niedziela, 6 kwietnia 2014

V. I Don't Need You



Wstałam nad ranem, nie wiedziałam co się działo. Wokół mnie nie było prawie żadnej żywej duszy, reszta ludzi spała i nie wyrażała najmniejszej chęci do zebrania się i opuszczenia tej meliny. Podniosłam się z łózka i zauważyłam nie swoje okrycie na sobie. Pachniało Bieberem. Widział mnie, ale dlaczego postanowił mnie tu zostawić? Może dlatego że mu na Tobie nie zależy idiotko i zna Cię dwa dni? Nienawidziłam tego głosu w mojej głowie. Ubrałam na siebie bluzę, wstałam i p odeszłam do pierwszego lepszego kolesia. Wyciągnęłam mu pudełko fajek z ręki, odpaliłam jednego szluga i wyszłam. Nie wiedziałam gdzie mam iść, nie chciałam wracać do domu. Wiedziałam że zobaczę tam moją mamę która płakała przez pół nocy bo nie wiedziała gdzie jestem, a potem obmyślała jak skutecznie na mnie nawrzeszczeć. Zero chęci do tego miejsca.
Grzebiąc w kieszeni znalazłam kilka drobniaków, niedaleko zauważyłam stację benzynową, więc stwierdziłam że mogę to obstawić na automatach. Może akurat mi się poszczęści. Miejscowi znali mnie już bardzo dobrze, żaden nie odważyłby się mi czegoś zrobić, bo byłam „swoim” na tamtym terenie. Traktowali mnie raczej jak młodszą siostrę, której nie można tykać, a wręcz przeciwnie - trzeba chronić. Wrzuciłam piątaka do maszyny i pociągnęłam za drążek. Po chwili śmiałam się sama do siebie bo wygrałam całą stóweczkę, pierwszy raz od jakiegoś czasu mi się poszczęściło. Po takiej nocy to było naprawdę coś z czego mogłabym się cieszyć. A więc nie narzekałam, wzięłam to co moje i pojechałam na dworzec. Oczami szukałam Eddiego, wiedziała że bardzo często tu przebywa ponieważ handluje prochami. Lubił zarabiać w ten sposób, sam prawie w ogóle nie ćpał, chyba że zdarzyła się jakaś impreza, ale działkę potrafił opchnąć każdemu. Nigdzie go nie widziałam, a nogi bolały mnie niemiłosiernie, usiadłam na ławce mając nadzieję że trochę odpocznę. Nagle poczułam czyjeś ręce na moich oczach.
- Zgadnij kto to!
- Wiem że to Ty Eddie. *uśmiechnęłam się sama do siebie*
- Jaaa tęskniłem za tym uśmiechem! Jak ta u Ciebie Mała?
- Wiesz, że dawno mi już nikt tak nie powiedział? 
- Wiadomo, tylko ja mogę tak mówić! *usiadł koło mnie, nie przestając się uśmiechać*
- Cieszę się że Cię widzę Eddy. *przytuliłam go i pocałowałam w policzek* Dalej handlujesz?
- Handluje, w sumie lubię to, kasa jest, towar jest, nic mi nie brakuje do szczęścia. No może oprócz Ciebie. *widziałam jak robi minę smutnego szczeniaczka*
- Też mi Ciebie brakowało ostatnimi miesiącami, tak naprawdę jesteś jedyną osoba która mnie rozumie.
- I zawsze zastanawiałem się dlaczego?
- Cóż, może dlatego że znamy się na wylot, jesteś moim najlepszym przyjacielem, wiem ze będąc dziewczyną powinnam zadawać się z laskami, ale wiesz jak bardzo ich nienawidzę, laski tutaj są tępe i puste, no może z wyjątkiem kilku których jeszcze nie znam.
- No właśnie! Nie skreślaj wszystkich od razu, może jakaś idealna psiapsiółka się trafi. *puścił mi oczko i lekko stuknął moje ramię*
- Tak może kiedyś! Ale jak na razie wystarczysz mi Ty, chociaż nie wiem czy Cię jeszcze mam, praktycznie Cię nie widuję. 
- Zawsze mnie masz, wiesz że zawsze Ci pomogę, wyciągałem Cię już z wielu dołków i jeśli będzie trzeba, jeszcze z nie jednego wyciągnę!
- Kocham Cię Eddy. 
- Ja Ciebie też Sky, pamiętaj o tym. *poczułam jak całuje moją głowę i przyciska mocno do siebie*

Mogłabym tak trwać wiecznie. Tak naprawdę tylko Eddy widział we mnie dobrą osobę. Osobę którą zawsze chciałam być, ale nigdy nie potrafiłam. Tylko on wiedział, że gdzieś tam we mnie są jakieś uczucia, ale jestem świetną aktorką w ukrywaniu ich, dlatego powiedzenie komuś "kocham Cię" było dla mnie nie-lada wyczynem. Kiedy uścisk się rozluźnił, widziałam w jego oczach radość. Cieszył się na to spotkanie tak samo jak ja. Uwielbialiśmy spędzać ze sobą czas. Zastępował mi rodzinę. Traktowałam go jak starszego brata. Co prawda miałam swojego. Tak wiem, wcześniej o tym nie wspominałam, ale był i jest nadal. Wyjechał na rok do Kanady, żeby odpocząć od tego co się tu działo. Nigdy nie zwracał na mnie większej uwagi, dlatego też, prawie o nim nie pamiętałam. Ale Eddy, troszczył się o mnie jak nikt inny, nawet wtedy kiedy byłam prawdziwą suką i miałam go głęboko w dupie on wiedział że musi przy mnie być bo właśnie w takich momentach potrzebowałam go najbardziej, w momentach kiedy twierdziłam że "nikogo nie potrzebuje".  
- A teraz opowiesz mi co tam się u Ciebie dzieje? *popatrzył na mnie wzrokiem "wiem że coś ciekawego wydarzyło się w twoim życiu*

Nie chciałam mówić mu o głupim układzie z chłopakiem którego znam niecałe trzy dni, licząc spotkanie w parku. Nie chciałam opowiadać o tym jaka jestem głupia i o tym że nie chciałam się zgadzać ale to było silniejsze ode mnie, bo ten chłopak w pewien sposób umie przejrzeć mnie na wylot. Nie chciałam rozmawiać o tym co czuje w środku w obecnej chwili bo sama nie umiałam tego określić. Jednocześnie chciałam siedzieć tu z Eddym i iść szukać tego chłopaka. Wiem że jestem nienormalna i zachowuję się jak chora psychicznie, ale Bieber miał coś w sobie czego nie dało się opisać. Coś przez co chciałam spędzić z nim więcej czasu, chciałam go poznawać, chciałam czuć jego dotyk na sobie, czułam że jest mi potrzebny, pierwszy raz towarzyszyło mi takie uczucie. 
- Nie dzieje się nic ciekawego. Plątam się bez celu tu i tam, czasem odwiedzę szkołę, imprezy, nowi znajomi, oczekiwanie na powrót ojca co raczej jest nierealną rzeczą, taka tam codzienność. *sztuczny uśmiech podniósł moje kąciki ust ku górze*

Mówiąc to wstałam i poprawiłam kucyk, który zrobiłam wychodząc z "klubu". Dałam do zrozumienia Eddy'emu że muszę już wracać. Przytulił mnie mocno i dał lekkiego buziaka, odwzajemniłam pocałunek, wzięłam dwie tabletki z jego kieszeni i poszłam do metra. Siedząc wśród tych wszystkich ludzi, znowu pojawiały mi się w głowie setki myśli. Czy to jest możliwe żeby po trzech dniach tak toksycznej znajomości pojawiały się jakieś uczucia do drugiej osoby? Czy to nie jest absurdalne i śmieszne? Nie potrafiłam się ogarnąć. Wiedziałam że jeśli zobaczę go dzisiejszego wieczoru, będę miała ochotę wypomnieć mu czemu mnie zostawił wczorajszej nocy, czemu działa na mnie jak narkotyk, jego dotyk, kiedy trzymał mnie w talii, kiedy czułam jego oddech na karku, pragnęłam tego więcej i więcej. Chłopak który był mi zupełnie obcy, stawał się priorytetem w moim życiu? Głowa mnie bolała od tego natłoku myśli. Nie umiałam ich poukładać tak by wszystko było okej jak dawniej. Czemu tak bardzo namieszał mi w głowie? Czemu musiałam go spotkać? Nie rozumiałam tego. Wielu rzeczy nie rozumiałam, ale to było całkiem niepojęte! Chociaż na chwilę muszę dać sobie z tym spokój.

Kiedy wysiadłam z metra, przyjemny wiatr powitał moją twarz. Zasunęłam na sobie czarną bluzę z kapturem i kierowałam się w stronę domu. Postanowiłam że porozmawiam z mamą. Że tym razem wytłumaczę jej gdzie byłam. Mimo wszystko, mimo tego ile razy mówiłam że jej nienawidzę tak naprawdę dalej ją kochałam, tylko nie potrafiłam się do tego przyznać. Może po tym wszystkim co z nią przeszłam było mi wstyd. Było mi po prostu wstyd. Za to co jej powiedziałam. Za to jak ją wyzywałam. Wypominałam wszystkie złe rzeczy które zrobiła. Sama nie byłam lepsza. Mam dopiero 17 lat, a jestem skończoną ćpunką, która nie wytrzyma dnia bez fajki. Nie takiej córki by chciała. Jej była potrzebna córka która byłaby dla niej wsparciem. Ona sama ledwo dawała sobie radę, praca, dom, a ja jej to wszystko utrudniałam. Wiedziałam ze jest bezradna mimo tego nic we mnie nie tknęło. Robię te wszystkie rzeczy dalej i nie zamierzam przestać. Ale może kilka słów zamienionych z nią normalnie a nie w krzyku, da jej iskrę nadziei. Może będę mogła stworzyć dla niej nieistniejące przekonanie że kiedyś będę lepsza. W końcu każdy ma cięższe chwile prawda? Szkoda tylko, że u mnie, trwają one już dwa lata.

Szłam powoli w stronę mojego domu, rozmyślając to o jednym to o drugim. Nie wiedziałam sama co mam robić, to wszystko było zbyt skomplikowane, ale kiedy to zdążyło się tak skomplikować? Po chłodniejszym powietrzu mogłam się zorientować że było już około 16:00. Miałam tylko 3 godziny do następnego spotkania. Co się stanie tym razem? Jakie niespodzianki czekają mnie dzisiaj? 
Gdy byłam już prawie na miejscu zobaczyłam na drzwiach przyklejoną kartkę, oderwałam ją od drzwi i przeczytałam kilka słów nabazgranych na jej wierzchu "Baxton Street 24, będę tam czekał księżniczko". Ja pierdole. Ja nie wiem skąd on bierze te przydomki i teksty na podryw ale są one najgłupsze na świecie. Nie oszukuj się idiotko, działają na Ciebie. Czemu ten cholerny głos w mojej głowie nie mógł mi dac spokoju?! Już miałam dość namieszane. Zgięłam kartkę i wsadziłam do kieszeni. Kiedy otworzyłam drzwi od razu stanęła przede mną mama, widziałam że znowu płakała, widziałam że nie spała przez noc, widziałam że nawet nie wie co powiedzieć.
- Mamo nie musisz nic mówić, jeśli masz mówić to samo co zawsze, odpuść sobie.
- Sky ja już nie wiem co mam Ci powiedzieć. *opadła na krzesło z bezradności* Codziennie się o Ciebie martwię, dopuszczam do siebie najgorsze myśli, znam błędy twojego ojca i wiem ze lubią odbijać się na jego bliskich. Nie chcę kiedyś dowiedzieć się że znaleźli Cię w jakiejś melinie bo zostałaś zamordowana przez tajemniczych kolesi. Trudno jest mi się pogodzić z tym kim sie stałaś, ale jeszcze trudniej jest mi się pogodzić z tym że nie wiem gdzie jesteś każdej nocy i każdego dnia.
- Mamo.. *nie wiedziałam co odpowiedzieć, nie pierwszy raz mówiła mi to wszystko, nie pierwszy raz przeprowadzałyśmy taka rozmowę, mimo tego poczułam gulę w gardle* 
- Nic już nie mów, wiem że usłyszę od Ciebie te same słowa, że masz swoje życie, że mam się nie wtrącać, ale powiedz mi jedno jak matka może się nie wtrącać? Zostałaś mi tylko Ty, a nawet Ciebie już tracę.
- Nigdy mnie nie stracisz obiecuje. *przytuliłam ją mocno do siebie, czułam wilgoć na moim ramieniu, ona nigdy nie umiała powstrzymywać uczuć*

Trwałyśmy w tym uścisku dobre kilka minut. Dawno nie miałam takiego momentu zbliżenia z mamą. Nie trwało długo, ale w moim przypadku trwało całą wieczność. Nienawidziłam okazywania uczuć, odpychało mnie to, wiedziałam że jeśli ktoś się dowie co do niego czujemy, będzie próbował to potem wykorzystać, szantaż, manipulacja, to wszystko wchodzi w grę pod warunkiem że znasz uczucia drugiej osoby wobec siebie. Nie mogłam być tym słabszym ogniwem, nie teraz. 
Ściągnęłam wszystkie swoje ubrania i rzuciłam na kupkę obok drzwi. Weszłam pod prysznic i pozwoliłam żeby gorąca woda rozluźniła mi mięśnie. Kochałam uczucie spływającej wody po ciele. Można było naprawdę się odprężyć. Wszystkie myśli uciekały daleko, liczyło się tylko to piękne uczucie. Stałam pod natryskiem dobre 30 minut. Kiedy wyszłam, spojrzałam na zegarek, dochodziła 18:00. Nikt dzisiaj nie przyjeżdża więc mogę się spóźnić na - jak podejrzewam - imprezę. Ubrałam szybko jakieś jasne jeansy, czarną koszulkę i na to bluzę Biebera. Pachniała tak cholernie dobrze. Stwierdziłam że jeśli ją zostawił, to może nie jest mu już potrzebna. Mi się podoba, więc tak czy tak już jej nie oddam. Uwielbiałam nosić męskie ciuchy. Upięłam włosy w niedbały kok, po czym stwierdziłam że jednak zostawię je rozpuszczone. Poprawiłam lekko brwi brązową kredką i stwierdziłam ze mogę jechać. Schodząc na dół pocałowałam mamę w policzek, dając jej sygnał że nie musi się martwić, wiedziałam że było jej to potrzebne. 
Gdy tylko wyszłam na zewnątrz, nie zastanawiając się długo zatrzymałam taksówkę i pojechałam na miejsce. Cała przebyta droga była dziwna, taksówkarz dziwnie zmierzył mnie wzrokiem kiedy powiedziałam gdzie chcę wysiąść. Jakby chciał mnie ostrzec przed tym miejscem czy coś w tym rodzaju. Nie rozumiałam tego spojrzenia, w każdym bądź razie nie bałam się. Gdy wysiadłam z auta zobaczyłam wielki biały dom, kolorowe światła w oknach i rozpierdol na podwórku. Widać że imprezowali tu częściej niż kilka razy na miesiąc. Pełno ludzi, cienie odbijały się w szybach. Postanowiłam nie wchodzić na czysto, nigdy nie lubiłam imprez w normalnym stanie. Przed wejściem wzięłam tabletę, kiedy przekroczyłam próg zobaczyłam pełno lasek które były prawie nagie, leżały z chłopakami, którym to bardzo odpowiadało, no w sumie nic dziwnego. Dla mnie ten widok nie był odrażający ani dziwny. Spotykałam się z tym bardzo często. One po prostu próbują znaleźć kogoś, kto chociaż przez tą jedną noc będzie je kochał. Desperacja, tak to się chyba nazywa. Czułam w głowie lekkie mrowienie, wiedziałam że bletka powoli zaczyna działać. Pragnęłam tego stanu, kochałam go. Wyłącza się myślenie, wyłącza się wszystko. Jesteś tylko i pustka przed Tobą. Nie słyszysz niczego tylko bicie swojego serca. Stan, którego każdy by chciał doświadczyć. Szukałam wzrokiem Biebera ale nie mogłam go znaleźć. Było tu więcej ludzi niż kiedykolwiek widziałam na imprezach. Zaczęłam się zastanawiać czemu nigdy wcześniej tu nie byłam. Lokal był naprawdę spoko i ludzie wydawali się nie podejrzani. Cóż nie będę stać jak debil. Usiadłam między laskami które paliły hasz i od razu dostałam jointa w ofercie. Mili ludzie i gościnni jak widać. Nie ma co odmawiać, oparłam głowę na kanapie i zaczęłam chillować. Trwało to tak mniej więcej z dwie godziny, odlot był niesamowity, śmiałam się z niczego, dziewczyny obok mnie robiły to samo, praktycznie żadnych słów tylko stłumiony chichot. Gdybym widziała siebie z perspektywy innego człowieka, popłakałabym się ze śmiechu. Kiedy faza troszkę się uspokoiła, postanowiłam poszukać czegoś do jedzenia. Nie wiedziałam za bardzo gdzie idę, więc szłam po prostu przed siebie sprawdzając każde pomieszczenie po drodze. Zobaczyłam uchylone drzwi do sypialni, poznawałam głos dochodzący stamtąd. Weszłam do pierwszego pokoju obok schodów, zobaczyłam pełno lasek jak wszędzie tutaj, na podłodze, niektóre spały, niektóre były przyćpane,  kilka chłopaków oglądało coś w telewizji a na łóżku widziałam potargane włosy wystające spod pościeli, to był On. Otoczony był pustymi lachonami które śliniły się na jego widok i całowały go po każdym możliwym odkrytym miejscu. W sumie nie powinnam się jakoś inaczej czuć, powinnam to normalnie zignorować i dalej szukać jedzenia, jednak coś mnie zabolało. Coś w środku ukuło mnie tak że na kilka sekund wygięłam się wpół. Nie wiedziałam co mam zrobić. Widziałam że on był kompletnie naćpany i pewnie nie wiedział nawet co tu się dzieje. Jego wzrok powędrował w moją stronę, wyjąkałam tylko „miłej zabawy” i wyszłam. Mój oddech był nierówny a krok dość szybki, nie wiedziałam dokąd iść, nie ogarniałam całej tej sytuacji. 
Słyszałam jak ktoś trzasnął drzwiami, okazało się że ten psychopata idzie za mną. Świetnie. Zaczął coś mówić ale nic nie rozumiałam. Poczułam szarpnięcie za ramię. Odwróciłam się i dałam mu w psyk. Nie wiem skąd u mnie ten odruch. Może mój silny charakter właśnie przemówił. Najpierw każe mi tu przyjeżdżać, samej na dodatek, a teraz odstawia jakiś cyrk? Nie rozumiałam tego chłopaka bardziej niż siebie. Odepchnął mnie. Zaczął kląć i wygrażać rękami. Miałam wrażenie że zaraz mnie pobije. Nie dawałam po sobie poznać ze obleciał mi starch. Widziałam jak jego mięśnie powoli się napinają. W ostatniej chwili dwóch typków wzięło go do kuchni żeby „ochłonął”. Dzięki za refleks. Motałam się jak mała dziewczynka. Nikt nie zwrócił na to większej uwagi. Dobrze. Wyszłam na taras i wzięłam kolejną bletkę. Chciałam żeby jak najszybciej zaczęła działać, bo nie wiedziałam co się właśnie stało. Nie ogarniałam swoich ruchów, nie ogarniałam swoich emocji, nie ogarniałam swoich impulsów. Co on do k*rwy nędzy ze mną zrobił?!