Wsiedliśmy do jego
samochodu, popatrzyłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie jadę, nigdy mnie nie
zabierał nigdzie indziej niż na imprezy, a nawet tam nie raz musiałam sama dojechać
dostając do ręki tylko głupią kartkę z adresem. Droga o tej godzinie była
prawie pusta, od czasu do czasu minął nas jakiś mały samochód. Ludzie albo
spali, albo byli na nocnej zmianie. Zauważyłam że wjeżdżamy na dzielnice
nazywaną potocznie Broklyn. Nie lubiłam tu być, mimo że byłam przyzwyczajona do
bójek i podejrzanych typków, tu było tego zdecydowanie za dużo i wyglądało to zdecydowanie
gorzej. Zatrzymał samochód niedaleko wysokiego budynku. Wysiadłam pewnie ale czułam
na swojej skórze przechodzące ciarki. Zanim się oglądnęłam poczułam jak Justin
przysuwa mnie do swojego ramienia, było to dla mnie nieco dziwne ale nie
stawiałam oporu ponieważ czułam się bezpieczna. Czemu w jego ramionach czułam się jakby nic nie mogło się stać? Jakbym była zamknięta w bańce która uchroni mnie przed wszystkim, przed całym złem tego świata? Będąc tak blisko niego mogłam
poczuć jak oddycha, poczuć jak jego mięśnie się napinają i rozluźniają w bezwładzie. Wiedziałam że był pewny siebie. Nie czułam zdenerwowania tylko tą cholerną pewność siebie. Ugięłam się. wygrał. Zgodziłam się na jego warunki, nie na moje. Mój "silny" charakter powoli zaczynał się rozpadać.
Weszliśmy to wcześniej wspomnianego kilku-piętrowca. Szliśmy po schodach aż do 7 piętra, otworzył drzwi do jednego z mieszkań i pokazał na wieszak bym powiesiła bluzę. Serio nie zauważył że ma na sobie jego ubranie? A może zauważył tylko nie chciał nic mówić? Zrobiłam to o co mnie poprosił, znowu spotkałam się z jego wzrokiem, boże w ciemności jego oczy były jeszcze piękniejsze, przez lekkie światło uciekające z okna widniała w nich iskierka karmelu a reszta była całkiem czarna. Mogłabym się gapić w nie do końca życia gdyby ktoś mi na to pozwolił, przysięgam. Chwycił moją rękę i zaprowadził mnie do swojego pokoju, jeśli to był w ogóle jego pokój a to jego mieszkanie, bo moje domysły były naprawdę różne. Bałam się tej nocy, niewyobrażalnie się bałam. Nie tego co Justin może zrobić, ale tego co będzie dalej, tej niezręcznej ciszy, tego napięcia między Nami. To wszystko potoczyło się zbyt szybko. Znamy się tydzień a on już twierdzi że mu na mnie zależy. Przecież to jest absurd. Nigdy nie zaufałabym człowiekowi znając go tak krótko, a tym bardziej nigdy nic bym do niego nie poczuła. Kiedyś nie myślałam o uczuciach, najważniejszym było jakoś przetrwać. W przypadku Justina było inaczej, to było coś czego zupełnie nie rozumiałam. Niby jego osoba była mi obojętna, jednak nie mogłabym tak po prostu odejść wiedząc że już Go nigdy nie zobaczę. Było coś w Nim co mówiło mi że muszę go lepiej poznać, że nie mogę go teraz zostawić, było coś co mnie intrygowało, każde jego słowo wypowiadane z taką desperacją, jakby miał mnie stracić na zawsze, jakby miał stracić na zawszę osobę która trzyma go przy życiu chociaż tak naprawdę nawet mnie nie zna. Nic o mnie nie wie, tak samo jak ja o Nim. Było kilka zbliżeń, ale oboje byliśmy wtedy naćpani, nie wiedzieliśmy co robimy, nikt nie brał tego na poważnie, przynajmniej tak mi się wydawało. Mój mózg i moje serce wariowały, jakby sprzeczały się o to czego ja tak naprawdę chcę, czego potrzebuje.
Weszliśmy to wcześniej wspomnianego kilku-piętrowca. Szliśmy po schodach aż do 7 piętra, otworzył drzwi do jednego z mieszkań i pokazał na wieszak bym powiesiła bluzę. Serio nie zauważył że ma na sobie jego ubranie? A może zauważył tylko nie chciał nic mówić? Zrobiłam to o co mnie poprosił, znowu spotkałam się z jego wzrokiem, boże w ciemności jego oczy były jeszcze piękniejsze, przez lekkie światło uciekające z okna widniała w nich iskierka karmelu a reszta była całkiem czarna. Mogłabym się gapić w nie do końca życia gdyby ktoś mi na to pozwolił, przysięgam. Chwycił moją rękę i zaprowadził mnie do swojego pokoju, jeśli to był w ogóle jego pokój a to jego mieszkanie, bo moje domysły były naprawdę różne. Bałam się tej nocy, niewyobrażalnie się bałam. Nie tego co Justin może zrobić, ale tego co będzie dalej, tej niezręcznej ciszy, tego napięcia między Nami. To wszystko potoczyło się zbyt szybko. Znamy się tydzień a on już twierdzi że mu na mnie zależy. Przecież to jest absurd. Nigdy nie zaufałabym człowiekowi znając go tak krótko, a tym bardziej nigdy nic bym do niego nie poczuła. Kiedyś nie myślałam o uczuciach, najważniejszym było jakoś przetrwać. W przypadku Justina było inaczej, to było coś czego zupełnie nie rozumiałam. Niby jego osoba była mi obojętna, jednak nie mogłabym tak po prostu odejść wiedząc że już Go nigdy nie zobaczę. Było coś w Nim co mówiło mi że muszę go lepiej poznać, że nie mogę go teraz zostawić, było coś co mnie intrygowało, każde jego słowo wypowiadane z taką desperacją, jakby miał mnie stracić na zawsze, jakby miał stracić na zawszę osobę która trzyma go przy życiu chociaż tak naprawdę nawet mnie nie zna. Nic o mnie nie wie, tak samo jak ja o Nim. Było kilka zbliżeń, ale oboje byliśmy wtedy naćpani, nie wiedzieliśmy co robimy, nikt nie brał tego na poważnie, przynajmniej tak mi się wydawało. Mój mózg i moje serce wariowały, jakby sprzeczały się o to czego ja tak naprawdę chcę, czego potrzebuje.
Muzyka: Say Something
Siedziałam na skraju łóżka, moje myśli kłębiły się
coraz bardziej w mojej głowie, ręce zaczęły się lekko pocić, musiałam się jakoś
odstresować. Zauważyłam jak Justin odpala papierosa przy swoim oknie, był
środek listopada, więc na dworze wieczorami naprawdę wiało, jednak jemu to
nie przeszkadzało. Widziałam jak dym wolno wydobywa się z jego ust i wydostaje się za okno wielkimi kłębami
dymu. Musiałam coś zrobić. Cisza stawała się męczarnią dla mnie. Męczarnią dla
mojego ciała. Podeszłam bliżej niego, tak aby stanąć obok. Nie odwrócił się.
Jego wzrok był tępo kierowany na wieżowce Nowego Jorku które było widać w oddali. Nie chciałam
być ignorowana. Nie po to zgodziłam się tutaj przyjechać. Przeszłam pod jego
ramieniem tak żeby stanąć naprzeciwko niego. Nasze oczy się spotkały a mnie przeszedł
przyjemny dreszcz. Otwarłam usta dając mu znak żeby wpuścił do nich dym
zaciągnięty przed momentem z papierosa. Ujął moje policzki w dłonie i zetknął
nasze wargi. W moim brzuchu wybuchło stado motyli, nie chciałam przestawać.
Jego usta były tak miękkie, tak idealnie pasujące do moich, czułam pewnego
rodzaju emocje przekazywane w tym dziwnym pocałunku. Kiedy tylko odsunął twarz
od mojej zobaczyłam jak w jego oczach pojawia się pewnego rodzaju ból. Nie
potrafiłam rozszyfrować o co chodzi. Uśmiechnęłam się, to był jeden z
nielicznych moich szczerych uśmiechów. Nigdy nie byłam jeszcze tak uczuciowa. Co ten chłopak ze mną robił? To pytanie nigdy nie ucieknie z mojej głowy. Jego wzrok, te jego karmelowe oczy potrafiły
wzbudzić we mnie tyle emocji że nie potrafiłam tego udźwignąć. Cisza między nami była przeszywająca.
Ale przestała już być niezręczna, teraz była tylko ciszą. Cisza którą
wypełniały nasze oddechy. Usiedliśmy na parapecie, naprzeciwko siebie. Nasze czubki butów się stykały,
czekałam aż zacznie mówić, chciałam usłyszeć jego głos, chciałam żeby coś
powiedział, cokolwiek. Kiedy otworzył usta, moje ciało zamarło.
- Wiesz Sky, nigdy nie pomyślałem że tak to się potoczy,
nigdy nie pomyślałem że będziesz tu ze mną, w końcu miałem Ci obiecać że się w Tobie nie zakocham, czy nie tak? Śmieszne. Znam Cię tylko tydzień, a jakaś cząstka mnie nie może pozwolić Ci odejść, czemu tak jest? Czemu czuję w środku siebie że Cię
tak cholernie potrzebuje? Nie znam Cię, jesteś dla mnie obcą osobą, kimś kogo
normalnie miałbym w dupie, mogłabyś być jedną z tych ćpunek które bym po prostu
przeleciał i zostawił gdzieś bez wyrzutów sumienia, ale z Tobą jest inaczej. Kiedy zobaczyłem Cię wtedy w parku,
poczułem coś, nie wiem co to było, ale wiedziałem że muszę Cię lepiej poznać.
Masz trudny charakter wiem. Ale proszę pozwól mi, pozwól mi poznać Ciebie. Pozwól mi zrozumieć
czemu coś w głowie mówi mi że nie mogę Cię zostawić. Czemu tak cholernie się wk*rwiłem
kiedy zobaczyłem Cię z tamtym kolesiem. Czemu zabrałem Cię tutaj i czemu teraz
z Tobą rozmawiam. Bo naprawdę nie mogę tego ogarnąć.
Moje serce biło
coraz szybciej, po tych słowach byłam kompletnie zmieszana, człowiek którego
znam nie cały tydzień mówi do mnie tak szczerymi słowami że wypalają dziurę w moim
brzuchu. Nie mogę go teraz zostawić, nie teraz kiedy mój mózg tak bardzo
pragnie informacji o nim, a moje ciało jego dotyku.
- Justin posłuchaj,
nie wiem co zrobiłam źle, nie wiem czemu teraz jesteśmy tu gdzie jesteśmy, nie
znam Cię, jesteś dla mnie obcym chłopakiem, ale czuje to samo co Ty, czuję że
nie mogę teraz odejść ponieważ jeśli to zrobię, jakaś cząstka mnie zostanie
razem z Tobą. Nie umiem wytłumaczyć tego co mam w głowie, nie umiem tego ubrać
w słowa. Trudno mi jest pojąć całą tą sytuacje, a co dopiero to co właśnie do
mnie powiedziałeś.
- Nie mówiłem że
będzie łatwo..
- Nikt tego nie
powiedział, a mimo tego zgodziłam się wsiąść z tobą do samochodu i przyjechać tutaj.
Dlaczego?
- Wiedziałaś że
tego potrzebujesz.
- Czemu potrzebuję
osoby której nie znam?!
- Bo widzisz że
jestem taki sam jak Ty.
Nasz ton głosu
lekko się podnosił, ale nie dawaliśmy unieść się emocją na tyle żeby powstała
kolejna kłótnia.
- Nikt nie jest
taki jak ja.
- A jednak. <widać
było na jego twarzy złośliwy uśmiech>
- Czyżby? <podniosłam
lekko brew, na co on popatrzył na mnie z ciekawością>
- Sky jesteśmy
bardziej podobni niż Ci się wydaje, uwierz mi, nie muszę znać Cię kilka lat
żeby to zauważyć. Wystarczyło mi te kilka dni, a widzę że masz problem z prochami,
problem z rodziną, stan nerwowy kiedy górują nad Tobą emocje i nie możesz ich
powstrzymać chociaż bardzo chcesz, widzę że masz problemy psychiczne, zrozum że
ja jestem taki sam.
- To co
powiedziałeś wcale nie znaczy że mnie znasz..
- Nie znam. Masz
racje k*rwa, nie znam Cię i nigdy bym nie chciał poznać gdyby nie to że
intrygujesz mnie całą swoją osobą. Trudno mi jest nie myśleć o Tobie nawet przez
ułamek sekundy.
- Odważne słowa.
- I prawdziwe.
- Tej pewności nie mam.
- I raczej nigdy nie będziesz mieć.
Chciałam się
odezwać ale nie wiedziałam co mam powiedzieć, nie wiedziałam czy mam
zaprzeczyć, czy przytaknąć, nie wiedziałam co tak naprawdę jest prawdą.
Pokiwałam tylko głową i wchodząc spowrotem do środka pokoju położyłam się na
łóżku. Musiałam iść spać. Nie chciałam wracać do domu. Za dużo wrażeń jak na
jeden dzień. Nawet nie wiedziałam jak mam stąd wrócić. Nie wiedziałam jak mam się zachowywać właśnie w tym momencie. Moje ciało opadło swobodnie na łózko. Gdy tylko moje powieki się zamknęły poczułam że ktoś przykrywa
mnie kocem a potem kładzie się obok mnie zarzucając rękę na moją talie. Nie
wiedziałam co mam zrobić, nawet jeśli chciałam odrzucić ten gest moje ciało mi
na to nie pozwoliło. Chwyciłam dłoń Justina w swoje ręce i lekko pocałowałam.
Wiedziałam tylko jedno, nie znając go miałam świadomość że chce go mieć na
zawsze.