spotkać? Nie rozumiałam tego. Wielu rzeczy nie rozumiałam, ale to było całkiem niepojęte! Chociaż na chwilę muszę dać sobie z tym spokój.

Kiedy wysiadłam z metra, przyjemny wiatr powitał moją twarz. Zasunęłam na sobie czarną bluzę z kapturem i kierowałam się w stronę domu. Postanowiłam że porozmawiam z mamą. Że tym razem wytłumaczę jej gdzie byłam. Mimo wszystko, mimo tego ile razy mówiłam że jej nienawidzę tak naprawdę dalej ją kochałam, tylko nie potrafiłam się do tego przyznać. Może po tym wszystkim co z nią przeszłam było mi wstyd. Było mi po prostu wstyd. Za to co jej powiedziałam. Za to jak ją wyzywałam. Wypominałam wszystkie złe rzeczy które zrobiła. Sama nie byłam lepsza. Mam dopiero 17 lat, a jestem skończoną ćpunką, która nie wytrzyma dnia bez fajki. Nie takiej córki by chciała. Jej była potrzebna córka która byłaby dla niej wsparciem. Ona sama ledwo dawała sobie radę, praca, dom, a ja jej to wszystko utrudniałam. Wiedziałam ze jest bezradna mimo tego nic we mnie nie tknęło. Robię te wszystkie rzeczy dalej i nie zamierzam przestać. Ale może kilka słów zamienionych z nią normalnie a nie w krzyku, da jej iskrę nadziei. Może będę mogła stworzyć dla niej nieistniejące przekonanie że kiedyś będę lepsza. W końcu każdy ma cięższe chwile prawda? Szkoda tylko, że u mnie, trwają one już dwa lata.

Szłam powoli w stronę mojego domu, rozmyślając to o jednym to o drugim. Nie wiedziałam sama co mam robić, to wszystko było zbyt skomplikowane, ale kiedy to zdążyło się tak skomplikować? Po chłodniejszym powietrzu mogłam się zorientować że było już około 16:00. Miałam tylko 3 godziny do następnego spotkania. Co się stanie tym razem? Jakie niespodzianki czekają mnie dzisiaj? 
Gdy byłam już prawie na miejscu zobaczyłam na drzwiach przyklejoną kartkę, oderwałam ją od drzwi i przeczytałam kilka słów nabazgranych na jej wierzchu "Baxton Street 24, będę tam czekał księżniczko". Ja pierdole. Ja nie wiem skąd on bierze te przydomki i teksty na podryw ale są one najgłupsze na świecie. Nie oszukuj się idiotko, działają na Ciebie. Czemu ten cholerny głos w mojej głowie nie mógł mi dac spokoju?! Już miałam dość namieszane. Zgięłam kartkę i wsadziłam do kieszeni. Kiedy otworzyłam drzwi od razu stanęła przede mną mama, widziałam że znowu płakała, widziałam że nie spała przez noc, widziałam że nawet nie wie co powiedzieć.
- Mamo nie musisz nic mówić, jeśli masz mówić to samo co zawsze, odpuść sobie.
- Sky ja już nie wiem co mam Ci powiedzieć. *opadła na krzesło z bezradności* Codziennie się o Ciebie martwię, dopuszczam do siebie najgorsze myśli, znam błędy twojego ojca i wiem ze lubią odbijać się na jego bliskich. Nie chcę kiedyś dowiedzieć się że znaleźli Cię w jakiejś melinie bo zostałaś zamordowana przez tajemniczych kolesi. Trudno jest mi się pogodzić z tym kim sie stałaś, ale jeszcze trudniej jest mi się pogodzić z tym że nie wiem gdzie jesteś każdej nocy i każdego dnia.
- Mamo.. *nie wiedziałam co odpowiedzieć, nie pierwszy raz mówiła mi to wszystko, nie pierwszy raz przeprowadzałyśmy taka rozmowę, mimo tego poczułam gulę w gardle* 
- Nic już nie mów, wiem że usłyszę od Ciebie te same słowa, że masz swoje życie, że mam się nie wtrącać, ale powiedz mi jedno jak matka może się nie wtrącać? Zostałaś mi tylko Ty, a nawet Ciebie już tracę.
- Nigdy mnie nie stracisz obiecuje. *przytuliłam ją mocno do siebie, czułam wilgoć na moim ramieniu, ona nigdy nie umiała powstrzymywać uczuć*

Trwałyśmy w tym uścisku dobre kilka minut. Dawno nie miałam takiego momentu zbliżenia z mamą. Nie trwało długo, ale w moim przypadku trwało całą wieczność. Nienawidziłam okazywania uczuć, odpychało mnie to, wiedziałam że jeśli ktoś się dowie co do niego czujemy, będzie próbował to potem wykorzystać, szantaż, manipulacja, to wszystko wchodzi w grę pod warunkiem że znasz uczucia drugiej osoby wobec siebie. Nie mogłam być tym słabszym ogniwem, nie teraz. 
Ściągnęłam wszystkie swoje ubrania i rzuciłam na kupkę obok drzwi. Weszłam pod prysznic i pozwoliłam żeby gorąca woda rozluźniła mi mięśnie. Kochałam uczucie spływającej wody po ciele. Można było naprawdę się odprężyć. Wszystkie myśli uciekały daleko, liczyło się tylko to piękne uczucie. Stałam pod natryskiem dobre 30 minut. Kiedy wyszłam, spojrzałam na zegarek, dochodziła 18:00. Nikt dzisiaj nie przyjeżdża więc mogę się spóźnić na - jak podejrzewam - imprezę. Ubrałam szybko jakieś jasne jeansy, czarną koszulkę i na to bluzę Biebera. Pachniała tak cholernie dobrze. Stwierdziłam że jeśli ją zostawił, to może nie jest mu już potrzebna. Mi się podoba, więc tak czy tak już jej nie oddam. Uwielbiałam nosić męskie ciuchy. Upięłam włosy w niedbały kok, po czym stwierdziłam że jednak zostawię je rozpuszczone. Poprawiłam lekko brwi brązową kredką i stwierdziłam ze mogę jechać. Schodząc na dół pocałowałam mamę w policzek, dając jej sygnał że nie musi się martwić, wiedziałam że było jej to potrzebne. 
Gdy tylko wyszłam na zewnątrz, nie zastanawiając się długo zatrzymałam taksówkę i pojechałam na miejsce. Cała przebyta droga była dziwna, taksówkarz dziwnie zmierzył mnie wzrokiem kiedy powiedziałam gdzie chcę wysiąść. Jakby chciał mnie ostrzec przed tym miejscem czy coś w tym rodzaju. Nie rozumiałam tego spojrzenia, w każdym bądź razie nie bałam się. Gdy wysiadłam z auta zobaczyłam wielki biały dom, kolorowe światła w oknach i rozpierdol na podwórku. Widać że imprezowali tu częściej niż kilka razy na miesiąc. Pełno ludzi, cienie odbijały się w szybach. Postanowiłam nie wchodzić na czysto, nigdy nie lubiłam imprez w normalnym stanie. Przed wejściem wzięłam tabletę, kiedy przekroczyłam próg zobaczyłam pełno lasek które były prawie nagie, leżały z chłopakami, którym to bardzo odpowiadało, no w sumie nic dziwnego. Dla mnie ten widok nie był odrażający ani dziwny. Spotykałam się z tym bardzo często. One po prostu próbują znaleźć kogoś, kto chociaż przez tą jedną noc będzie je kochał. Desperacja, tak to się chyba nazywa. Czułam w głowie lekkie mrowienie, wiedziałam że bletka powoli zaczyna działać. Pragnęłam tego stanu, kochałam go. Wyłącza się myślenie, wyłącza się wszystko. Jesteś tylko i pustka przed Tobą. Nie słyszysz niczego tylko bicie swojego serca. Stan, którego każdy by chciał doświadczyć. Szukałam wzrokiem Biebera ale nie mogłam go znaleźć. Było tu więcej ludzi niż kiedykolwiek widziałam na imprezach. Zaczęłam się zastanawiać czemu nigdy wcześniej tu nie byłam. Lokal był naprawdę spoko i ludzie wydawali się nie podejrzani. Cóż nie będę stać jak debil. Usiadłam między laskami które paliły hasz i od razu dostałam jointa w ofercie. Mili ludzie i gościnni jak widać. Nie ma co odmawiać, oparłam głowę na kanapie i zaczęłam chillować. Trwało to tak mniej więcej z dwie godziny, odlot był niesamowity, śmiałam się z niczego, dziewczyny obok mnie robiły to samo, praktycznie żadnych słów tylko stłumiony chichot. Gdybym widziała siebie z perspektywy innego człowieka, popłakałabym się ze śmiechu. Kiedy faza troszkę się uspokoiła, postanowiłam poszukać czegoś do jedzenia. Nie wiedziałam za bardzo gdzie idę, więc szłam po prostu przed siebie sprawdzając każde pomieszczenie po drodze. Zobaczyłam uchylone drzwi do sypialni, poznawałam głos dochodzący stamtąd. Weszłam do pierwszego pokoju obok schodów, zobaczyłam pełno lasek jak wszędzie tutaj, na podłodze, niektóre spały, niektóre były przyćpane,  kilka chłopaków oglądało coś w telewizji a na łóżku widziałam potargane włosy wystające spod pościeli, to był On. Otoczony był pustymi lachonami które śliniły się na jego widok i całowały go po każdym możliwym odkrytym miejscu. W sumie nie powinnam się jakoś inaczej czuć, powinnam to normalnie zignorować i dalej szukać jedzenia, jednak coś mnie zabolało. Coś w środku ukuło mnie tak że na kilka sekund wygięłam się wpół. Nie wiedziałam co mam zrobić. Widziałam że on był kompletnie naćpany i pewnie nie wiedział nawet co tu się dzieje. Jego wzrok powędrował w moją stronę, wyjąkałam tylko „miłej zabawy” i wyszłam. Mój oddech był nierówny a krok dość szybki, nie wiedziałam dokąd iść, nie ogarniałam całej tej sytuacji. 
Słyszałam jak ktoś trzasnął drzwiami, okazało się że ten psychopata idzie za mną. Świetnie. Zaczął coś mówić ale nic nie rozumiałam. Poczułam szarpnięcie za ramię. Odwróciłam się i dałam mu w psyk. Nie wiem skąd u mnie ten odruch. Może mój silny charakter właśnie przemówił. Najpierw każe mi tu przyjeżdżać, samej na dodatek, a teraz odstawia jakiś cyrk? Nie rozumiałam tego chłopaka bardziej niż siebie. Odepchnął mnie. Zaczął kląć i wygrażać rękami. Miałam wrażenie że zaraz mnie pobije. Nie dawałam po sobie poznać ze obleciał mi starch. Widziałam jak jego mięśnie powoli się napinają. W ostatniej chwili dwóch typków wzięło go do kuchni żeby „ochłonął”. Dzięki za refleks. Motałam się jak mała dziewczynka. Nikt nie zwrócił na to większej uwagi. Dobrze. Wyszłam na taras i wzięłam kolejną bletkę. Chciałam żeby jak najszybciej zaczęła działać, bo nie wiedziałam co się właśnie stało. Nie ogarniałam swoich ruchów, nie ogarniałam swoich emocji, nie ogarniałam swoich impulsów. Co on do k*rwy nędzy ze mną zrobił?!



niedziela, 19 stycznia 2014

IV. Dark boy



Justin:
Zgubiłem ją wzrokiem, świetnie k*rwa. Cały klub był pełen pustych lasek które przystawiały się za każdym razem kiedy obok nich przechodziłem. Zaczynało mnie to powoli irytować. Były pijane i naprawdę nachalne a tego nienawidzę w dziewczynach. Ogólnie nie ma takiej rzeczy którą lubię po mojej ostatniej przygodzie miłosnej. Lubiłem się najebać, przelecieć jedną czy drugą ale to wszystko. Nigdy nie pomyślałbym że mogę z kimś być na dłuższą metę przynajmniej teraz. Nie rozumiałem nawet tego co mi odjebało żeby Stelle wciągać w jakieś moje gierki. Nie chciałem jej zranić, a wiem jakie są dziewczyny. Wystarczy tydzień żeby coś poczuła mimo tego jej grubego charakteru. Oszukuje samą siebie że ma tak bardzo wywalone na wszystko, a tak naprawdę jest zupełnie inaczej. Zresztą nieważne, nie będę zaprzątał sobie głowy kimś kogo w ogóle nie znam, to chore. 
Podszedłem do baru - nawiasem mówiąc barmanka była zajebista - zamówiłem mocne piwo i usiadłem na parapecie wielkiego okna. Wszystko zaczynało mi się mieszać i gubiłem się w tym co robię. Miałem setki myśli na minute i chciałem zapić je alkoholem. Brawo Justin. 
- Ej stary, masz jakieś samotne wieczory? *usłyszałem śmiech Jeremego za moimi plecami*
- Tak, pragnę poczuć się jak te pokrzywdzone laski w filmach, upić się i płakać nad swoim życiem. *zaśmiałem się*
- A tak serio, to co to za laska z którą przyszedłeś? 
- Nieważne, nie chce o tym gadać.
- Kurde człowieku, od kiedy jesteś taki tajemniczy? Jestem twoim najlepszym kumplem!
- Ale po co mam Ci mówić o kimś kto nic dla mnie nie znaczy? Spotkałem ją gdzieś więc ją tu wziąłem, gdybym się nią interesował to raczej byłaby tutaj, a nie wiem gdzie jest w tym momencie.
- No w sumie. 
- No właśnie.
- Nie pytam już. Ale widzę że nie za dobrze się bawisz, więc jak? <popatrzył na mnie jak małe dziecko, które czekało na prezent>
- Nie idę się ścigać. Nie mam ochoty.
- Stary! Wie że to kochasz, nigdy tego nie odpuścisz! Poza tym dzisiaj można zgarnąć niezłą kasę. *uśmiechnął się do mnie, jakby wiedział że mnie to przekona*
- Dobra idziemy, tylko skoczę do kibla jeszcze. 
- Czekam przed klubem!

Wstałem, otrzepałem spodnie i zacząłem się przeciskać w stronę łazienek. Mijałem zalanych w trupa już ludzi, laski które kierowały się na górę gdzie były materace razem z kimś kogo wyrwały i kanapy na których leżeli zaćpani ludzie. Na ostatniej zobaczyłem Sky. Czemu serce od razu zaczęło mi bić szybciej? Podbiegłem do niej i zobaczyłem że całkiem odleciała, nie kontaktowała w ogóle. Mówiłem do niej, ale nie otrzymywałem żadnej odpowiedzi. Stwierdziłem że pewnie nie pierwszy raz przyćpała, szczerze mówiąc wyglądała na osobę która coś bierze. Ściągnąłem bluzę, podciągnąłem jej głowę tak żeby położyła ją na miękkim oparciu i przykryłem. Umyłem ręce w łazience, zmoczyłem też trochę włosy i 5 minut później byłem przed wejściem do "klubu". Jeremy siedział w swoim niebieskim Jaguarze czekając aż wsiądę do swojego Mustanga i dam mu znak że możemy jechać. Nie czekając wsiadłem, zapaliłem światła i z piskiem ruszyłem do przodu zostawiając samochód przyjaciela w smugach dymu. Nie minęło 10 minut kiedy byliśmy na miejscu. Stare wysypisko śmieci, dziesiątki ludzi, którzy mnie nienawidzą i skurwiel który daje mi tą jebaną robotę i te brudne pieniądze. Otoczony jakimiś pustymi laskami uśmiechnął się porozumiewawczo że jadę następny. Nie musiałem długo czekać, podjechałem na pas startowy. Obok mnie zobaczyłem wzrok kogoś, kogo obecność mnie tu mega zaskoczyła. Matt. Siedział i uśmiechał się złośliwe do siebie. Myślał że jest lepszy? Serio? Śmieszny. Kiedy tylko odwróciłem wzrok na przednią szybę, zobaczyłem seksowną laskę z flagą. Spadła na ziemię. Ruszyłem. Zmieniałem biegi powoli, zakręty pokonywałem jednym długim driftem. Kochałem tą rosnącą adrenalinę w żyłach, tą niepewność w ruchach. Dzięki temu zapominałem o bożym świecie. Nic się dla mnie nie liczyło, tylko ta głucha cisza w moich uszach i drogą przede mną. Gubiłem za sobą po kolei każdego z przeciwników, w tym Matta. Wiedziałem że chciał mi dać w dupę tym wyścigiem. Niestety nie ścigam się pierwszy raz i nie jestem jakimś niedoświadczonym palantem. Dotarłem na linię mety pierwszy, jak zawszę. Widziałem jak szef podchodzi do mnie i wręcza mi pieniądze. Zaraz po nim napadło mnie stado lasek, każda zaczęła się przymilać i wychwalać. Byłem przyzwyczajony. Jeremy nie narzekał, lubił być oblegany przez puste laski które oddałyby mu się za kilka stów. Mnie to już powoli zaczynało brzydzić, co nie znaczy że nie chwyciłem jednej czy dwóch za dupe, to nigdy nie przestanie mnie jarać. Pocałunki wędrowały po mojej szyi jak szalone, byłem oparty o mój samochód i nie zwracałem uwagi na to co dzieje się koło mnie. Tak niestety wyglądało moje życie. Nie miałem po co wracać do domu, tam i tak nikt nie wyczekiwał mojego powrotu. Nie zdziwiłbym się gdyby już dawno przestali uważać mnie za syna. Przez to w co się wplątałem już nic nie było normalne. Cały mój świat się zmienił. Przestałem czuć, czuć co kolwiek, ważny był tylko seks, dragi i samochody. Trochę jak z filmu co? Niestety takie było moje życie, w wieku 19 lat byłem skończonym bezwartościowym gównem, ale musiałem dawać radę, chciałam mieć kogoś dla kogo będę zmuszony starać się o swoje życie. Czy kimś tym mogła być Sky? Nic już nie rozumiałem. 






niedziela, 24 listopada 2013

III. Play the game

Muzyka: http://www.youtube.com/watch?v=t1x8DMfbYN4

Całą ostatnią noc myślałam o tym na co się zgodziłam. Przecież ja nie znałam tego człowieka, nie wiedziałam kim jest, skąd pochodzi i czemu akurat trafił na mnie. Idiotka. Pomyślałam. co jeśli Matt miał racje i nie powinnam się zadawać z tym chłopakiem? Czemu zaczynam się tak bardzo martwić? Od zawsze miałam wywalone na wszystko, tłumiłam uczucia gdzieś głęboko w sobie a teraz czułam że zaczynają się dobijać bo za długo siedziały w zamknięciu. Ale czy one są prawdziwe? Czy to nie są jakieś złudzenia? Siedząc na schodach pożarowych odpalałam jedną fajkę za drugą a w mojej głowie pojawiały się nowe przypuszczenia. Obawy przed tym co może się wydarzyć. Co jeśli nie będę w stanie kontrolować swoich uczuć? Ten chłopak ma coś w sobie, coś co sprawia że chce go poznawać, że chciałabym spędzić z nim więcej czasu niż te kilka minut. Pierwszy raz czuję coś takiego i wcale mi się to nie podoba. Czemu on po prostu nie może wyjść z mojej głowy? Wszedł tam tak po prostu i zaczął mi mieszać a wszystko miałam poukładane. Nie mogłam dłużej nad ty myśleć bo czułam się dziwnie bezradna. Położyłam się do łóżka i czekałam aż sen zamknie mi powieki. 

Obudziłam się rano, wyjątkowo, gdyż zawsze wstaję przeważnie 11-12 i nie idę na kilka pierwszych lekcji do szkoły, zresztą na ostatnich też mnie rzadko widują. Nie mam po co chodzić do miejsca pełnego fałszywych osób. Nikt kogo tam spotkałam nie był godny ani minuty mojego czasu. Wszyscy patrzyli na mnie z wyrzutem za błędy mojego ojca. Za moje błędy. Ćpunka. Wyrzutek. Moje przydomki. Kiedyś było to czymś ciężkim, kiedyś mój stan był ciężki, ale potem stało się to codziennością. Dlatego z siłą przyzwyczajenia sama zaczęłam o sobie tak myśleć. Jest łatwiej, tak myślę. Albo po prostu tak się oszukuję.  Łatwiej jest zaniżyć swoją samoocenę niż płakać po nocach przez to że nie zgadzasz się z opinią innych ludzi. Myśl jak oni, może poczujesz się lepiej. 

Tego dnia nie miałam ochoty iść do szkoły, nie chciałam widzieć tych wszystkich ludzi, jeśli wyjdę, matka nawet nie zauważy, pomyśli że nie spałam w domu, albo że znowu siedzę z ćpunami na dworcu. Była tak bardzo bezradna że czasem robiło mi się jej szkoda. Jedyna osoba którą kochałam była już tylko wrakiem człowieka. Funkcjonowała bo czuła że miała taki obowiązek, nie z własnej woli. Tak czy siak, ubrałam się w jeansowe czarne rurki z dziurą na kolanie, moje brązowe martensy, koszulę w kratę i bluzę z kapturem, przemyłam twarz zimną wodą, związałam włosy w niedbały kok, założyłam torbę na ramię i wyszłam. W głowie cały czas miałam słowa, które wypowiedział Bieber przy ostatnim spotkaniu, o ile dobrze usłyszałam to na nazwisko miał Bieber, jego imienia jeszcze nie poznałam, mam nadzieję że dowiem się chociaż z kim się spotykam. Zmienny charakter, śmieszne. Kim będzie dzisiaj? Jaki dzisiaj będzie miał charakter i z jakimi cechami przyjdzie mi się zmierzyć? Chciałabym żeby to były te cechy które mi się podobają, ta tajemniczość, to podobne myślenie, ale mogą być to też te których nienawidzę, ta pewność siebie, ta dająca się wyczuć na kilometr ironia w słowach, tak bardzo tego nienawidzę że mam ochotę coś rozjebać kiedy ktoś się tak zachowuje, coś albo tego kogoś. Tak jak wczoraj, tak i dzisiaj setki myśli i przypuszczeń biegało mi po głowie, nie mogłam ich zatrzymać. Idąc uliczką moje ręce stawały się coraz zimniejsze, powietrze było wyjątkowo ostre, paląc szluga nawet dym nie był taki sam jak zawsze. Idzie zima, pora roku której tak bardzo nienawidzę a jednocześnie tak bardzo kocham. Czemu nienawidzę? Prosta odpowiedź, święta. Sztuczna atmosfera, sztuczne uśmiechy, sztuczna miłość. Każdy się kocha, nawet ludzie którzy wcześniej się nienawidzili, powiedzą ci że taka magia świąt, to cud! Gówno a nie cud, to zasrana tradycja, którą ludzie boją się złamać. Po co masz być miłym dla kogoś kto pluł ci w twarz i miał Cie w dupie? Masz się do niego uśmiechać i życzyć jak najlepiej, kiedy najchętniej nasrałabyś mu na twarz i wepchnęła pod pociąg. Gdzie tu sens? Ludzie są głupi. Powiecie mi że mówię o sobie że jestem głupia bo w końcu też jestem człowiekiem, tak, mówię tez o sobie, ale w przeciwieństwie do niektórych ja nie udaje, żadne moje uczucia nigdy nie były udawane,  jeśli kogoś nienawidzę to tak zostanie, nie zmieni się to przez jakieś jebane święta. Czemu ludzie tego nie widzą i nie potrafią tego zrozumieć? Czemu kiedy mówię coś szczerze skreślają mnie za moją "chamskość"? Nie myl chamstwa ze szczerością, taka podpowiedź :) A teraz czemu kocham zimę. Kocham własnie dlatego że gdy wychodzę na dwór nie widzę ludzi z uśmiechami na twarzy, z radością z nowego dnia, przyklejonymi do mordy "bo tak powinno być", widzę wkurwionego człowieka, który musi odśnieżać podjazd, przepalać auto, jechać do tej jebanej pracy chociaż wcale nie ma na to ochoty i jakoś dawać sobie radę bo inaczej dawno mieszkałby już pod mostem, widzę dzieci które narzekają że zamarzają wracając do domu, które marzą o tym żeby z powodu zaśnierzenia zamknęli szkołę chociaż na kilka dni.  Czemu to kocham? Sama nie wiem. Może widzę w nich podobieństwo mnie, nie kryją uczuć. W końcu zachowują się tak jak im dyktuje rozum i serce. Wyrażają siebie, nie próbują udawać kogoś kim nie są. Mało spotykam takich ludzi, którzy nie boją się mówić tego co siedzi im w głowie, z reguły wszyscy boją się coś powiedzieć, boją się wyśmiania, odtrącenia, kiedy jesteśmy odtrąceni przez osoby które kochamy, zostajemy sami, bez nikogo. Właśnie to jest przerażające.  Ktoś nas znienawidzi i chociaż byliśmy dla niego najważniejsi to zostawi nas bez słowa. Odejdzie bo coś mu w nas nie spasowało. Kiedyś tez się tego bałam, zostawił mnie ojciec, babcia i dziadek nie chcą mnie znać,  dla mamy tez już praktycznie jestem obcą osobą. Ale potem pogodziłam się z tym,  po co mam udawać kogoś kim nie jestem i trzymać przy sobie osoby które uważają mnie za zupełnie kogoś innego? Bez sensu. Nie lubiłam myśleć o tym. Nienawidziłam myśleć o tacie. O tym jak było kiedyś a jak jest teraz. To przez niego nie ma normalnego życia i normalnej rodziny. To przez niego moja psychika jest tak bardzo zjebana że sama nie wiem kim dokładnie jestem. To przez niego mama płacze co noc, mimo tych wszystkich zdrad i tego co zrobił ona dalej go kocha i dalej się o niego martwi a ja nie potrafię tego pojąć. Czy ona jest naprawdę na tyle ślepa? Żeby nie wiedzieć że ojciec ma nas głęboko w dupie? Nie widziałyśmy go od kilku miesięcy i najwyraźniej nie śpieszy mu się żeby wrócić. Wątpię w to że kiedyś w ogóle go jeszcze zobaczę.

Przez cały dzień szwendałam się uliczkami miasta, wypalając jednego szluga za drugim. Kiedy za dużo myślę nie kontroluję tego ile wypalam papierosów. Zauważyłam że robi się coraz chłodniej, a niebo zachodzi ciemną plamą. Nie wiem kiedy to zleciało, ale dochodziła już 19:00. Jakim cudem 8 godzin minęło jak 10 minut?! Nigdy nie zrozumiem czasu. Powoli wracałam do domu gdy nagle u mojego boku zatrzymał się czarny sportowy samochód. Szyba się odsunęła i ujrzałam te karmelowe oczy i nieułożone włosy. Bieber. Nie odezwał się ani słowem, pokazał tylko że mam z Nim pojechać. A więc gra się zaczyna, zaczyna się w to w co się wplątałam. Ale spokojnie Stella, przecież to nie pierwszy raz wpakowałaś się w jakieś gówno. Zawsze znajdzie się ktoś kto Cię wyciągnie, a przynajmniej spróbuje prawda? 
Cóż jak obiecałam, tak zrobiłam, wsiadłam do auta, zobaczyłam tylko jak kąciki jego ust podnoszą się do góry, w moim brzuchu wybuchło stado motyli, cholera! Był taki seksowny kiedy to robił, kiedy widziałam jego włosy i światło odbijające się w karmelowych tęczówkach. Miałam ochotę się na niego rzucić. Czy coś było ze mną nie tak? Od tego wieczoru, przez każdy następny jestem w pewnym sensie jego. Ruszyliśmy, przez całą drogę żadne z nas się nie odezwało, zachowywał się jakby mnie tu w ogóle nie było. Już wiedziałam że dzisiaj jego charakter mi się nie spodoba. Kilka przecznic dalej zatrzymaliśmy się obok wielkiego opuszczonego magazynu. Jeśli myślał że zabiera mnie w jakieś nowe miejsce to się zdziwi, ponieważ wiem o tych imprezach więcej niż on. Często tu bywam, mam tu znajomych, dlatego też nie bałam się tego miejsca, wręcz przeciwnie. Wysiedliśmy z samochodu. Nie zdążyłam się ogarnąć kiedy zobaczyłam jak idzie w stronę wejścia. Śmieszne kurwa! Przywiózł mnie tu po to żeby mnie ignorować? Myśli że uda mu się tym mnie wkurwić? Dobrze twierdziłam myśląc ze nie wie jakim człowiekiem jestem. Jeśli on chce się bawić w chłopaka zagadkę, ja też mogę zacząć kombinować. Potarłam dłonią o dłoń i weszłam do środka. Gdy otwarłam drzwi, zobaczyłam mnóstwo ludzi, było ich aż tyle, że zgubiłam go wzrokiem. Chwile się motałam, szukałam znajomych twarzy, ale niestety nikogo nie udało mi się wyczaić. Miałam nadzieję że za chwile spotkam tu gdzieś Eddiego, mojego przyjaciela "od ćpania" i w końcu się odprężę bo ten dzień był dziwny. Wyjęłam komuś szluga z kieszeni, siadłam przy barze i paląc dopijałam alkohol który ktoś zostawił w szklankach. Obczaiłam kilku kolesi, dawno nie bawiłam się w "imprezową dziewczynę" więc postanowiłam powtórzyć to co kiedyś lubiłam robić. Widziałam ze jeden zbierał się żeby do mnie podbić więc ułatwiłam mu to podchodząc do Niego. Już z daleka widziałam że był ostro najebany ale nie robiłam problemów kiedy się przyklejał. Powiedziałam mu że nie przyszłam tu po to żeby stać tylko tańczyć albo pić. Wziął mnie na parkiet. Zarówno jego ręce jaki i moje wędrowały po naszych ciałach. Był gorący! Dlatego kilka moich pocałunków powędrowało po jego szyi. Czuła jak on robi to samo, w pewny momencie pisnęłam, poczułam ból. Wiedziałam że zostanie malinka, ale nie obchodziło mnie to zbytnio. Moje oczy za jego karkiem wędrowały po całym parkiecie. Próbowałam znaleźć tego z którym tu przyszłam, ale nigdzie go nie widziałam. Dziwne uczucie przepełniało mnie całą. Niechętnie podziękowałam przystojniakowi, znajdując mu szybko jakąś dupę w zamian. Moim priorytetem było znaleźć Biebera. Nigdy nie zrozumiem samej siebie. Ma mnie w dupie od kiedy tu przyszliśmy a ja chcę go mimo wszystko zobaczyć. Coś ciągnęło mnie do tego chłopaka, tylko co to k*rwa było. Kiedy przebierałam oczami po ludziach nigdzie nie mogłam wyhaczyć jego twarzy. Stwierdziłam że ogarnę jeszcze kible i dam sobie spokój bo to robiło się nudne. Po minucie zorientowałam się że znalazłam. Leżał na kafelkach cały zaćpany. Taki widok nie był mi obcy, nie zdziwiłabym się wcale, gdybym za jakąś godzinę sama leżała w tym samym miejscu, w takim samym stanie. W jego ręce widziałam resztki koki. Odpłynął. Mogłam go tam zostawić i iść się bawić, ale zamiast tego podniosłam Go i wyszłam z Nim z klubu. Nie miałam obowiązku się nim opiekować więc czemu to robiłam?! 
Popchnęłam go tak żeby oparł się o ścianę. Stanęłam przed Nim z wyrzutem na twarzy. Serio chciałam sie rozerwać a zamiast tego muszę bawić się w niańkę! 
- Wiesz że nie musiałaś tego robić. *widziałam jak złośliwy uśmiech znowu pojawia się na jego twarzy*
- Wiem. Sama nie wiem czemu to zrobiłam. *wyrzuciłam ręce w powietrze*
- Mi się zdaje że doskonale wiesz.
- Źle Ci się zdaje. Ale może mnie oświecisz? *popatrzyłam na niego wyczekująco, nasze oczy się spotkały a wtedy czułam że się rozpływam, co do cholery było w tym chłopaku?!*
- Przyciągam Cię. Wiedziałaś że gdybym tam został, jakaś inna laska by się mną zaopiekowała.
- Ja pi*rdole nie wierzę że jest z Ciebie taki zarozumiały dupek/
- Sama taka jesteś.
- Przepraszam?
- Nie oszukuj się. To się nazywa pewność siebie i bardzo dobrze wiem że znasz to uczucie. 

Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Miał rację. Miałam ciężki charakter i jak widać on tak samo. Czemu tak bardzo mnie intrygował? Patrząc na niego moje myśli nie dawały mi spokoju. Kiedy otwarłam usta by wydusić kilka słów, on zaczął mówić dalej.
- Zastanawiałaś się kiedyś czemu ludzie w ogóle to robią?
- Co robią?
- No ćpają. Bo w sumie co im to daje? Nawciągasz się koki, w głowie pojawia się jedno gówno, nie myślisz o niczym, nie wiesz gdzie jesteś, co się z Tobą dzieje. Na drugi dzień budzisz się i nie wiesz co robiłeś wczoraj. To wszystko jest bez sensu. Tak samo jak z miłością. Jaki jest w niej sens? Masz osobę która kochasz. Troszczysz się o nią, robisz kurwa wszystko żeby było jej jak najlepiej, starasz się, chuj wie co jeszcze, a ona nagle Ci mówi że się znudziłeś, że nudno już i spierdalaj. Oddałaś tej osobie połowę swojego życia a ona mówi że już jest nudno.
*Czyli w jego życiu była jakaś miłość, była dziewczyna która go zraniła, to stawało się coraz bardziej popierdolone, widać było że dalej ją kocha.*
- Nie musisz mi się żalić, nie lubię bawić się w psychologa.
- Nie chcę Ci płakać ramie, po prostu mam mętlik w głowie, jak zawsze po narkotykach.
- Zacząłeś brać bo ona Cię rzuciła?
- Brałem już wcześniej, między innymi dlatego mnie zostawiła, też ćpała, ale to co robiłem, to w co się wplatałem to było już dla niej za dużo.
- Nie chcę być wścibska, nie będę wnikać w Twoje życie, poza tym ledwo cię znam.
- Ledwo mnie znasz ale czujesz jakbyś znała mnie kilka dobrych lat co? *na jego twarzy znowu pojawił się uśmiech, lecz tym razem normalny, szczery*
- Skąd to możesz wiedzieć?
- Ja czuję podobnie, Sky nie wiem co jest z Nami nie tak, nie umiem tego ogarnąć, ale jesteś osobą która zaintrygowała mnie od pierwszej chwili, takiej osoby pragnie się więcej i więcej, dlatego zaproponowałem Ci ten układ. Chciałem wiedzieć ile wytrzymasz, czy dasz radę mieć na głowie kogoś takiego jak ja. A uwierz mi dzisiaj to był dopiero początek.
- Nie godziłam się na to żeby być twoją niańką tylko żeby z Tobą wytrzymać. Następnym razem kiedy zobaczę Cię w takim stanie, to po prostu Cię tam zostawię.
- Nie zostawisz.
- Skąd wiesz?
- Po prostu to wiem.
-  Twoja pewność siebie potrafi być wkurwiająca. 
- Dużo osób mi to mówi.
- Zawsze tak mieszasz w głowie nowo poznanej osobie?
- Nie bo żadna nie jest tak wyjątkowa.
- Wyjątkowa pod jakim względem?
- Myślenia.
- To znaczy?
- To znaczy myśli tak samo, wszystko robi tak samo.
- Skąd wiesz że wszystko?
- Czuje to.
- A co jeśli ja czuję coś innego?
- Nie oszukuj się. Wiem że czujesz to samo.
- Nie każda myśl jest trafna.
- I nie każda błędna.

Już nie wiedziałam co odpowiadać. Umiał mnie podejść od każdej strony. Nikomu się to jeszcze nie udawało. Nie rozumiałam tego. Nie rozumiałam siebie. Chciałam uciec, biec przed siebie nie patrząc na to gdzie jestem, ale nie mogłam, jest umowa. Musiałam Go znosić chociaż samą swoją obecnością sprawiał że dostawałam białej gorączki.
- Dowiem się w końcu jak masz na imię?
- Jeśli zna się imię człowieka, pozostawiasz go w pamięci na dłużej. Jesteś pewna że chcesz je znać?
- Tak jestem pewna. *skrzyżowałam ręce na piersi, czuła jak jego głowa niebezpiecznie przysuwa się go mojej*
- Cóż, może kiedyś Ci je zdradzę. *wyszeptał*

W głowie miałam gówno, jedno wielkie gówno które zrobił On swoimi wypowiedziami,  jedna myśl obijała się o drugą, wypadała i wpadała spowrotem do bolącej już głowy. Czułam jego ręce na mojej talii. Nachyliłam się prowokując go do zamknięcia oczu, pomyślał że chcę go pocałować, prychnęłam mu w twarz i odsunęłam się tak by zobaczyć jego minę.
- Masz charakter. *splunął*
- Nie pierwszy raz to słyszę. *uśmiechnęłam się i weszłam spowrotem do klubu zostawiając go na zewnątrz*

Pobiegł za mną, ale w środku mnie już nie znalazł. Chwila spokoju. Wyjęłam tabletki z kieszeni kurtki, Schowałam jedną pod język, i położyłam się na pustej czarnej kanapie. Czułam jak każda moja myśl opuszcza moją zmęczoną głowę, odlatywałam. Chciałam odlecieć jak najdalej, ale nie mogłam, trzymało mnie coś, trzymała mnie obietnica, świadomość się nie wyciszyła, cały czas była. Ta kurewska świadomość tego na co się zgodziłam. Już sama nie wiedziałam czy ten chłopak nie intryguje czy odpycha. Nie znałam przyszłości tej znajomości. 

Czyżby jakieś uczucia wracały?
Czy znowu to tylko złudzenie?


II. Promise

Musiał wrócić, ale nie wrócił. Chodziłam a raczej chodzę tam codziennie, w to samo miejsce, siadam na tej samej ławce i czekam, minuty, godziny, a jego nie ma. Dzisiaj też pójdę.W sumie i tak nic lepszego do roboty nie mam. Kiedy nie pisałam, myślałam dużo wiesz? Nad swoim życiem, pff jakby było jeszcze nad czym myśleć. Ale jednak coś się w głowie pojawiało, coś co nie dawało mi spokoju, czemu czułam brak, pewnego rodzaju pustkę, od kiedy spotkałam tamtego chłopaka było inaczej, gorzej? A może lepiej? Nie wiem. Gubię się we własnych przemyśleniach, można uznać że we wszystkim, nie umiem się odnaleźć. Wracam do domu, słyszę pytanie co u Ciebie córcia? Co odpowiadam? Jak zwykle. Nie chcę kłamać więc mówię prawdę. Nic się nie zmieniło od wczoraj mamo. Jest tak samo chujowo jak było. Kolejne pytanie. Wychodzisz gdzieś dzisiaj? Na usta ciśnie się odpowiedź, tak mamo wychodzę, popełnić samobójstwo, ale odpowiadam tylko krótkie, na spacer, jak zwykle i po rozmowie. Nikt mi nie zarzuci że nie mam kontaktu z rodzicami, poprawka, kontaktu z mamą. Ojciec, w sumie nawet nie wiem gdzie jest, możliwe że już dawno go zabili, albo ukrywa się gdzieś przed tymi którzy chcą go zabić, nie powiem, w ch*j ciekawe życie co? 

Wracając do dzisiejszej chwili, idę na spacer znowu, znowu będę czekać. Nie zastanawiając się dłużej ubrałam czarną czapkę do połowy głowy i moje brązowe rozwalone już martensy. Szłam tą samą uliczką, widziałam te same psy, tych samych ludzi, którzy jako nieliczni nie bali się tu przychodzić, chociaż czemu inni się bali? Może kiedyś mieli czego ale teraz? Teraz tu jest w sumie najspokojniejsza okolica. Może właśnie dlatego że nie ma aż tylu ludzi? A może dlatego że nie ma już mojego taty więc nie ma morderstw i strzelanin? Nie wiem, ale wiedziałam jedno, że to było i jest moje miejsce. Idąc w stronę stałej ławki zauważyłam jak ktoś przy zbiornikach na śmieci próbuje zacząć jakąś bójkę. To był ten chłopak, podbiegłam szybkim krokiem i obserwowałam z daleka, dostałam szoku gdy zobaczyłam drugą twarz, to był Matt, co on tu robił? Od kiedy zerwaliśmy nie widziałam go tutaj ani razu. Ale nie ważne, ważniejsze było to co się teraz działo. Dostałam pewnego rodzaju impulsu, wiedziałam że muszę jakoś zareagować, wiedziałam ze muszę coś zrobić.
- Co się tu do jasnej cholery dzieje?!
- A ty na chuj tu przyszłaś?
- Tak się składa Matt że codziennie tutaj chodzę, natomiast Ciebie pierwszy raz od dłuższego czasu tu widuje, zdradzisz mi powód? <popatrzyłam na niego znacząco i wyrzutem na twarzy>
- Ten marny śmieć sprzedał mi nie równą działkę!
- Działkę czego?
- A czego może być działka tępoto, koki rzecz jasna.
Nie wiedziałam co powiedzieć, w mojej głowie pojawiło się tysiąc myśli na raz, jednak głos za mną natychmiast je przerwał. 
- Sprzedałem Ci równo debilu, to nie moja wina że połowę wyćpałeś!
- Zaraz ci wpi*rdole, Sky odsuń się!
- Matt k*rwa uspokój się! *położyłam rękę w miejscu serca na klatce piersiowej* Serio będziesz robił o to dym? O nierówną działkę? Czy może chodzi o coś innego?! *widziałam jego oczy utkwione w moich*
- Nie chce Cię widywać z tym śmieciem! *zobaczyłam na jego twarzy bezradność*
- Uważaj na słowa dupku! *wykrzykiwał tajemniczy chłopak nad moim karkiem*
- Matt skończ już użalać się nad sobą, nie jesteśmy już razem, nie mamy już nic wspólnego, więc proszę Cię zostaw moje życie w spokoju, do cholery jasnej!
- Dobra, jak chcesz! Żebyś potem nie płakała że nikt Cię nie ostrzegał przed tym wyrzutkiem. Nie znajdziesz osoby która ma o Nim dobre zdanie w tej części dzielnicy. *popatrzył na mnie wzrokiem pełnym pogardy*
- A ty się miej na baczności Bieber!
- O mnie się nie bój wieśniaku!
- Jeb się.
- Koniec już! Ja pierdole gorzej niż dzieci. *powiedziałam z pełną frustracją*
Musiałam to skończyć, bo nawet mi nerwy wysiadały, patrząc na tych debili. Zobaczyłam jak Matt wsiada do auta i odjeżdża. Nieznajomy natomiast stał tak jak wcześniej i przyglądał mi się zagryzając wargę. 
- Czy coś jest nie tak?!
- Nie wręcz przeciwnie, fajnie wyglądasz gdy się wkurwiasz.
- Za to Ty wyglądasz jak kompletny debil. <nutka sarkazmu>
- Sky ładne imię, po babci?
- Ja pi*erdole jaki z Ciebie dupek, serio myślisz że jeśli będziesz udawał cwaniaka to jakoś mnie poderwiesz?
- Myślisz żę chce Cię poderwać?
- Tak podejrzewam..
- Źle podejrzewasz, nie potrzebuję dziewczyny, mam na głowie dużo innego gówna.
- Ja podobnie. Ogólnie to czemu w ogóle o tym rozmawiamy? Widzę Cie drugi raz w życiu, to nieco dziwne. Zachowujesz się inaczej niż wtedy co widziałam Cię po raz pierwszy.
- Codziennie jestem kimś innym, zmieniam charakter jak rękawiczki, ponieważ nudzi mnie jedna osobowość.
-Tekst jak z jakiegoś marnego filmu.
- Ale taka prawda. Codziennie musiałabyś poznawać mnie od nowa.
- Czy to wyzwanie? *uśmiechnęłam się z pewnością siebie*
- Nie wytrzymałabyś ze mną dłużej niż tydzień uwierz.
- I właśnie takim zachowaniem zmuszasz mnie do tego żeby spróbować.
- Dobra, to może zróbmy tak, od dzisiaj każdy wieczór, poprawka, każdą noc, spędzasz ze mną, daję Ci 10 dni, bo widzę że jakiś tam charakter masz. *złośliwy uśmiech pojawił się na jego twarzy*
- Jakiś tam? Chłopczyku przeszłam o wiele więcej niż Ty i serio nie boję się Ciebie.
- To się jeszcze okaże.
- Więc okej, podejmuje wyzywanie. Tylko jest jeden warunek.
- Jaki?
- Obiecaj że się we mnie nie zakochasz. Nie jestem człowiekiem który lubi te tzw "uczucia".
- Z tym raczej nie będzie problemu, nie jestem typem romantyka.
- Dobrze więc, jutro o 19 w tym samym miejscu?
- Nie ma sprawy, od 19 zaczniesz żałować że się na to zgodziłaś.