środa, 7 maja 2014

VI. Feelings




Usiadłam na płytkach po turecku, oparłam się z tyłu na rękach i patrzyłam w niebo. Byłam rozbita? Tak to się mówi? Po prostu nie potrafiłam się pozbierać. Czemu widok kogoś na kim mi kompletnie nie zależy wzbudził we mnie aż taki smutek/złość? Czemu chłopak którego znam pół tygodnia tak na mnie działa? Czy ktoś mi to może w końcu wytłumaczyć? Nie mogę tego zrozumieć. Moje włosy powoli stawały się coraz bardziej mokre, a na twarzy pojawiały się krople. Padało co najmniej od 20 minut, w środku ludzie bawili się tak jak wcześniej, nikt nie zauważył że znikłam. Bo Może nikt Cię nie znał idiotko? Głos w mojej głowie wiedział jak poprawić mi humor. Nie wiedziałam czy płaczę, nie wiedziałam czy to łzy, czy krople deszczu spływają po moich policzkach. Nie wiedziałam kim jestem. Z pewnością siebie mogłam tak powiedzieć. Nie wiedziałam do cholery kim jestem. Nie była tą samą osobą co kilka dni temu i to wszystko przez poznanego chłopaka. Niech on się ode mnie odpierdoli, niech wyjdzie z mojej głowy bo dłużej tego nie wytrzymam. Rozpierdala mnie to od środka i nie jestem w stanie sobie tym poradzić. Za dużo już przeszłam żeby dokładać sobie nowe problemy psychiczne z samą sobą. Co ja sobie myślałam? On uważa mnie za zwykłą laskę z która może się wozić, to przecież on miał mi obiecać że nic do mnie nie poczuje, czemu to jest takie pojebane? On ma Cie w dupie. Wiem. Wiedziałam to bardzo dobrze a mimo tego wmawiałam sobie w głowie inne wersje tego wszystkiego, dopisywałam swoje historie i zakończenia. Czemu akurat mi się to musiało trafić? Czemu zawsze to ja muszę mieć to szczęście trafiać na popierodlonych ludzi? A może ludzie są normalni tylko Ty jesteś popierodlona? A zamknij się! Uciszałam głos w mojej głowie.
Jak na złość drzwi tarasowe za mną uchyliły się, wiedziałam kto przez nie wychodził. Bieber. Bez słowa usiadł obok mnie.chwila ciszy. Wiedziałam że pierwszy się odezwie.
- Co to kurwa było?!
- Mogłabym o to samo spytać Ciebie!
- Czemu mnie uderzyłaś? Czemu się tak zachowujesz?!
- Nie wiem okej?! Nie wiem czemu się tak zachowuje. Nie poznaję samej siebie. <kiedy to mówiłam wstałam, wstał razem ze mną.> Nie wiem co mam głowie, jedno wielkie gówno zrobione przez Ciebie, nie potrafię się pozbierać bo pojawiłeś się Ty. Za dużo myślę, za dużo się martwię, nie jestem sobą, przez Ciebie! *pchnęłam go palcem w klatkę piersiową*
- A co ja takiego k*wa zrobiłem?!
- Nic! I to jest najgorsze.
Chwila ciszy, widziałam że próbuje się uspokoić, ja też próbowałam, padało coraz bardziej, nasze ciała były mokre, tak samo jak twarze, nie podobało mi się to co się dzieje.
- Sky?
Spytał niepewnie. Przysunął się do mnie, jakby chciał odegrać rolę jakiegoś starszego brata, sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Żałosne. Próbował chwycić moją rękę ale ją odsunęłam. Czułam jego oddech niebezpiecznie blisko. 
- Co? *spytałam sucho*
- Możesz mi coś powiedzieć? *jego oczy spotkały się z moimi*
- Ale co? *wściekłość wzrastała*
- Zaczynasz coś do mnie czuć? Wiem że to ja miałam obiecać że się w Tobie nie zakocham, ale zachowujesz się jakby zaczynało ci na mnie zależeć, a tego nie chcę.
*Czy on mówił serio? Od początku miał nadzieje że coś do niego poczuje. Jak on może być takim skurwysynem?*
-Jestem po prostu naćpana, zrobiłam scenę o nic, bo nie wiedziałam co się dzieje, nie powtórzę tego więcej.
Chwila ciszy, moje myśli znowu postanowiły wyjść na wierzch, nie chciałam tego ale musiałam się wyładować.
