niedziela, 24 listopada 2013

Prolog.

- Możesz chociaż przez chwile mnie posłuchać?!
- Po co? Żebyś znowu powiedział mi jak bardzo Ci na mnie nie zależy, jak bardzo masz mnie w dupie i że mam dać Ci spokój? Ostatnio tylko to od Ciebie słyszę.
- Nie, posłuchaj mnie przez chwile! 
Poczułam szarpnięcie za ramie, a potem lekki dotyk na dłoni.
- Sky, nie chce Cię tracić, z każdym dniem widzę że jesteśmy dalej od siebie, możesz mi powiedzieć co jest k*rwa mać nie tak? Co ja znowu zjebałem? Bo już sam się gubię na serio..
- Pogubiłeś się już dawno i zagubiłeś w tym gównie tez mnie. Nie chcę już dłużej w tym siedzieć Matt, zrozum, to koniec. Nie będę już nigdy dla Ciebie, nie będę już nigdy Twoja, nie masz prawa mówić że jestem twoją dupą czy laską bo już tak nie jest, i jak tak na to patrzę to nigdy tak nie było.
- Zgłupiałaś? Nawet mnie nie wkurzaj, nie po to się tyle starałem żebyś teraz dała mi kosza, co z obietnicami? Co z tym wszystkim co planowaliśmy?
- O to już musisz zapytać siebie. Wiedz tylko, że nigdy Cię nie kochałam, zawsze byłeś dla mnie czymś w rodzaju poduszki powietrznej, kiedy było źle, wtedy byłeś ważny, bo potrafiłeś pomóc, ale kiedy było normalnie rozumiałam że nic do Ciebie nie czuje.
- Super k*rwa, zawsze byłaś nic nie warta dziwką, spierdalaj.





Kiedy odwróciłam się na pięcie poczułam jak moje ręce całe się trzęsą. Za sobą usłyszałam krzyk i rozbitą szybę, wiedziałam że musiał jakoś wyładować uczucia, wiedziałam że zostanę zwyzywana, w sumie nie było mi to obce, w domu miałam to samo. Nie chciałam nawet tam wracać. Szłam przed siebie ciemną uliczką, co jakiś czas widząc ledwo świecącą latarnię i jakąś ławeczkę. Czy się bałam? Nie, w sumie po tym co przeszłam jest mało rzeczy których się boję. Zgwałcą mnie? Nie sądzę, raczej nikt by mnie nie tknął, a jeśli tak to może tak miało być? Może gdyby ktoś mnie teraz zabił byłabym szczęśliwsza? Może wszyscy byliby szczęśliwsi?! Czemu te pytania tak często pojawiały mi się w głowie, mogłam rozmyślać nad swoją śmiercią całymi dniami. Może to przez to że jeszcze niecały rok temu codziennie musiałam walczyć o przetrwanie, zważając na mafie która ściga ojca? Albo to może dlatego, że mój mózg chce jakoś odreagować i właśnie wybrał tą drogę? Jedno zastanawiało mnie najbardziej, czemu z moich oczu płyną łzy jak od lat już nic nie czuje? Czemu akurat w tym momencie, kiedy widziałam smutek w oczach Matta moje serce się poruszyło? Czemu nie potrafiłam płakać gdy widziałam jak umiera człowiek za człowiekiem na moich oczach, a teraz w takiej błahej chwili nie mogę zatrzymać łez? Zawsze byłam człowiekiem zagadką i nawet sama siebie nie potrafiłam rozgryźć. W końcu wyszło na to że przestałam się starać, zaczęłam żyć. Jedni po pojęciem „zaczęłam żyć” widzą szczęście i radość, myślą „pewnie chodziło jej o to że zaczęła w końcu żyć własnym życiem i jest szczęśliwa”, ale ich pojęcie jest błędne. Zaczynając żyć miałam na myśli nie przejmowanie się sobą i problemami, będzie co będzie, widocznie tak miało być, prawda? Może od kiedy zaczęłam „żyć” wszyscy byli szczęśliwsi? A może po prostu nikogo nie obchodziło co robiłam? Dlatego gdy przestałam się starać, już nic im nie przeszkadzało w swojej codziennej monotonii. Zawsze uważałam że zwykli ludzie są nudni, tymczasem sama staje się takim człowiekiem. Próbuje przed tym uciec, muszę, ale jak? Czy znajdę kiedyś rozwiązanie? Czy pozostanie mi ta niepewność dopóki umrę, albo ktoś mnie po prostu zabije? Nie wiem i chyba na razie nie chce wiedzieć. Przecież będzie co ma być, prawda?




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz