czwartek, 3 lipca 2014

VIII. Back home.


Justin:
Nie potrafiłem. Nie potrafiłem zrozumieć tego co się dzieje. Zaczynałem czuć do niej coś mocniejszego wiedząc, że ona dalej uważa mnie za nieznajomą osobę. Widzisz twarz kogoś kto jest dla Ciebie ważny i od razu czujesz się lepiej. Zaczynałem kochać to uczucie. Ale czemu musiało przytrafić się to właśnie mi? Nigdy nie akceptowałem żadnych uczuć. Dla mnie słowa miłość, smutek, to coś na co nie było miejsca w moim życiu. Były mi obce po prostu.
Położyłem się wtedy obok niej i obserwowałem jak jej klatka piersiowa unosi się i opada. Chciałem żeby się nie bała, żeby czuła się bezpiecznie. Moja ręka swobodnie lecz delikatnie powędrowała na jej talię. Zastanawiałem się jak zrozumie ten gest. Usłyszałem lekkie westchnięcie, chwyciła moją dłoń i pocałowała. Na plecach poczułem przyjemny dreszcz a moje ciało zrobiło się tak gorące że poczułem pragnienie ściągnięcia z siebie wszystkiego. Minęło kilka sekund, moje powieki były zmęczone i ledwo utrzymywałem je otwarte. Potrzebowałem snu, musiałem się przespać z tym całym burdelem w mojej głowie.

Sky:
Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam że teraz nie śpię tyłem do Justina ale jestem obrócona centralnie przodem do jego twarzy. Pierwszym uczuciem było przerażenie ale potem zaczęłam się przyglądać. Jego rysy twarzy były niesamowite, idealne kości policzkowe,  małe blizny pewnie z czasów kiedy był młodszy i do tego wszystkiego te usta, nie mogłam przestać się nimi zachwycać, nie wiedziałam co we mnie wstąpiło ale one były tak idealne, że mogłabym patrzeć na nie godzinami, przyrzekam. Obserwowałam jak jego pierś lekko unosi się w oddechu, liczyłam tatuaże na jego ręce, swoją drogą chciałabym wiedzieć co oznaczają, podejrzewam że Justin nie jest głupim dzieciakiem który wytatuował sobie byle co, to by było głupie. Jego obojczyki które wydawały się być całkiem poza ciałem były niesamowite, nie mogłam się powstrzymać żeby nie przejechać lekko po nich jednym palcem. Wtedy zauważyłam że jego ciężkie powieki powoli się podnoszą. Znowu ogarnął mnie strach. Nie wiedziałam jak mam się zachować w takiej sytuacji. Leże w łóżku z chłopakiem którego znam kilka tygodni, co prawda w ubraniu ale to nadal było dziwne. Czułam jak moje policzki robią się czerwone chociaż on tylko patrzył i jak zwykle się złośliwe uśmiechał. Od kiedy ja jestem taka dziewczęca boże, ten chłopak naprawdę źle na mnie wpływa. Czuje się jak w podstawówce kiedy jakiś chłopaczek który mi się podoba dał mi buzi w policzek, tyle szumu o taką małą kpinkę. Zaczynało mnie to irytować ale nie powiem, że to nie były miłe odczucia. Zasłoniłam twarz obiema rękami nie chcąc się już bardziej upokarzać i odwróciłam w drugą stronę. Poczułam tylko jak Justin wstaje, słyszałam jak przebiera koszulkę, ubiera dresy i wychodzi. Zanim zamknął drzwi krzyknął tylko że czeka w kuchni. Czas wstać i się ogarnąć. Wyjęłam z jego szafki jakąś koszulkę na ramiączkach, wpuściłam ją lekko w moje czarne leginsy, włosy upięłam w niedbałego koka, moja ulubiona fryzura, po czym wyszłam. Nie miałam makijażu wczoraj i dzisiaj też nie zamierzałam go robić, poza tym nie miałam czym, u Justina nie znalazłabym raczej tuszu do rzęs albo podkładu. Oparłam się o framugę drzwi kuchennych i patrzyłam na jego tył. Robił płatki na mleku, jak widać to że chłopaki nie umieją gotować sprawdza się w 100 procentach. Można tylko marzyć o naleśnikach podanych z owocami jak w romantycznych filmach, których swoją drogą nie lubię oglądać, albo wmawiam sobie że nie lubię. Zawsze nabijam się w głównych bohaterów. Rozmyślając, kątem oka zauważyłam że kładzie dwie miseczki na stole po czym mierzy mnie wzrokiem od góry do dołu.
- Coś nie tak? Źle wyglądam?
- Tego nie powiedziałem, widzę po prostu moje części garderoby.
- Nie mogę chodzić dwa dni w tej samej koszulce, źle się czuję, dlatego stwierdziłam że sobie coś pożyczę. *uśmiechnęłam się drocząco i usiadłam przy stole*
- Pożyczysz bez pytania? To podchodzi pod kradzież! *uśmiechnął się znowu tym złośliwym uśmiechem*
- Nie mów że dla Ciebie to coś dziwnego, ty co chwile „pożyczasz coś bez pytania” <zrobiłam niewidzialny cudzysłów w powietrzu> tylko że ja w przeciwieństwie do Ciebie oddam to co pożyczyłam. 
- Nie bądź taka święta, panno Scott. *puścił mi oczko*
- Skąd znasz moje nazwisko?!
- Twój ojciec to jeden z największych przestępców w tej okolicy, wątpię że ktoś nie zna jego nazwiska, a ja dowiedziałem się od Ciebie że jesteś jego córką.
- Wolę, żeby ludzie nie kojarzyli mnie z nim, dlatego przedstawiam się tylko imieniem.
- Dla nie możesz być kim chcesz, nie obchodzi mnie jak masz na nazwisko, jeśli nie podoba Ci się to, to wymyśl sobie jakieś nowe!
- Zaczynasz mówić jak małe dziecko, może sobie jeszcze inne imię wybiorę, bo to co mam teraz jest do dupy?
- Ja tam je lubię. *wstał i otworzył okno żeby zapalić*
Podeszłam do niego. Bez słowa wyjęłam mu fajkę z ręki i wzięłam kilka wdechów.
- Tak w ogóle to muszę już iść, mama czeka na mnie w domu i bez względu na to jaką córką jestem powinnam się jej pokazać, że żyje.
- Szybko mnie zostawiasz po wspólnej nocy.
- Powinnam wyjść rano bez słowa w twojej koszuli, tak jak to bywa w filmach.
- Cóż, jeden puknt zaliczyłaś. *powiedział, patrzać na swoją koszulkę, która miałam na sobie*
  Odwieźć Cię?
- Poradzę sobie sama, pojadę metrem.
Kiwnął głową, stwierdziłam że dostałam od niego „zgodę” na wyjście, śmieszne i dziwne uczucie. Ubrałam bluzę, martensy i już miałam wychodzić kiedy poczułam ciepłe usta na moim policzku.
- Widzimy się wieczorem Sky.
Uśmiechnęłam się, ale nie odwracałam. Zepsułabym chwilę odwracając się, po prostu wyszłam. Przekraczając próg czułam, że jestem inną osobą. Nie zachowywałam się tak kiedyś będąc z chłopakiem. Związek opierał się głownie na sypianiu ze sobą, imprezami, dragami. Tutaj było coś innego, były chwile czułości, takiej małej, praktycznie nie znam tego chłopaka, wiem jak ma na imię, jakie ma nazwisko i teraz wiem gdzie mieszka. Ma problemy podobne do mnie, ale czy to dobre wyjście? Chcąc w końcu skończyć ze swoimi problemami zaczynam czuć coś do chłopaka który ma ich dwa razy tyle. Wszystko było pojebane w tamtym momencie. Nie wiedziałam nawet już kim jestem. Bo z pewnością nie byłam już nieczułą ćpunką. Byłam kimś kto zaczyna przywiązywać się do drugiego człowieka. Ale czy tego naprawdę chciałam? Czy naprawdę jest mi to potrzebne?
Pogubiłam się we własnym życiu i to zaledwie przez kilka tygodni. Po takim czymś człowiek nie wie kim jest. Musiałam z kimś porozmawiać ale tym kimś nie mógł być Justin. Pojechałam jak najszybciej do domu, żeby zobaczyć się z mamą. Nawiasem mówią tu jest następna rzecz która mnie zastanawia. Od kiedy zaczęłam mieć "uczucia" wobec Justina, zaczęłam inaczej patrzeć na mamę. To już nie jest matka której nienawidzę, zaczynam rozumieć że ona ma tak samo spierdolone życie jak ja. Ojciec który obiecywał jej miłość, zrobił jej niechciane dziecko a potem zostawił bo musiał uciekać przed własnymi problemami. Brawo tato. Szkoda mi jej było. Nigdy nie chciałabym przeżyć takiego załamania. Dlatego próbowałam wyłączać uczucia. Kiedy ich nie ma związki są łatwiejsze. W sumie nie wiem czy da się wtedy to nazwać związkami. Po prostu obchodzi się bez zbędnego pierdolenia. Ale z Justinem jest inaczej. Chłopak bawiący się w dilera, robiący pewnie mnóstwo innych nielegalnych rzeczy zaczyna coś czuć do laski która nie jest nawet ładna, ma problemy psychiczne przez swojego ojca i sięga po narkotyki za każdym razem kiedy jej coś w życiu nie wyjdzie. Czyli do tej pory praktycznie za każdym razem, byłam przekonana że całe moje życie to jeden wielki niewypał.  

Wysiadłam z metra i pobiegłam do domu. Kiedy byłam już przy mojej uliczce zobaczyłam czarne auto stojące pod naszym domem. Niepewnie nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Kiedy zobaczyłam kto siedzi w kuchni przy stole oniemiałam. To był mój brat. Ten brat który wyjechał dawno temu żeby nie mieć z tą rodziną nic wspólnego, teraz siedział przytulając moją mamę i uśmiechając się do mnie.
- O! Sky! Pewnie cieszysz się ze mnie widzisz?
- Chyba sobie k*rwa kpisz.