- Powiedz mi po co w ogóle wtedy w parku zacząłeś ze mną rozmawiać? Po co w ogóle zwróciłeś na siebie moja uwagę?! Po co to wszystko?! Mogłeś mnie zlać, tak samo jak zlewasz inne laski i nie byłoby żadnego problemu, a teraz stoję tu cała morka i nawet nie wiem po co robię te swoje wywody jak ty i tak masz to w dupie. *krzyczałam, a moje ręce unosiły się i opadały gestykulując* Jesteś skończonym skurwysynem Bieber. Jesteś po prostu nikim wiesz? A najbardziej dobija mnie myśl że ja jestem taka sama jak Ty i nic nie mogę z tym zrobić. Wiem ze znamy się kilka dni, wiem ze jeszcze kilka dni i dasz mi spokój, czekam na to! Ale jak pomyślę ze nigdy więcej już nie zobaczę twojej mordy to mi źle. Nie znałam wcześniej tego uczucia, nigdy nie chciałam go znać! <zobaczyłam jak chwyta moje nadgarstki>
- Też nie chciałem.
A więc czuje to samo co ja? Czuje się tak samo? To niemożliwe. 
Nie odpowiedziałam, nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Odwróciłam się i zaczęłam biec. Nie wiem dokąd biegłam, ale nie mogłam już dłużej patrzeć na jego twarz, na jego karmelowe oczy, po prostu nie mogłam, nie potrafiłam. To co działo się teraz w mojej głowie było nie do opisania. Biegłam, czułam jak uciekam od wszystkich myśli związanych z nim, czułam jak staje się lekka. Ale to może przez narkotyki? Pogubiłam się w swoich uczuciach! Od kiedy Ty je masz? Stel od kiedy Ty je kurwa masz?!

Dobiegłam do stacji metra, jak się okazało była niedaleko od tamtego domu, rozglądałam się nie dając odpocząć moim pucom, biegałam od jednej ławki do drugiej, kilka ludzi już dawno zorientowało się że coś brałam, ale nie obchodziło mnie to teraz. Szukałam znajomych twarzy, potrzebowałam teraz kogoś, a może chciałam być sama? Nie wiem już. W rogu, za filarem zobaczyłam znajomą twarz. Eddy. Skąd on się tu wziął? Nigdy nie bywał na stacji metra. Zawsze tylko dworzec. Nie miałam czasu żeby o tym myśleć. Gdy tylko mnie zauważył podszedł do mnie, miał zaniepokojony wzrok widząc mnie w takim stanie. Już nie raz przy nim ćpałam, ale nigdy nie miałam w tym stanie przypływu emocji, podobno ten stan jest najgorszy, kiedy dajesz zawałdnąć emocjami nas sobą, nad całym swoim umysłem i ciałem. 
- Sky? Co się stało?! Czemu wyglądasz jakbyś właśnie kogoś zabiła? Albo jakby ktoś próbował zabić Ciebie?
- Proszę Cię nie każ mi o tym mówić Eddy.
Jego wzrok był pełny przerażenia, naprawdę myślał że mogłabym kogoś zabić? Albo ze dałabym sobie grozić? Jak widać nie znał mnie tak dobrze jak mi się wydawało. Nie spodziewając się swoich ruchów, przytuliłam go mocno. Nie chciałam nic mówić. Nie chciałam się odzywać. W takich chwilach cieszyłam się że Go mam. On nie dociekał, nie pytał, wiedział że jeśli nie chce to nie powiem, odpuścił. Usiedliśmy na ławce, położyłam swoje nogi na jego kolanach, nie pozwalając by puścił mnie z uścisku. Wtuliłam twarz w zgięcie jego szyli, czułam jak jego rękę przesuwa się synchronicznie po mojej głowie żeby mnie uspokoić/pocieszyć. Wiedziałam że czuje on na sobie mój nierówny oddech. Wiedział że coś było cholernie u mnie nie tak, ale nie pytał, widział że tego nie chce wiec nie pytał. Kiedy lekko uniosłam głowę zobaczyłam jak Bieber idzie w naszą stronę, biegł za mną? A może po prostu wiedział gdzie pobiegnę? Jakiś kurwa szósty zmysł? Szedł w nasza stronę, widać było że po tym jak uciekłam jeszcze coś ćpał, nie mogłam odczytać z wyrazu jego twarzy czy był smutny czy wkurwiony. Podszedł do Nas i chwycił mnie za ramię, tak że przeszył mnie ból. Wstałam . Nie bałam się Go. Nie byłam typem dziewczyny która się boi kiedy widzi niebezpiecznych mężczyzn. Bez przesady. Żyjąc w ciągłym strachu byłam przyzwyczajona.
- Idziesz ze mną.. *powiedział stanowczo, jego oczy były wypełnione gniewem, a jego oddech nierówny tak samo jak mój*
Widziałam jak Eddy wstaje, to nie zwiastowało niczego dobrego.
- Ona nigdzie z Tobą nie idzie kolego.
- Może niech ona sama zdecyduje? Jest moja na dzisiejszą noc, powinna Ci to potwierdzić. *spojrzał w moją stronę ze złośliwym uśmiechem*
- Ona nie jest dziwką żebyś mógł ją na noce mieć, spierdalaj stąd bo serio nie chce mi się patrzeć na twoją mordę! To przez ciebie ona jest teraz w takim stanie. Nie wiem kim jesteś i co z nią zrobiłeś, ale uwierz mi że nie zrobiłeś niczego dobrego.
- Słuchaj popatrz na siebie a na mnie, złamałbym Cię wpół, więc jeśli jutro chcesz chodzić normalnie to mi ją oddaj. Nie obchodzą mnie jej uczucia w tym momencie, chce z nią pogadać i ona też tego chce. *spojrzał na mnie znacząco, jego brązowe tęczówki przeszyły mnie na wylot, wiedziałam że muszę z nim pójść, że chcę z nim pójść*
Eddy już podnosił głos kiedy go odsunęłam. Powiedziałam mu, że idę z Nim bo muszę z Nim porozmawiać, gdybym opowiedziała o naszym głupim układzie Eddy by nie zrozumiał. Pocałowałam go delikatnie na pożegnanie i mocno przytuliłam, obiecałam że jeszcze się spotkamy. Odwróciłam się  i bez słowa przeszłam obok Biebera kierując się do wyjścia. Chwycił mnie za rękę i poszedł ze mną. Gdy byliśmy na świeżym powietrzu zaczął mówić.
- Kto to kurwa był?!
- A co Cie to obchodzi?!
- Nieważne.
- Też tak myśle.
- Możesz mi powiedzieć w co ty pogrywasz?
- Co?! Teraz to ja pogrywam? Chyba zapomniałeś że oboje jesteśmy w grze. Nie wiem kim jesteś, nie wiem co robisz, ale miałam wytrzymać z Tobą tydzień więc proszę bardzo!
- Sky posłuchaj! *chwycił moje ramie gdy próbowałam odwrócić się do Niego plecami* Wiesz kim jestem, wiesz że znasz mnie o wiele bardziej niż ci się wydaje. Nie chcę żeby to był tylko tydzień. Chce więcej tygodni i wiem ze Ty też tego chcesz! Wiem że nie potrafisz wytrzymać beze mnie tak samo jak ja bez Ciebie! Gdy zostałem sam na tamtym balkonie uświadomiłem sobie że Cię potrzebuje, czemu jakiś głos w głowie cały czas miesza mi Tobą?! Czemu potrzebuje laski którą znam 4 dni?! Czemu działasz na mnie tak cholernie mocno że nie potrafię przy Tobie stłumić jakich kolwiek moich uczuć?!
- O widzę że nie jestem sama. <posłałam mu złośliwy uśmiech>
- Czemu to robisz?
- Co?
- Próbujesz mnie odtrącić i udawać że jest inaczej, boisz się przyznać że coś do mnie poczułaś, czemu tak bardzo się tego boisz?
- Nie boje się, tylko ja tego nie chce do kurwy! Nie chcę Ciebie w moim i tak już pojebanym życiu,  tylko bardziej mi mieszasz i powoli sama nie wiem kim jestem!
- Takie są uczucia królewno!
- A od kiedy Ty je masz?!
- Od kiedy zobaczyłem Ciebie w parku, od kiedy wyczułem jaki masz trudny charakter i wiedziałem że inaczej Cię nie zdobędę niż podstępem, robiłem wszystko żeby z Tobą przebywać bo czułem taką potrzebę okej? *poczułam jego ręce na moich policzkach, jego oczy wpatrywały się w moje, nie mogłam opisać tego uczucia, czemu on tak na mnie działał?!*
- Ale po co Ci ja? Czemu taki wielki gangster Bieber potrzebuje ćpunki która nie umie się ogarnąć?
- Justin.
- Co?
- To moje imię.
-  A więc Justin znasz mnie tylko kilka dni, nie wiesz nic o mnie oprócz tego że jestem ćpunką, mieszkającą z matką która płacze co noc z powodu stoczenia się jej córki. Nie znasz mnie a mówisz że mnie potrzebujesz?!
- Ja jestem ćpunem który zawiódł swoich rodziców, ale też wciąż z Nimi mieszka, jestem chłopakiem który ma w chuj problemów i teraz jeszcze jeden.
- Mnie. No właśnie.
- No właśnie, nie znam Cię a nie mogę bez Ciebie wytrzymać do k*rwy nędzy..czy to nie jest pojebane?
*widziałam jak przeczesuje rękami swoje włosy, kiedy to robił wyglądał seksownie..nie powinnam tak myśleć w tej chwili?*
- Jest. *zaśmiałam się tym razem szczerze*
- Dasz mi jakąś szansę dni żeby udowodnić Ci że Cię potrzebuje?
- Nie będę się bawić w związki, nie ufam Ci. Nie ufam już nawet samej sobie. Jesteś dla mnie obcym człowiekiem.
- Daj mi szansę to postaram się to zmienić.
- Możesz próbować.



1 komentarz: