niedziela, 19 stycznia 2014

IV. Dark boy



Justin:
Zgubiłem ją wzrokiem, świetnie k*rwa. Cały klub był pełen pustych lasek które przystawiały się za każdym razem kiedy obok nich przechodziłem. Zaczynało mnie to powoli irytować. Były pijane i naprawdę nachalne a tego nienawidzę w dziewczynach. Ogólnie nie ma takiej rzeczy którą lubię po mojej ostatniej przygodzie miłosnej. Lubiłem się najebać, przelecieć jedną czy drugą ale to wszystko. Nigdy nie pomyślałbym że mogę z kimś być na dłuższą metę przynajmniej teraz. Nie rozumiałem nawet tego co mi odjebało żeby Stelle wciągać w jakieś moje gierki. Nie chciałem jej zranić, a wiem jakie są dziewczyny. Wystarczy tydzień żeby coś poczuła mimo tego jej grubego charakteru. Oszukuje samą siebie że ma tak bardzo wywalone na wszystko, a tak naprawdę jest zupełnie inaczej. Zresztą nieważne, nie będę zaprzątał sobie głowy kimś kogo w ogóle nie znam, to chore. 
Podszedłem do baru - nawiasem mówiąc barmanka była zajebista - zamówiłem mocne piwo i usiadłem na parapecie wielkiego okna. Wszystko zaczynało mi się mieszać i gubiłem się w tym co robię. Miałem setki myśli na minute i chciałem zapić je alkoholem. Brawo Justin. 
- Ej stary, masz jakieś samotne wieczory? *usłyszałem śmiech Jeremego za moimi plecami*
- Tak, pragnę poczuć się jak te pokrzywdzone laski w filmach, upić się i płakać nad swoim życiem. *zaśmiałem się*
- A tak serio, to co to za laska z którą przyszedłeś? 
- Nieważne, nie chce o tym gadać.
- Kurde człowieku, od kiedy jesteś taki tajemniczy? Jestem twoim najlepszym kumplem!
- Ale po co mam Ci mówić o kimś kto nic dla mnie nie znaczy? Spotkałem ją gdzieś więc ją tu wziąłem, gdybym się nią interesował to raczej byłaby tutaj, a nie wiem gdzie jest w tym momencie.
- No w sumie. 
- No właśnie.
- Nie pytam już. Ale widzę że nie za dobrze się bawisz, więc jak? <popatrzył na mnie jak małe dziecko, które czekało na prezent>
- Nie idę się ścigać. Nie mam ochoty.
- Stary! Wie że to kochasz, nigdy tego nie odpuścisz! Poza tym dzisiaj można zgarnąć niezłą kasę. *uśmiechnął się do mnie, jakby wiedział że mnie to przekona*
- Dobra idziemy, tylko skoczę do kibla jeszcze. 
- Czekam przed klubem!

Wstałem, otrzepałem spodnie i zacząłem się przeciskać w stronę łazienek. Mijałem zalanych w trupa już ludzi, laski które kierowały się na górę gdzie były materace razem z kimś kogo wyrwały i kanapy na których leżeli zaćpani ludzie. Na ostatniej zobaczyłem Sky. Czemu serce od razu zaczęło mi bić szybciej? Podbiegłem do niej i zobaczyłem że całkiem odleciała, nie kontaktowała w ogóle. Mówiłem do niej, ale nie otrzymywałem żadnej odpowiedzi. Stwierdziłem że pewnie nie pierwszy raz przyćpała, szczerze mówiąc wyglądała na osobę która coś bierze. Ściągnąłem bluzę, podciągnąłem jej głowę tak żeby położyła ją na miękkim oparciu i przykryłem. Umyłem ręce w łazience, zmoczyłem też trochę włosy i 5 minut później byłem przed wejściem do "klubu". Jeremy siedział w swoim niebieskim Jaguarze czekając aż wsiądę do swojego Mustanga i dam mu znak że możemy jechać. Nie czekając wsiadłem, zapaliłem światła i z piskiem ruszyłem do przodu zostawiając samochód przyjaciela w smugach dymu. Nie minęło 10 minut kiedy byliśmy na miejscu. Stare wysypisko śmieci, dziesiątki ludzi, którzy mnie nienawidzą i skurwiel który daje mi tą jebaną robotę i te brudne pieniądze. Otoczony jakimiś pustymi laskami uśmiechnął się porozumiewawczo że jadę następny. Nie musiałem długo czekać, podjechałem na pas startowy. Obok mnie zobaczyłem wzrok kogoś, kogo obecność mnie tu mega zaskoczyła. Matt. Siedział i uśmiechał się złośliwe do siebie. Myślał że jest lepszy? Serio? Śmieszny. Kiedy tylko odwróciłem wzrok na przednią szybę, zobaczyłem seksowną laskę z flagą. Spadła na ziemię. Ruszyłem. Zmieniałem biegi powoli, zakręty pokonywałem jednym długim driftem. Kochałem tą rosnącą adrenalinę w żyłach, tą niepewność w ruchach. Dzięki temu zapominałem o bożym świecie. Nic się dla mnie nie liczyło, tylko ta głucha cisza w moich uszach i drogą przede mną. Gubiłem za sobą po kolei każdego z przeciwników, w tym Matta. Wiedziałem że chciał mi dać w dupę tym wyścigiem. Niestety nie ścigam się pierwszy raz i nie jestem jakimś niedoświadczonym palantem. Dotarłem na linię mety pierwszy, jak zawszę. Widziałem jak szef podchodzi do mnie i wręcza mi pieniądze. Zaraz po nim napadło mnie stado lasek, każda zaczęła się przymilać i wychwalać. Byłem przyzwyczajony. Jeremy nie narzekał, lubił być oblegany przez puste laski które oddałyby mu się za kilka stów. Mnie to już powoli zaczynało brzydzić, co nie znaczy że nie chwyciłem jednej czy dwóch za dupe, to nigdy nie przestanie mnie jarać. Pocałunki wędrowały po mojej szyi jak szalone, byłem oparty o mój samochód i nie zwracałem uwagi na to co dzieje się koło mnie. Tak niestety wyglądało moje życie. Nie miałem po co wracać do domu, tam i tak nikt nie wyczekiwał mojego powrotu. Nie zdziwiłbym się gdyby już dawno przestali uważać mnie za syna. Przez to w co się wplątałem już nic nie było normalne. Cały mój świat się zmienił. Przestałem czuć, czuć co kolwiek, ważny był tylko seks, dragi i samochody. Trochę jak z filmu co? Niestety takie było moje życie, w wieku 19 lat byłem skończonym bezwartościowym gównem, ale musiałem dawać radę, chciałam mieć kogoś dla kogo będę zmuszony starać się o swoje życie. Czy kimś tym mogła być Sky? Nic już nie rozumiałem. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz