poniedziałek, 12 maja 2014

VII. Say Something

Wsiedliśmy do jego samochodu, popatrzyłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie jadę, nigdy mnie nie zabierał nigdzie indziej niż na imprezy, a nawet tam nie raz musiałam sama dojechać dostając do ręki tylko głupią kartkę z adresem. Droga o tej godzinie była prawie pusta, od czasu do czasu minął nas jakiś mały samochód. Ludzie albo spali, albo byli na nocnej zmianie. Zauważyłam że wjeżdżamy na dzielnice nazywaną potocznie Broklyn. Nie lubiłam tu być, mimo że byłam przyzwyczajona do bójek i podejrzanych typków, tu było tego zdecydowanie za dużo i wyglądało to zdecydowanie gorzej. Zatrzymał samochód niedaleko wysokiego budynku. Wysiadłam pewnie ale czułam na swojej skórze przechodzące ciarki. Zanim się oglądnęłam poczułam jak Justin przysuwa mnie do swojego ramienia, było to dla mnie nieco dziwne ale nie stawiałam oporu ponieważ czułam się bezpieczna. Czemu w jego ramionach czułam się jakby nic nie mogło się stać? Jakbym była zamknięta w bańce która uchroni mnie przed wszystkim, przed całym złem tego świata? Będąc tak blisko niego mogłam poczuć jak oddycha, poczuć jak jego mięśnie się napinają i rozluźniają w bezwładzie. Wiedziałam że był pewny siebie. Nie czułam zdenerwowania tylko tą cholerną pewność siebie. Ugięłam się. wygrał. Zgodziłam się na jego warunki, nie na moje. Mój "silny" charakter powoli zaczynał się rozpadać.
Weszliśmy to wcześniej wspomnianego kilku-piętrowca. Szliśmy po schodach aż do 7 piętra, otworzył drzwi do jednego z mieszkań i pokazał na wieszak bym powiesiła bluzę. Serio nie zauważył że ma na sobie jego ubranie? A może zauważył tylko nie chciał nic mówić? Zrobiłam to o co mnie poprosił, znowu spotkałam się z jego wzrokiem, boże w ciemności jego oczy były jeszcze piękniejsze, przez lekkie światło uciekające  z okna widniała w nich iskierka karmelu a reszta była całkiem czarna. Mogłabym się gapić w nie do końca życia gdyby ktoś mi na to pozwolił, przysięgam. Chwycił moją rękę i zaprowadził mnie do swojego pokoju, jeśli to był w ogóle jego pokój a to jego mieszkanie, bo moje domysły były naprawdę różne. Bałam się tej nocy, niewyobrażalnie się bałam. Nie tego co Justin może zrobić, ale tego co będzie dalej, tej niezręcznej ciszy, tego napięcia między Nami. To wszystko potoczyło się zbyt szybko. Znamy się tydzień a on już twierdzi że mu na mnie zależy. Przecież to jest absurd. Nigdy nie zaufałabym człowiekowi znając go tak krótko, a tym bardziej nigdy nic bym do niego nie poczuła. Kiedyś nie myślałam o uczuciach, najważniejszym było jakoś przetrwać. W przypadku Justina było inaczej, to było coś czego zupełnie nie rozumiałam. Niby jego osoba była mi obojętna, jednak nie mogłabym tak po prostu odejść wiedząc że już Go nigdy nie zobaczę. Było coś w Nim co mówiło mi że muszę go lepiej poznać, że nie mogę go teraz zostawić, było coś co mnie intrygowało, każde jego słowo wypowiadane z taką desperacją, jakby miał mnie stracić na zawsze, jakby miał stracić na zawszę osobę która trzyma go przy życiu chociaż tak naprawdę nawet mnie nie zna. Nic o mnie nie wie, tak samo jak ja o Nim. Było kilka zbliżeń, ale oboje byliśmy wtedy naćpani, nie wiedzieliśmy co robimy, nikt nie brał tego na poważnie, przynajmniej tak mi się wydawało. Mój mózg i moje serce wariowały, jakby sprzeczały się o to czego ja tak naprawdę chcę, czego potrzebuje. 

Muzyka: Say Something

Siedziałam na skraju łóżka, moje myśli kłębiły się coraz bardziej w mojej głowie, ręce zaczęły się lekko pocić, musiałam się jakoś odstresować. Zauważyłam jak Justin odpala papierosa przy swoim oknie, był środek listopada, więc na dworze wieczorami naprawdę wiało, jednak jemu to nie przeszkadzało. Widziałam jak dym wolno wydobywa się z jego ust i wydostaje się za okno wielkimi kłębami dymu. Musiałam coś zrobić. Cisza stawała się męczarnią dla mnie. Męczarnią dla mojego ciała. Podeszłam bliżej niego, tak aby stanąć obok. Nie odwrócił się. Jego wzrok był tępo kierowany na wieżowce Nowego Jorku które było widać w oddali. Nie chciałam być ignorowana. Nie po to zgodziłam się tutaj przyjechać. Przeszłam pod jego ramieniem tak żeby stanąć naprzeciwko niego. Nasze oczy się spotkały a mnie przeszedł przyjemny dreszcz. Otwarłam usta dając mu znak żeby wpuścił do nich dym zaciągnięty przed momentem z papierosa. Ujął moje policzki w dłonie i zetknął nasze wargi. W moim brzuchu wybuchło stado motyli, nie chciałam przestawać. Jego usta były tak miękkie, tak idealnie pasujące do moich, czułam pewnego rodzaju emocje przekazywane w tym dziwnym pocałunku. Kiedy tylko odsunął twarz od mojej zobaczyłam jak w jego oczach pojawia się pewnego rodzaju ból. Nie potrafiłam rozszyfrować o co chodzi. Uśmiechnęłam się, to był jeden z nielicznych moich szczerych uśmiechów. Nigdy nie byłam jeszcze tak uczuciowa. Co ten chłopak ze mną robił? To pytanie nigdy nie ucieknie z mojej głowy. Jego wzrok, te jego karmelowe oczy potrafiły wzbudzić we mnie tyle emocji że nie potrafiłam tego udźwignąć. Cisza między nami była przeszywająca. Ale przestała już być niezręczna, teraz była tylko ciszą. Cisza którą wypełniały nasze oddechy. Usiedliśmy na parapecie, naprzeciwko siebie. Nasze czubki butów się stykały, czekałam aż zacznie mówić, chciałam usłyszeć jego głos, chciałam żeby coś powiedział, cokolwiek. Kiedy otworzył usta, moje ciało zamarło.
- Wiesz Sky,  nigdy nie pomyślałem że tak to się potoczy, nigdy nie pomyślałem że będziesz tu ze mną, w końcu miałem Ci obiecać że się w Tobie nie zakocham, czy nie tak? Śmieszne. Znam Cię tylko tydzień, a jakaś cząstka mnie nie może pozwolić Ci odejść, czemu tak jest? Czemu czuję w środku siebie że Cię tak cholernie potrzebuje? Nie znam Cię, jesteś dla mnie obcą osobą, kimś kogo normalnie miałbym w dupie, mogłabyś być jedną z tych ćpunek które bym po prostu przeleciał i zostawił gdzieś bez wyrzutów sumienia, ale z Tobą jest inaczej. Kiedy zobaczyłem Cię wtedy w parku, poczułem coś, nie wiem co to było, ale wiedziałem że muszę Cię lepiej poznać. Masz trudny charakter wiem. Ale proszę pozwól mi, pozwól mi poznać Ciebie. Pozwól mi zrozumieć czemu coś w głowie mówi mi że nie mogę Cię zostawić. Czemu tak cholernie się wk*rwiłem kiedy zobaczyłem Cię z tamtym kolesiem. Czemu zabrałem Cię tutaj i czemu teraz z Tobą rozmawiam. Bo naprawdę nie mogę tego ogarnąć.

Moje serce biło coraz szybciej, po tych słowach byłam kompletnie zmieszana, człowiek którego znam nie cały tydzień mówi do mnie tak szczerymi słowami że wypalają dziurę w moim brzuchu. Nie mogę go teraz zostawić, nie teraz kiedy mój mózg tak bardzo pragnie informacji o nim, a moje ciało jego dotyku.
- Justin posłuchaj, nie wiem co zrobiłam źle, nie wiem czemu teraz jesteśmy tu gdzie jesteśmy, nie znam Cię, jesteś dla mnie obcym chłopakiem, ale czuje to samo co Ty, czuję że nie mogę teraz odejść ponieważ jeśli to zrobię, jakaś cząstka mnie zostanie razem z Tobą. Nie umiem wytłumaczyć tego co mam w głowie, nie umiem tego ubrać w słowa. Trudno mi jest pojąć całą tą sytuacje, a co dopiero to co właśnie do mnie powiedziałeś.
- Nie mówiłem że będzie łatwo..
- Nikt tego nie powiedział, a mimo tego zgodziłam się wsiąść z tobą do samochodu i przyjechać tutaj. Dlaczego?
- Wiedziałaś że tego potrzebujesz.
- Czemu potrzebuję osoby której nie znam?!
- Bo widzisz że jestem taki sam jak Ty.

Nasz ton głosu lekko się podnosił, ale nie dawaliśmy unieść się emocją na tyle żeby powstała kolejna kłótnia.

- Nikt nie jest taki jak ja.
- A jednak. <widać było na jego twarzy złośliwy uśmiech>
- Czyżby? <podniosłam lekko brew, na co on popatrzył na mnie z ciekawością> 
- Sky jesteśmy bardziej podobni niż Ci się wydaje, uwierz mi, nie muszę znać Cię kilka lat żeby to zauważyć. Wystarczyło mi te kilka dni, a widzę że masz problem z prochami, problem z rodziną, stan nerwowy kiedy górują nad Tobą emocje i nie możesz ich powstrzymać chociaż bardzo chcesz, widzę że masz problemy psychiczne, zrozum że ja jestem taki sam.
- To co powiedziałeś wcale nie znaczy że mnie znasz..
- Nie znam. Masz racje k*rwa, nie znam Cię i nigdy bym nie chciał poznać gdyby nie to że intrygujesz mnie całą swoją osobą. Trudno mi jest nie myśleć o Tobie nawet przez ułamek sekundy.
- Odważne słowa.
- I prawdziwe.
- Tej pewności nie mam.
- I raczej nigdy nie będziesz mieć.


Chciałam się odezwać ale nie wiedziałam co mam powiedzieć, nie wiedziałam czy mam zaprzeczyć, czy przytaknąć, nie wiedziałam co tak naprawdę jest prawdą. Pokiwałam tylko głową i wchodząc spowrotem do środka pokoju położyłam się na łóżku. Musiałam iść spać. Nie chciałam wracać do domu. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Nawet nie wiedziałam jak mam stąd wrócić. Nie wiedziałam jak mam się zachowywać właśnie w tym momencie. Moje ciało opadło swobodnie na łózko. Gdy tylko moje powieki się zamknęły poczułam że ktoś przykrywa mnie kocem a potem kładzie się obok mnie zarzucając rękę na moją talie. Nie wiedziałam co mam zrobić, nawet jeśli chciałam odrzucić ten gest moje ciało mi na to nie pozwoliło. Chwyciłam dłoń Justina w swoje ręce i lekko pocałowałam. Wiedziałam tylko jedno, nie znając go miałam świadomość że chce go mieć na zawsze. 

środa, 7 maja 2014

VI. Feelings




Usiadłam na płytkach po turecku, oparłam się z tyłu na rękach i patrzyłam w niebo. Byłam rozbita? Tak to się mówi? Po prostu nie potrafiłam się pozbierać. Czemu widok kogoś na kim mi kompletnie nie zależy wzbudził we mnie aż taki smutek/złość? Czemu chłopak którego znam pół tygodnia tak na mnie działa? Czy ktoś mi to może w końcu wytłumaczyć? Nie mogę tego zrozumieć. Moje włosy powoli stawały się coraz bardziej mokre, a na twarzy pojawiały się krople. Padało co najmniej od 20 minut, w środku ludzie bawili się tak jak wcześniej, nikt nie zauważył że znikłam. Bo Może nikt Cię nie znał idiotko? Głos w mojej głowie wiedział jak poprawić mi humor. Nie wiedziałam czy płaczę, nie wiedziałam czy to łzy, czy krople deszczu spływają po moich policzkach. Nie wiedziałam kim jestem. Z pewnością siebie mogłam tak powiedzieć. Nie wiedziałam do cholery kim jestem. Nie była tą samą osobą co kilka dni temu i to wszystko przez poznanego chłopaka. Niech on się ode mnie odpierdoli, niech wyjdzie z mojej głowy bo dłużej tego nie wytrzymam. Rozpierdala mnie to od środka i nie jestem w stanie sobie tym poradzić. Za dużo już przeszłam żeby dokładać sobie nowe problemy psychiczne z samą sobą. Co ja sobie myślałam? On uważa mnie za zwykłą laskę z która może się wozić, to przecież on miał mi obiecać że nic do mnie nie poczuje, czemu to jest takie pojebane? On ma Cie w dupie. Wiem. Wiedziałam to bardzo dobrze a mimo tego wmawiałam sobie w głowie inne wersje tego wszystkiego, dopisywałam swoje historie i zakończenia. Czemu akurat mi się to musiało trafić? Czemu zawsze to ja muszę mieć to szczęście trafiać na popierodlonych ludzi? A może ludzie są normalni tylko Ty jesteś popierodlona? A zamknij się! Uciszałam głos w mojej głowie.
Jak na złość drzwi tarasowe za mną uchyliły się, wiedziałam kto przez nie wychodził. Bieber. Bez słowa usiadł obok mnie.chwila ciszy. Wiedziałam że pierwszy się odezwie.
- Co to kurwa było?!
- Mogłabym o to samo spytać Ciebie!
- Czemu mnie uderzyłaś? Czemu się tak zachowujesz?!
- Nie wiem okej?! Nie wiem czemu się tak zachowuje. Nie poznaję samej siebie. <kiedy to mówiłam wstałam, wstał razem ze mną.> Nie wiem co mam głowie, jedno wielkie gówno zrobione przez Ciebie, nie potrafię się pozbierać bo pojawiłeś się Ty. Za dużo myślę, za dużo się martwię, nie jestem sobą, przez Ciebie! *pchnęłam go palcem w klatkę piersiową*
- A co ja takiego k*wa zrobiłem?!
- Nic! I to jest najgorsze.
Chwila ciszy, widziałam że próbuje się uspokoić, ja też próbowałam, padało coraz bardziej, nasze ciała były mokre, tak samo jak twarze, nie podobało mi się to co się dzieje.
- Sky?
Spytał niepewnie. Przysunął się do mnie, jakby chciał odegrać rolę jakiegoś starszego brata, sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Żałosne. Próbował chwycić moją rękę ale ją odsunęłam. Czułam jego oddech niebezpiecznie blisko. 
- Co? *spytałam sucho*
- Możesz mi coś powiedzieć? *jego oczy spotkały się z moimi*
- Ale co? *wściekłość wzrastała*
- Zaczynasz coś do mnie czuć? Wiem że to ja miałam obiecać że się w Tobie nie zakocham, ale zachowujesz się jakby zaczynało ci na mnie zależeć, a tego nie chcę.
*Czy on mówił serio? Od początku miał nadzieje że coś do niego poczuje. Jak on może być takim skurwysynem?*
-Jestem po prostu naćpana, zrobiłam scenę o nic, bo nie wiedziałam co się dzieje, nie powtórzę tego więcej.
Chwila ciszy, moje myśli znowu postanowiły wyjść na wierzch, nie chciałam tego ale musiałam się wyładować.
- Powiedz mi po co w ogóle wtedy w parku zacząłeś ze mną rozmawiać? Po co w ogóle zwróciłeś na siebie moja uwagę?! Po co to wszystko?! Mogłeś mnie zlać, tak samo jak zlewasz inne laski i nie byłoby żadnego problemu, a teraz stoję tu cała morka i nawet nie wiem po co robię te swoje wywody jak ty i tak masz to w dupie. *krzyczałam, a moje ręce unosiły się i opadały gestykulując* Jesteś skończonym skurwysynem Bieber. Jesteś po prostu nikim wiesz? A najbardziej dobija mnie myśl że ja jestem taka sama jak Ty i nic nie mogę z tym zrobić. Wiem ze znamy się kilka dni, wiem ze jeszcze kilka dni i dasz mi spokój, czekam na to! Ale jak pomyślę ze nigdy więcej już nie zobaczę twojej mordy to mi źle. Nie znałam wcześniej tego uczucia, nigdy nie chciałam go znać! <zobaczyłam jak chwyta moje nadgarstki>
- Też nie chciałem.
A więc czuje to samo co ja? Czuje się tak samo? To niemożliwe. 
Nie odpowiedziałam, nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Odwróciłam się i zaczęłam biec. Nie wiem dokąd biegłam, ale nie mogłam już dłużej patrzeć na jego twarz, na jego karmelowe oczy, po prostu nie mogłam, nie potrafiłam. To co działo się teraz w mojej głowie było nie do opisania. Biegłam, czułam jak uciekam od wszystkich myśli związanych z nim, czułam jak staje się lekka. Ale to może przez narkotyki? Pogubiłam się w swoich uczuciach! Od kiedy Ty je masz? Stel od kiedy Ty je kurwa masz?!

Dobiegłam do stacji metra, jak się okazało była niedaleko od tamtego domu, rozglądałam się nie dając odpocząć moim pucom, biegałam od jednej ławki do drugiej, kilka ludzi już dawno zorientowało się że coś brałam, ale nie obchodziło mnie to teraz. Szukałam znajomych twarzy, potrzebowałam teraz kogoś, a może chciałam być sama? Nie wiem już. W rogu, za filarem zobaczyłam znajomą twarz. Eddy. Skąd on się tu wziął? Nigdy nie bywał na stacji metra. Zawsze tylko dworzec. Nie miałam czasu żeby o tym myśleć. Gdy tylko mnie zauważył podszedł do mnie, miał zaniepokojony wzrok widząc mnie w takim stanie. Już nie raz przy nim ćpałam, ale nigdy nie miałam w tym stanie przypływu emocji, podobno ten stan jest najgorszy, kiedy dajesz zawałdnąć emocjami nas sobą, nad całym swoim umysłem i ciałem. 
- Sky? Co się stało?! Czemu wyglądasz jakbyś właśnie kogoś zabiła? Albo jakby ktoś próbował zabić Ciebie?
- Proszę Cię nie każ mi o tym mówić Eddy.
Jego wzrok był pełny przerażenia, naprawdę myślał że mogłabym kogoś zabić? Albo ze dałabym sobie grozić? Jak widać nie znał mnie tak dobrze jak mi się wydawało. Nie spodziewając się swoich ruchów, przytuliłam go mocno. Nie chciałam nic mówić. Nie chciałam się odzywać. W takich chwilach cieszyłam się że Go mam. On nie dociekał, nie pytał, wiedział że jeśli nie chce to nie powiem, odpuścił. Usiedliśmy na ławce, położyłam swoje nogi na jego kolanach, nie pozwalając by puścił mnie z uścisku. Wtuliłam twarz w zgięcie jego szyli, czułam jak jego rękę przesuwa się synchronicznie po mojej głowie żeby mnie uspokoić/pocieszyć. Wiedziałam że czuje on na sobie mój nierówny oddech. Wiedział że coś było cholernie u mnie nie tak, ale nie pytał, widział że tego nie chce wiec nie pytał. Kiedy lekko uniosłam głowę zobaczyłam jak Bieber idzie w naszą stronę, biegł za mną? A może po prostu wiedział gdzie pobiegnę? Jakiś kurwa szósty zmysł? Szedł w nasza stronę, widać było że po tym jak uciekłam jeszcze coś ćpał, nie mogłam odczytać z wyrazu jego twarzy czy był smutny czy wkurwiony. Podszedł do Nas i chwycił mnie za ramię, tak że przeszył mnie ból. Wstałam . Nie bałam się Go. Nie byłam typem dziewczyny która się boi kiedy widzi niebezpiecznych mężczyzn. Bez przesady. Żyjąc w ciągłym strachu byłam przyzwyczajona.
- Idziesz ze mną.. *powiedział stanowczo, jego oczy były wypełnione gniewem, a jego oddech nierówny tak samo jak mój*
Widziałam jak Eddy wstaje, to nie zwiastowało niczego dobrego.
- Ona nigdzie z Tobą nie idzie kolego.
- Może niech ona sama zdecyduje? Jest moja na dzisiejszą noc, powinna Ci to potwierdzić. *spojrzał w moją stronę ze złośliwym uśmiechem*
- Ona nie jest dziwką żebyś mógł ją na noce mieć, spierdalaj stąd bo serio nie chce mi się patrzeć na twoją mordę! To przez ciebie ona jest teraz w takim stanie. Nie wiem kim jesteś i co z nią zrobiłeś, ale uwierz mi że nie zrobiłeś niczego dobrego.
- Słuchaj popatrz na siebie a na mnie, złamałbym Cię wpół, więc jeśli jutro chcesz chodzić normalnie to mi ją oddaj. Nie obchodzą mnie jej uczucia w tym momencie, chce z nią pogadać i ona też tego chce. *spojrzał na mnie znacząco, jego brązowe tęczówki przeszyły mnie na wylot, wiedziałam że muszę z nim pójść, że chcę z nim pójść*
Eddy już podnosił głos kiedy go odsunęłam. Powiedziałam mu, że idę z Nim bo muszę z Nim porozmawiać, gdybym opowiedziała o naszym głupim układzie Eddy by nie zrozumiał. Pocałowałam go delikatnie na pożegnanie i mocno przytuliłam, obiecałam że jeszcze się spotkamy. Odwróciłam się  i bez słowa przeszłam obok Biebera kierując się do wyjścia. Chwycił mnie za rękę i poszedł ze mną. Gdy byliśmy na świeżym powietrzu zaczął mówić.
- Kto to kurwa był?!
- A co Cie to obchodzi?!
- Nieważne.
- Też tak myśle.
- Możesz mi powiedzieć w co ty pogrywasz?
- Co?! Teraz to ja pogrywam? Chyba zapomniałeś że oboje jesteśmy w grze. Nie wiem kim jesteś, nie wiem co robisz, ale miałam wytrzymać z Tobą tydzień więc proszę bardzo!
- Sky posłuchaj! *chwycił moje ramie gdy próbowałam odwrócić się do Niego plecami* Wiesz kim jestem, wiesz że znasz mnie o wiele bardziej niż ci się wydaje. Nie chcę żeby to był tylko tydzień. Chce więcej tygodni i wiem ze Ty też tego chcesz! Wiem że nie potrafisz wytrzymać beze mnie tak samo jak ja bez Ciebie! Gdy zostałem sam na tamtym balkonie uświadomiłem sobie że Cię potrzebuje, czemu jakiś głos w głowie cały czas miesza mi Tobą?! Czemu potrzebuje laski którą znam 4 dni?! Czemu działasz na mnie tak cholernie mocno że nie potrafię przy Tobie stłumić jakich kolwiek moich uczuć?!
- O widzę że nie jestem sama. <posłałam mu złośliwy uśmiech>
- Czemu to robisz?
- Co?
- Próbujesz mnie odtrącić i udawać że jest inaczej, boisz się przyznać że coś do mnie poczułaś, czemu tak bardzo się tego boisz?
- Nie boje się, tylko ja tego nie chce do kurwy! Nie chcę Ciebie w moim i tak już pojebanym życiu,  tylko bardziej mi mieszasz i powoli sama nie wiem kim jestem!
- Takie są uczucia królewno!
- A od kiedy Ty je masz?!
- Od kiedy zobaczyłem Ciebie w parku, od kiedy wyczułem jaki masz trudny charakter i wiedziałem że inaczej Cię nie zdobędę niż podstępem, robiłem wszystko żeby z Tobą przebywać bo czułem taką potrzebę okej? *poczułam jego ręce na moich policzkach, jego oczy wpatrywały się w moje, nie mogłam opisać tego uczucia, czemu on tak na mnie działał?!*
- Ale po co Ci ja? Czemu taki wielki gangster Bieber potrzebuje ćpunki która nie umie się ogarnąć?
- Justin.
- Co?
- To moje imię.
-  A więc Justin znasz mnie tylko kilka dni, nie wiesz nic o mnie oprócz tego że jestem ćpunką, mieszkającą z matką która płacze co noc z powodu stoczenia się jej córki. Nie znasz mnie a mówisz że mnie potrzebujesz?!
- Ja jestem ćpunem który zawiódł swoich rodziców, ale też wciąż z Nimi mieszka, jestem chłopakiem który ma w chuj problemów i teraz jeszcze jeden.
- Mnie. No właśnie.
- No właśnie, nie znam Cię a nie mogę bez Ciebie wytrzymać do k*rwy nędzy..czy to nie jest pojebane?
*widziałam jak przeczesuje rękami swoje włosy, kiedy to robił wyglądał seksownie..nie powinnam tak myśleć w tej chwili?*
- Jest. *zaśmiałam się tym razem szczerze*
- Dasz mi jakąś szansę dni żeby udowodnić Ci że Cię potrzebuje?
- Nie będę się bawić w związki, nie ufam Ci. Nie ufam już nawet samej sobie. Jesteś dla mnie obcym człowiekiem.
- Daj mi szansę to postaram się to zmienić.
- Możesz próbować.